Archive

Luty 2015

Browsing

Niegłodne myśli,
nasycone słowa.
Poezja – przyciszona mowa –
absolutna słuszność.
A po przeciwnej stronie tekstu cisza.
Arbiter – oblizuje wargi…
Mówi: nieskończoność ciekawością słów
żyje – niedużą przewagą jutra!

Moja przyjaciółka z Psar Polskich to:
kobieta delikatna,
upleciona z mgły i wikliny,
z sercem w kolorze rzęsistego różu,
co nie kocha sezonowo,
lecz na dłuższą metę.
Wierna, krytyczna,
obiektywnie sprawiedliwa –
najprawdziwiej prawdziwa,
matematycznie dokładna – skromna,
po ludzku – niezwyczajna.
Przyszła ni stąd ni zowąd,
wytrwale zaciskając na sobie
i na mnie „pętlę” naszej wieloletniej przyjaźni.
Bez cienia przesady i zbytecznej wyobraźni.
Z ręką na pulsie,
gdyby moje i jej życie zatrzęsło się w posadach.
Oddalona, lecz ciągle bliska.
Ona.

 

    Gdy spoglądam wstecz, myślę sobie, że życie jest piękne. Czasem może doskwiera, ale jest  fascynujące… Takie jakie lubię: goryczkowate z posmakiem słodu. Wiersz ten dedykuję mojemu Ojcu.

***

Siłą trzęsienia ziemi pokochałeś ten świat,
siłą wiatru wyszeptałeś po raz pierwszy jego imię.
Ulegając pragnieniu i łaknieniu,
nieustannie – choć ostrożnie – pijesz wodę życia,
zagryzając ją chlebem.

Człowiek jako istota inteligentna, często zastanawia się nad sensem powtarzanych sekwencji dnia i  nocy… Także i ja poddałam się temu zamyśleniu, a oto jego efekt.

***

Składamy się z powtórzeń,
ciągów dni i nocy.
Uczuć, które są w nas uśpione,
bądź tkwią w chwalebnej miłości mocy.
Składamy się z naszych marzeń,
które się gdzieś pogubiły,
bądź tkwią pomiędzy nieba jasnego sferami.
Składamy się z powtórzeń, choć nie jesteśmy cyframi.

Przyjaciołom:

Dokąd tak biegniesz na złamanie karku?
Za oknami domów puste – zziębnięte chwile.
Daleko od ziemi do nieba,
od smutku do łzy też daleko.
Wszędzie pokraczne wspomnienia i radość –
dobre wiadomości.
A w domu na zapiecku stary kot
z czasów twojej durnej młodości.
Obdarty ze złej reputacji –
śmiejący się półgębkiem…
Cichutko mruczy i wzdycha.
Wierny kompan, druh –
niezastąpiony przyjaciel
z różą w zębach – z sercem na kociej łapie,
celebrant powitań i ludzkich pożegnań.

***

Wiatr nie osuszy trwale twoich łez,
nawet gdyby słońce zza serca wyjrzało.
Cierpisz, bo nie chcesz pożegnać umarłej miłości.
Dla ciebie wszystko w martwym punkcie się zatrzymało.
A ty przecież żyjesz!
Oddychasz,
chodzisz – jeździsz do pracy,
adorujesz obowiązki,
powracasz do domu.
Twój smutek ani rozpacz są niepotrzebne nikomu.
Więc zacznij cieszyć się każdą chwilą,
bo nie wiesz, ile ci ich zostało.
Pokochaj w końcu to co los ci daje,
by twoje życie stawało się rajem,
radością, która z codziennością flirtuje
i pochmurne niebo rozpromienia.
Zacznij się cieszyć wschodami i zachodami słońca,
byś nie żył w cieniu własnego przeznaczenia.
Byś nie czuł w sobie lęku i obawy,
że jesteś przez świat i ludzi świadomie odepchniętym –
przez los wyklętym, kulą u nogi.
Masz przecież wielkie – dobre serce.
Czegóż ci jeszcze, mój drogi, potrzeba?
Rozkochaj w sobie szarą, brzydką codzienność,
byś czuł się jak anioły w niebie.
Pamiętaj, nie jesteś na świecie sam!
Ktoś dobrze ci życzy
i modli się za Ciebie!

Zakochanie – stan wzniosłości ducha i szaleństwa ciała:

***

Kochałam kiedyś smutne, niewinne serce,
które ciągle płakało…
Było samotne.
Mówiło otwarcie: Miłości mi mało!
Czułości, która dotykiem zawstydzonych rąk
i słów pieszczotę po zakamarkach wyobraźni i duszy
nieśmiało rozprowadza.                                                                                                         Wiedziało,
że w niej tkwi miłości moc i władza.
Władza nad duchem,
co pod naporem słodkich słów kruszeje,
zmieniając serca głaz w pulsującą materię…
W życie szczęśliwe.
Twoje i moje… Nasze.

    Żyjemy z dnia na dzień… Powielamy czynności… Jesteśmy w swej codzienności często samotni i nieszczęśliwi… Ale czy mamy prawo narzekać i być niezadowolonym, trwoniąc dany nam przez Opatrzność drogocenny czas?

***

Wiatr nie osuszy trwale twoich łez,
nawet gdyby słońce zza serca wyjrzało.
Cierpisz, bo nie chcesz pożegnać umarłej miłości.
Dla ciebie wszystko w martwym punkcie się zatrzymało.
A ty przecież żyjesz!
Oddychasz,
chodzisz – jeździsz do pracy,
adorujesz obowiązki,
powracasz do domu.
Twój smutek ani rozpacz są niepotrzebne nikomu.
Więc zacznij cieszyć się każdą chwilą,
bo nie wiesz, ile ci ich zostało.
Pokochaj w końcu to co los ci daje,
by twoje życie stawało się rajem,
radością, która z codziennością flirtuje
i pochmurne niebo rozpromienia.
Zacznij się cieszyć wschodami i zachodami słońca,
byś nie żył w cieniu własnego przeznaczenia.
Byś nie czuł w sobie lęku i obawy,
że jesteś przez świat i ludzi świadomie odepchniętym –
przez los wyklętym, kulą u nogi.
Masz przecież wielkie – dobre serce.
Czegóż ci jeszcze, mój drogi, potrzeba?
Rozkochaj w sobie szarą, brzydką codzienność,
byś czuł się jak anioły w niebie.
Pamiętaj, nie jesteś na świecie sam!
Ktoś dobrze ci życzy
i modli się za Ciebie!

Są ludzie, których obecność w naszym życiu nie można przemilczeć, jednym z nich jest bohater mojego wiersza. On  – mężczyzna, który sprawdził się w moim życiu…
***
Zakochałeś się bez naglącej potrzeby,
napisałeś pierwszy list miłosny,
którego nigdy do Niej nie wysłałeś.
Czego się bałeś?
A potem życie przyparło Cię do muru
i niektórym przyzwyczajeniom musiałeś powiedzieć:
Żegnajcie!
Wyzwolony od ciężarów życia,
egzystujesz dzisiaj inaczej.
Jak?
Zwyczajnie – po europejsku
bez cenzorów
i recenzentów,
opinie których w ogóle Cię nie obchodzą.
Mądrością życia zmężniałeś…
Ale czy kochając Jej imię
ciągle masz, jak dawniej – tremę?