Archive

Marzec 2016

Browsing

Człowiek nie docenia tego, co ma. Wszystkiego mu ciągle mało i mało. A przecież nie o ilość w życiu chodzi, ale o jego jakość. Dostrzeganie na co dzień rzeczy drobnych, tak często bagatelizowanych przez nas i codzienność. A wystarczyłoby tylko w każdej sekundzie naszego życia dostrzec miłość, tę oddaloną na odległość nieba, by wszystko co nas trapi, odeszło lub zrównało się ze szczęściem… Bo w utrapieniach dnia i miłości mądrość jest wszelaka, pokora i umiejętność cieszenia się życiem mimo wszytko, jako że tylko raz się żyje.

***
Nawrócona jednym spojrzeniem,
sięgam po miłość, którą kiedyś zaniedbałam.
Uczę się siebie i jej od nowa!

22 marca 2016 r.

Co mam dziś Państwu do zaoferowania? Tyle, na ile było mnie dzisiaj stać… Ofiaruję tylko tyle albo aż tyle… Miłego dnia, pozdrawiam i ściskam.

(***)
Łzy i myśli
mkną po twarzy tak szybko,
jakby chciały spłynąć do ust i powiedzieć ciszy: Konamy!

W stanie samotności
jest także dusza bezkształtna,
smagana biczem wiatru
i cierpienia.

Czasem aż cisną się na wargi pytania:
Jakiego gatunku jest jej materia?
Czy ma coś z ludzkiej cielesności i z Boga?

21 marca 2016 r.

Mój ukochany ojciec był i jest kimś naprawdę niezwyczajnym. Skromny, a przy tym niezastąpiony w swoim fachu, lubił swój wyuczony – trudny zawód zduna, który przez czterdzieści parę lat z zadowoleniem i wielką starannością uprawiał, i który wyniósł go na szczyty zawodowego profesjonalizmu. Ludzie szanowali go za pracowitość, a także za uczciwość i zawodową lojalność wobec pracodawcy. Ojciec nigdy nie użalał się nad uciążliwościami wykonywanego przez siebie zawodu, chociaż na pewno niejednokrotnie dawały mu się mocno we znaki. Szanował jednak to, co robi i czynił tym dookoła wiele dobra. To między innymi dlatego z podziwem patrzę dziś na swego ojca – dobrego, poczciwego faceta, który przez całe moje dziecięce oraz dorosłe życie był i jest dla mnie pobłogosławioną ręką samego Boga „ziemską przystanią” na wypadek zagrożeń oraz niebezpieczeństw, jakie niesie za sobą wredne życie.
Mając na uwadze przymioty charakteru mego ojca – teraz – gdy osierociała nas ukochana mama, nasze wspólne – traumatyczne przeżycia związane z jej śmiercią, miłość i więzy krwi zbliżyły nas do siebie bardziej, niż kiedykolwiek przedtem… Mam nadzieję, że będziemy ze sobą jeszcze długo, by okazywać sobie wzajemną miłość i ludzkie przywiązanie, zawsze w imię miłości, tej samej, która łączyła nas z ukochaną mamą.

Obraz 121

1.

Dawno temu tak pisałam o moim ojcu:

Mój tata jest czarodziejem – lepi piece z kafli.
Na białej tafli papieru pisze litery,
mówi, czym jest dobro
i tłumaczy,
jak ważna jest ludzka praca.

Karci,
gdy robię głupie miny
i wykręcam się od nauki.
Nakłania mnie do miłowania sztuki
i pochwala moje bezduszne rymowanki.

Mój tata jest mądrym
i szczodrym w miłości człowiekiem.
Kocha mamę, mnie i mojego młodszego brata,
taki właśnie jest mój niezwyczajny tata.

24 marca 1970 r.

2.

Taty siwa skroń mówi o jego skromnym życiu więcej, niż niejedna
historia spisana na kamieniu. Kiedyś los pokaże, ile jest dla każdego z nas warta!

05 lipca 2013 r.

3.
Tata świętuje dzisiaj, choć obchodzi jutro, swoje urodziny.
Przy toaście uronił łzy – był wzruszony.
To pierwsze urodziny ojca bez swojej żony,
dlatego jest smutny i zamyślony.
Pewnie zdał sobie sprawę z tego
z kim żył i kogo stracił…

23/24 marca 2014 r.

4.

Taty spracowane ręce mówią o życiu więcej,
niż niejedna historia.
Co oznaczają dla człowieka?
Wiem:
dobrobyt, przeżycie – dostanie życie,
i ziemską – ciężką egzystencję.

28 marca 2014 r.

Autor zdjęcia: Danuta Schmeling

Ludzie od wieków ulegają pokusie miłości, która okazała się być dla wielu z nich siłą i niemocą. Radością i niepokojem, zaś w ostatecznym rozrachunku: animatorką szczęścia i życiowej stabilizacji. Wszystkim Państwu i sobie życzę, by wspomniana dziś przeze mnie miłość nigdy nas nie zawiodła i nie opuściła. Pozdrawiam, życząc miłej soboty i niedzieli.

DSC09898
Autor zdjęcia: Danuta Schmeling

1.
Chłoniesz strzępy mojego oddechu tak,
jakbyś chciał ulepić z nich wizerunek swojej kobiety.
Oczyma wyobraźni rzeźbisz miłość.

07 września 1979 r.

2.
Analizując dzienne sprawy patrzymy sobie w oczy
i jak kochankowie w nieprzeniknionej źrenicy czasu
ze niecierpliwieniem szukamy siebie…
I chociaż kamienują nas grzechy,
obłąkani miłością dusz w nadziei na lepsze jutro zasypiamy.

22 stycznia 1980 r.

3.
Ten dom, mój dom, ten dom
ta ulica od lat – to mój świat!
W nim rozdwajam swoją duszę pomiędzy poezję i prozę życia.
Pomiędzy wzniosłe i zwykłe czynności, i namiętności mojej duszy
w świecie, którego czas nie skruszy…

10 sierpnia 1992 r.

Kocham Cię bez wyrzekania się siebie.
Czuję, że przez tę szaloną miłość jestem w niebie i jestem lepszą.

05 marca 2016 r.

11933394_1011721675558314_7998078517598470720_n

Autor zdjęcia: Dariusz Schmeling

„Lewitacja – przemijanie”

Mądrzy ludzie powiadają, że życie nie jest pozbawione sensu cierpienia. Przez cierpienie szlachetnieje nasza dusza, stajemy się przez tę obolałą przypadłość oraz uszlachetniony stan człowieczeństwa bardziej odporni na pokusy życia, którym kieruje zło i wyrachowanie. Oczywiście, czym Barbara jest starsza, tym częściej jest tego świadomą. Dojrzewając dotyka prawdy, którą werbalizuje twierdzeniem: – Zmieniamy się i to nie tylko z powodu chęci posiadania pieniędzy, przez pryzmat których coraz częściej oceniamy swoich bliźnich, ale przez pryzmat stygmatyzacji ciała cierpieniem.
W tym cholernym pędzie donikąd, a właściwie w ślepy zaułek konsumpcyjnego dobrobytu, człowiek zapomniał, po co tak naprawdę jesteśmy na tej Ziemi. Jaki jest sens naszego życia i cierpienia, poprzez które stajemy się bardziej ludzcy? Wiele, naprawdę wiele razy Baśka zadawała sobie wraz z Jarkiem to pytanie, by chcieć zrozumieć mechanikę człowieczego losu.
Gdy jestem w pobliżu nich, ciągle odnoszę wrażenie, że Barbara i Jarosław stoją na rozdrożu niewiedzy i udają, że wszystko jest w ludziach, być może także i w nich, uporządkowane, wiadome. Naturalnie nie wiem, na ile oboje mogliby się sprzeciwić tej tezie, ale podobnie jak wielu z nas szukają sensu dopełnienia swojego dojrzałego życia, by na odchodne – w godzinie śmierci, móc w swoim sumieniu powiedzieć: – Wypełniliśmy plan Boży i byliśmy przy tym ze sobą niewiarygodnie szczęśliwi.
Zawsze jednak będąc blisko nich wyczuwa się smutek, że wszystko się powoli kończy, że miłość się dokonała, macierzyństwo się wypełniło, brakuje tylko końca tej przedziwnej historii, gdzie pocałunkiem śmierci, lewitując w bezkresach wieczności dotykamy prawdy naszego fizycznego końca. A może to tylko zdradliwe spojrzenie na swoje próżne, egocentryczne życie, skoncentrowane na sobie samych i wyimaginowanych tęsknotach o miłości bez końca i nadziei bez początku? – naprawdę nie wiem. A szkoda, bo tam dokąd rzekomo codziennie zmierzamy, jest poza dobrem – światłość mądrości i naszego niebiańskiego bytu, choć ateiści zaoponowaliby stwierdzeniem: Ot, polski ciemnogród…

Autor: Danuta Schmeling

To straszne! Mam niemało lat, a dopiero dzisiaj – przed szóstą rano – uświadomiłam sobie, że ciało ludzkie nie ma perspektywy, bo nieustanie zmierza do grobu. Jedynie ludzka dusza zyskuje na śmierci ciała i będzie istnieć w perspektywie nieba… Osowiała i odrobinę zaniepokojona swoją samoświadomością, postanowiłam się tymi rewelacjami egzystencjalnymi z Państwem podzielić. Ciekawe, co Państwo o tym myślą?

Dawniej:

1.
Przy pomocy słów mogę stworzyć
wiosnę, lato, jesień i zimę.

Opisać cykliczność ludzkiego istnienia –
mechanizm życia, radości,
znużenia, śmierci i popielatego cienia…

30 stycznia 1993 r.

2.
Ciało mamy zastygło w bezruchu:
biedne, wymęczone, ale przez Pana Boga umiłowane,
pożegnało swoją duszę!

23 listopada 2013 r.

Obecnie:

1.

Życie jest jednokrotne –
wyssane z mlekiem mamy.
Z sekundy na sekundę policzalne.
Przemijające.

11 lutego 2016 r.

2.
Czym jest?

Wiara – nadzieja – miłość
to trójdzielna –
wiedziona myślą Stwórcy –
mądrość.

Afoniczna maksyma
z Biblii świata wyjęta.

Życia szczęśliwego przynęta.
Na tu i teraz. A nawet jutrzejsze –
ludzkie – potem.

15 lutego 2016 r.

Czym jest cierpienie nie muszę nikomu z Państwa tłumaczyć. Każdy z nas wie o tym doskonale.
Nie znam osoby, która nie wpadłaby w jego sidła. Mnie rzekomo nawet w dzieciństwie ono nie omijało. Na szczęście wraz z dorastaniem moje takie czy siakie cierpienia i smutki przemijały, by ponownie z impetem zaistnieć… Nie ma dnia, bym nie odczuwała skutków ich pojawiania się, ale nie narzekam. Cenię sobie każde przebudzenie i każdy oddech, bo są na wagę złota. Był czas, że użalałam się nad sobą, mając pretensję za cierpienie i życiowe zawirowania do losu, Boga – świata. Dzisiaj dostrzegam w cierpieniu mądrość Bożą, bo przez niedosyt zdrowia i inne życiowe niedomagania i porażki, moja dusza z dnia na dzień pokornieje i szlachetnie. Jest bardziej ludzką! O niebo lepszą, świadomą swego człowieczego losu i sensu życia.
Cierpiąc i znosząc przeciwności losu, zrozumiałam, że nic poza tym co mam, mnie się więcej od życia nie należy i że wszystko inne to zbytek, który mącił mi umysł i serce. Musiało jednak minąć sporo czasu, nim tę oczywistą oczywistość w sobie odkryłam, polubiłam i zaakceptowałam. A teraz zapraszam na małe co nieco, pomiędzy poezją a prozą życia. Miłego – refleksyjnego czytania.

POEZJA
1.

Żeby wiedzieć, czym jest ból i cierpienie,
trzeba być zranionym.
Przez zdradzoną miłość, fałszywą przyjaźń –
jak drzewo – na ziemię powalonym.
Złamanym na pół.

08 marca 2016 r.

2.

„Płakać nie warto”

Policzkowało mnie życie wielokrotnie,
depcząc ludzką godność.

Na szczęście
kordon zimnolubnych przyjaciół odpadł,
zła miłość bezpowrotnie odeszła –
a ja nie do końca spopielała
po czasie odzyskałam dawną pewność siebie
i złapałam wiatr w skrzydła.
Słowami – jak kiedyś – zaistniałam.

07 marca 2016 r.

3.
Nie dam ci wstążki błękitnej
Nie powiem: „Precz mi z oczu!”
Przygarnę, przebaczę a potem zginę,
jak pierwszy zwiastun jaskółek w nocy…

02 kwietnia 1976 r.

PROZA

Spotkanie z gospodarzami – epizod IV, fragmenty… [„Krótki traktat o aniołach”]

(…) Tego dnia, gdy wróciła po pracy do „Domu Pod Wędrownym Aniołem”, nie spuszczała Samuela z oka. Jego milczenie wskazywało na to, że nie będzie dziś tak wylewny w rozmowie jak złotousty Boreasz czy Mateusz…
Nie pozbawiając siebie przyjemności cieszenia się z wolnej chwili, kobieta zaczęła przebierać się w przygotowane wcześniej ciuchy, intensywnie rozmyślając:
– A niech tam, nie chce Samuel gadać, to nie. Ważne, że jest już po nocnej wyprawie do nieba i, że powrócił cały i zdrowy. Wszystko mi jedno czy będę skazana na niemówienie… Nagadałam się w szkole nadto wiele, że mogę dla odmiany trochę pomilczeć. Naładowana dobrymi emocjami wyszła na korytarz, w głębi którego słyszała pomruk popielatego kota i ściszoną rozmowę niemałej gromadki wesołych aniołów. Oczywiście w prowadzeniu dialogu pomiędzy nimi dominowała Ramona, która z anielską sobie wprawą opowiadała o panu domu, który rzekomo zajmował się dziś wykaszaniem trawy. Gdy Danuta wyszła przed dom upiększony zielenią, w głębi ogródka dostrzegła pana Jerzego, który odkłoniwszy się jej na powitanie, zajął się tym, co wcześniej robił. Danuta natomiast udała się w stronę najbliższego sklepiku „Konwalia” po słodycze, których nie potrafiła sobie od wielu lat odmówić. Odległość pomiędzy „Domem Pod Wędrownym Aniołem”, a dobrze znanym w okolicy sklepem, pokonała dość szybko, co wprawiło ją
w dobry humor.
– Dzień dobry! – z uśmiechem na twarzy rzuciła starszej pani ze sklepu na powitanie…
– A to pani! – odpowiedziała ekspedientka i po błyskawicznej wymianie grzeczności z Danutą, zapakowała wskazane przez nią kruchutkie ciasteczka, za które tamta z przyjemnością zapłaciła, udając się w chwilę potem w stronę swojego nowego lokum. Wracając do siebie, minęła po drodze grupę rozwrzeszczanych gimnazjalistów, którzy
z wychowawcą – panem Leszkiem – zmierzali w nieznanym kierunku.
Mijając ich w pośpiechu, uświadomiła sobie, że jako kobieta dojrzała, nauczyła się cenić w ludziach każdy odruch ich bezinteresownej życzliwości… To właśnie dlatego, żeby podtrzymać dobre stosunki z bliźnimi, postanowiła porozmawiać z właścicielami „Domu Pod Wędrownym Aniołem” o sobie, życiu i pięknie otaczającego ją świata. Pewnie dlatego, gdy zobaczyła przed domem panią Joannę, grzecznie poprosiła o spotkanie.
Pomyślała wtedy, że może powinni się bliżej poznać, ale czy była w tym momencie taktowną? – nie jestem o tym do końca przekonana. Przedsiębiorczy małżonkowie, których Danuta podziwiała za pomysł na życie, obdarzeni wyjątkową empatią i życzliwością, uśmiechnęli się do siebie znacząco i zanim Danka powróciła ze sklepu, przygotowali się na spotkanie, choć jestem przekonana, że niespodziewana wizyta kobiety w prywatnej części ich zaczarowanego domu, nieco ich zaskoczyła, a także pokrzyżowała wtorkowo-popołudniowe plany.
– Już jestem! – radośnie wykrzyknęła Danuta i poszła się przebrać. A po wyjściu z pokoju zwróciła się w stronę niedawno poznanego pana Jerzego:
– Dzień doby, panie Jerzy! – głos Danuty rozchodził się po korytarzu, wypełniając po brzegi każdy z jego kątów.
Gdy usiedli wszyscy razem na tarasie, którego widok wychodził na Szrenicę, w jej sercu pojawiło się uczucie tkliwości z powodu wzruszenia wywołanego wspomnianym spotkaniem…
Za to emocjonalne, żenujące wręcz potknięcie odpowiedzialne było samotne serce nieznajomej, rządzące się od dawna swoimi ludzkimi prawami, czyniąc mętlik w głowie Danuty i wzbudzając niepokój w jej bardzo wrażliwej duszy… Ale Danka ze szczęścia, wzruszenia i czułości tego dnia nie eksplodowała, pomimo że cieszyła się każdą chwilą spędzoną z panią Joanną i jej mężem Jerzym.
Naturalnie, jak na ludzi dobrze wychowanych, rozmawiali ze sobą z należytą uwagą i towarzyskim zaangażowaniem, posiłkując się truskawkami i maślanymi ciasteczkami. Zapijając każde wypowiedziane przez siebie zdania pyszną herbatą i kawą, brnęli sukcesywnie do końca spotkania… Czas umilał im anielski głos Samuela, którego tembr rozchodził się we wszystkich kierunkach okazałego domu. W burzliwej dyskusji o pracy, pisarstwie, przyjaźni międzyludzkiej, sensie życia oraz bezpańskich aniołach, rozmowa przeszła na rodzinę i dzieci, i nim wszyscy się zorientowali, wybiła godzina dwudziesta pierwsza.
Mając na uwadze późną porę, Danuta podziękowała gospodarzom za przemiłe spotkanie i żegnając ich serdecznie, oddaliła się w stronę swojego, przytulnego pokoju. Przerywając pomrukiwanie podwórkowego kota, zatopiła się w myślach, które zwróciła w kierunku Darka i Michaliny, za którymi bardzo tęskniła. W końcu przestała myśleć o nich, westchnęła i wyjęła z kieszeni czarnej torebki telefon komórkowy. Wybrawszy numer do męża, zadzwoniła:
– Witaj kochanie! Co u Ciebie słychać? – spytała.
– U mnie wszystko w porządku – odpowiedział Darek. – Czy jesteś zadowolona z pobytu w „Domu Pod Wędrownym Aniołem”?
– Oj, tak! Jestem zadowolona. – Polubiłam to miejsce i czuję się tutaj jak u siebie w domu…

Dzień dobry!
Wszystkim nowym Czytelnikom dziękuję za zwrócenie uwagi na mojego bloga. To miło, że szukają Państwo lekkości swojego ducha na Ocal słowa… Dzisiaj podaruję Państwu parę wierszy sprzed lat i jeden napisany kilka dni temu. Pozdrawiam.

1.
Pośród gór w ciszy własnego sumienia
w porywie wiatru i ociekającym z rynien deszczu –
prawdziwa bliskość z Bogiem
nigdy nie umiera!

01 marca 1999 r.

2.
Kim byłam nim przyszłam na świat?
Kto mnie posłał i co mam do spełnienia?
Ile musi przeminąć lat, nim odejdę do Krainy Cienia?

02 maja 1999 r.

3.
Zmiąłeś naszą miłość jak niepotrzebną kartkę papieru,
naraziłeś mnie na ból i na cierpienie.
Przekreśliłeś każdy szept
i każde ufne miłości wyznanie…
Dlaczego to zrobiłeś? – powiedz kochanie.

15 lipca 2003 r.

4.
Życie zawadziło skrzydłem o brzozę
i niespodziewanie spadło!
Bezpowrotnie uciekło,
wzbiwszy się wysoko w niebiosa.
Tam,
gdzie zimną rosą i dziękczynnym śpiewem
archaniołowie oczyszczają sumienia umarłych sióstr i braci,
a Bóg Ojciec każe czekać na sąd
i na zbawienie.
Odeszli na wieczną wachtę
i snują się po łąkach raju jako cienie.

10 kwietnia 2010 r.

5.
Człowieku,
stałeś się materialistą,
nie czytasz, nie wzruszasz się i nie płaczesz.
Składasz grosz do grosza, jak groszoroby –
kapitaliści – pospolici ciułacze!

11 maja 2011 r.

6.

Pokochałem Cię w sekundę!
Życie ulepione z miłości i prochu ziemi.
Wygnane z raju.

Absolutnie prawdziwe
– pozornie niezłomne.
Życie nieokiełznanej swobody,
chodzącej swoimi drogami;
wypełnione słowem –
akcentem koniecznym.
Zdaniem i kropką.
Sensem!

23 lutego 2016 r.

zegar

Fot. Tomasz Schmeling