Archive

Styczeń 2017

Browsing

11709564_508684162622135_7761940118279363418_n

Witam Państwa z dwudniowym bólem głowy. Nie wiem wprawdzie, co jest jego przyczyną, ale staram się, jak mogę, by mimo tej przykrej uciążliwości zajrzeć na stronę Ocal słowa i co nieco dopisać. Moje dzisiejsze przemyślenia oscylują od rana pomiędzy tym, co związane jest bezpośrednio ze mną, a człowiekiem, który towarzyszy mi w życiu od ponad trzydziestu ośmiu lat. Jaki jest? Jak większość partnerów życiowych. Dobry, cierpliwy, ofiarny, troskliwy – z zaletami, które uzupełniają się z moimi. Po prostu anioł, nie mężczyzna.
Im dłużej z Nim jestem, tym bardziej się cieszę, choć w przeszłości miewaliśmy i słabsze, wichrowe chwile z błyskawicami i emocjonalno-słownymi wyładowaniami. Nie ma i nie było lekko, Szanowni Państwo! Na mądrość życiową i szczęście musiałam ciężko z Nim pracować, jak wszyscy, którzy dzielą los z drugim człowiekiem. Każdemu z Państwa życzę podobnych konkluzji i odkryć w sobie. Oby były szczęśliwe i dobre, jak moje – serdecznie pozdrawiam.

1.

Żyję
pod parasolem miłości
wtulona w jej ciało dojrzałe.
Jak nieupierzone pisklę – łaknące ciepła
i pocieszenia –
szukam bezpieczeństwa.

Żyję
pod parasolem życiodajnej chwili
beztrosko trwającej w Nim
i we mnie.
Ufam nocy i jutru.

W zimowej aurze dnia
nurkuję w głębinach sensu,
przeistaczając się na moment
w szarą – bezwonną –
bezszelestną ciszę.
Trwam.

A gdy znuży mnie bezgłośność,
syrenim śpiewem wzburzam fale czasu,
by wyzwolić je spod ucisku dojrzałego życia.
Bawię się pisaniem.

26 stycznia 2017 r.

2.

Dziękuję,
Ci już teraz,
gdybym nie zdążyła,
za wszystkie lata życia,
bo byłam – przy Tobie – szczęśliwa.

29 stycznia 2017 r.

Vide:
* fot. – Bogdan Misikiewicz

Kochamy przez całe życie. Dlatego miłości poświecę odrobinkę dzisiejszego czasu, choć zdaję sobie sprawę z tego, że przez miłość czasem bywamy nieszczęśliwi. Dlaczego? Któż to wie? Nawet ja, „stara wyga” z trzydziestoośmioletnim stażem małżeńskim nie wiem, co jest przyczyną jej życiowo-emocjonalnej dewaluacji. Szkoda, że jej brak coraz częściej dotyka starszych i młodszych. Naprawdę szkoda! Wszystkim zatroskanym, porzuconym, samotnym życzę miłości wiernej, ckliwej, na miarę oczekiwań i osobistych marzeń. Miłego popołudnia i wieczoru.

1.

On znów wyszedł z domu.
Nie wiem,
dokąd poszedł.
Dawniej był przyjemniejszy,
kochał ją na zabój,
zmysłami obejmował ciało
bezwładnie rzucone
na wstęgę biało-błękitnej pościeli.

Niewinnym
dotykiem pieścił
każdy skrawek erotycznych myśli
i fantazji przeniesionych do ich alkowy
z kolorowych pism dla dorosłych.
Był playboyem
spod znaku malkontenta.

Dzisiaj został
bezterminowym uciekinierem
płacącym za marzenia i miłość
na ulicy.

23 stycznia 2017 r.

2.

Nie opierajmy się miłości,
bo i po co…
Niech się nasze marzenia o niej
w naszych sercach złocą.
Zakwitają radością!
Niech niosą nas na skrzydłach
czułych słów do nieba,
a nawet do piekła,
jeśli trzeba!

24 stycznia 2017 r.

DSC_0474

Vide: fot.priv.

16174528_1375622899168188_9175272721406538204_n

Dzisiaj, gdy czytam życzenia od mojej siedmioletniej wnuczki Mai, przyszła mi na myśl moja najdroższa Babcia Marynia, pochodząca z Podola, od której uczyłam się szacunku do starszych ludzi, zamiłowania do pracy w ogrodzie i w polu, zwierząt domowych, etc. To Ona z moimi rodzicami dbała, bym wyrosła na dobrą, mądrą i szlachetną kobietę, troszcząc się o moje wygody i zdrowie, kochając niemal bezkrytycznie. Szanowałam Ją za zamiłowanie do historii, prostotę, miłość i mądrości życiowe, które mi cierpliwie długie lata swego życia przekazywała. Pewnie spogląda dzisiaj na mnie (z moją Mamą) z nieba i zatroskanym sercem obejmuje. Uff, co za dzień i wspomnienia! Pozdrawiam, życząc przyjemnego Dnia Babci i Dziadka – autorka bloga.

„Podolska Babcia”

To Ona
długie lata pomagała mamie,
bym bezpieczną była.
W upale i chłodzie
wycierała łzy z mojej twarzy,
gdy chorowałam
i niezdarnie – jako dziecko –
na ziemię w ogrodzie upadałam.
Była dla mnie ucieczką i siłą,
dlatego Ją wiernie kochałam.

Chojnów, 31 sierpnia 1997 r.

Vide:
* fot. 1-2 priv.

16114367_1375190132544798_4835349386689309447_n

15940540_1368584689872009_4342784624496066675_n

Ech, co za pech. Wróciłam z Paryża przeziębiona, z katarem „po same uszy”, ale szczęśliwa, że już w Polsce. Pobyt za granicą pomógł mi zrozumieć, co jest w życiu najważniejsze. Jak piękna jest moja Ojczyzna, mój zwyczajny – polski świat. Pory roku, które zachwycają mnie od wielu lat naturalnymi warunkami. Hmm, jaki człowiek jest naiwny. Myśli, że obce jest lepsze, piękniejsze, a to tylko ułuda. Oczarowanie architekturą, krajobrazem, kulturą, językiem, ludźmi… Na szczęście moja miłość do Paryża mieści się w granicach rozsądku, czego dowodem jest mój wiersz napisany we Francji, do której czuję wielki sentyment, ale…

1.

Życie tutaj jest takie samo!
Dni w biegu,
marzenia w biegu,
miłość w biegu…
Tylko wskazówki zegara,
monotonnie odmierzające czas zabieganym ludziom,
nigdzie się nie śpieszą.

2.

Pieść mnie słowami,
dotykiem rąk
i wilgotnych ust
rozpalaj we mnie namiętność
topioną w czerwonym winie.
Paryskim walcem w tle wieczoru
każ ciału na parkiecie falować.
Przecinek po przecinku,
maluj miłość.
Aż do skończenia malarskiego aktu.

Paryż, 13 stycznia 2017

16113962_1368579659872512_2579426086274291883_n

Vide: fot. 1 i 2 priv.

15934772_1363218633741948_1618004114_n

Wczoraj mój ukochany Tato zaskoczył mnie pytaniem, czy umiem tańczyć walca. Czy znam podstawowe kroki? Moje zdziwienie było tym większe, że nigdy nie rozmawiałam z Nim o tańcu, jako formie sztuki, a jestem Jego córką od ponad pół wieku z dużą nakładką czasu. To pozwoliło mi, spojrzeć na mojego sędziwego Ojca, wzrokiem zaciekawienia, zadumy i wzruszenia. Nie wiedziałam, że Tata kochał zabawę i taniec, i gdzieś w głębi serca, zrobiło mi się bardzo wstyd, że tak niewiele o Nim wiem… Czemu nigdy nie pytałam Go o przeszłość? Koniecznie muszę to zrobić! Jak tylko wrócę z Francji, do której wybieram się niebawem, poświecę Mu więcej uwagi i czasu, i zapytam o młodość. Zawsze myślałam, że zadawanie pytań rodzicom o to, co przeżyli i jacy byli w młodości, jest ze strony dziecka lekkim nadużyciem. Mój Boże, jakże się myliłam. Dla zrównoważenia moich uczuć i wyrzutów sumienia napisałam wiersz, że chciałabym, zatańczyć z Tatą walca. Zapraszam do czytania.

1.
„Zatańczysz ze mną walca?”

Tato,
nauczysz mnie,
jak mknąć po parkiecie życia,
bym nie pomyliła kroków?
Smutkiem
i kąśliwą pretensją
nie zaburzyła rytmu swojego
i cudzego serca?
Jak z marzeń upleść podniebne –
kolorowe latawce?
I… jak smakuje radosna –
bezgrzeszna chwila?
Tato,
zatańczysz ze mną walca?
Tak…
Tato,
pięknie tańczysz!
Dziękuję!

10 stycznia 2017 r.

Witam poświątecznie, choć żałośnie!
Moje przedwczorajsze pisanie o przemijaniu i śmierci wprawdzie przeszło do historii bloga Ocal słowa, ale zaistniało żałobnym – nieoczekiwanym smutkiem, bowiem tego dnia po południu, odszedł do chwały Boga w tragicznych okolicznościach, mój Wujek… A dowiedziałam się o tym wczoraj rano w Święto Trzech Króli. To Jemu poświęcę ten dzisiejszy wpis, by nadać Jego wspomnieniu blasku i człowieczej – pośmiertnej godności.

1.

„Niespełnione życzenia”
[ Pamięci Wujka Jarosława ]

A życzyłam wskazówkom Twojego zegara
zdrowia i długiego życia!

Nieposkładanymi słowami
czarowałam miłość i szlachetność,
by święciły się w Twoim skromnym życiu
dobrymi chwilami.

Czemu zatem los Cię zawiódł
a życie opuściło,
chowając się na wieczność
za serc obumarłych cieniami?
Czemu przeznaczenie
Cię zabrało?

06 stycznia 2017 r.

W życiu dotykają nas różne doświadczenia. Miłość lub jej brak, nieustanne zabieganie po coś, powroty i niepowroty. Jednym z najtragiczniejszych jest oczywiście nasze własne przemijanie i jego codzienna świadomość… Temat trudny, a jednak spróbuję się z nim zmierzyć. Zapewne zapytają Państwo: Po co drążyć skałę, skoro w tym względzie niewiele można zrobić? Może i tak, ale ja uważam, że tego tematu nie powinno się spychać na potem – na kiedyś. Od kilku lat uczę się rozpoznawać w sobie symptomy lęku przed końcem. Myśleć, ile mam jeszcze czasu, by nacieszyć się każda ludzką chwilą. To wbrew pozorom mnie nie deprymuje, lecz przekonuje do robienia rzeczy mądrych i dobrych dla mnie, i dla innych ludzi. Tego się uczę i to w sobie udoskonalam. „Nie kozaczę” jak przed laty, nie jestem niczego na sto procent pewna – jedynie ufam, że Tam na górze, jeszcze mnie nie chcą, że nie jestem gotowa, by zmierzyć się z wiecznością. Że „(…) za wysokie progi.” Ale oczywiście staram się być przygotowaną i na taką ewentualność, i czuwam nad tym, by pozostawić po sobie na daną chwilę w ludziach dobre wspomnienie.
Choć wstęp jest smutny, nie zamierzam Państwa wprowadzać w stan noworocznej – zimowej hibernacji, chciałam tylko opowiedzieć Państwu, jak wielkie i kontrastowe miotają mną uczucia w kolejnym dniu nowego roku. Aby nie wzbudzać w Państwu niepotrzebnego niepokoju – dla rozjaśnienia lica – proponuję coś dla ciała i ducha, może się i tym razem spodoba? Kto to wie? Pozdrawiam, jak zawsze chyląc czoła przed moimi „nowymi” i nieco „starszymi” Czytelnikami!

R E F L E K S Y J N I E

DAWNIEJ:

Znikamy z tego świata jak marzenia,
oddalając się w stronę wspomnień.
Niczego nie pojmując,
dryfujemy w ciemnych przestworzach
pomiędzy gwiazdami,
unosząc się na skrzydłach Czasu –
przemijamy!

26 czerwca 1979 r.

DZISIAJ:

1.

Łzy i myśli
mkną po twojej samotnej twarzy tak szybko,
jakby chciały spłynąć do ust i powiedzieć ciszy: Kocham!

W stanie samotności jest także twoja dusza bezkształtna,
co słowami zapełnia chrome,
smagane biczem wiatru i cierpienia,
peryferyjne – ziemskie życie.

Czasem aż cisną się pytania:
Jakiego koloru i kształtu jest ich materia?
Jakie drzwi otwierają się przed nią?
Jakie czasy nastaną dla niej po przejściu na drugą stronę?

2.

Namalowało Cię życie!
Dookreśliło priorytety:
obdarowało ludzką rodziną,
radością,
miłością,
pięknymi gestami.

Nauczyło Cię
cieszyć się każdą minutą,
ciepłym oddechem,
zakochanym biciem serca,
szeptem słów miłości człowieczej.
Świadomością wiecznego początku!

5 stycznia 2017

P R O Z A

1. „Dobrze kochanie’

Kolejny dzień spędzony przez Józefinę w Hamburgu, był wspaniały. Sceneria miasta i pogoda, najwyraźniej sprzyjały jej i Krzyśkowi, tylko obecność Alicji w hotelu wywoływała w sercu Józefiny lekki niepokój. Czego się obawiała? Bóg jeden wie… Pewnie zażyłości Alicji z Krzysztofem oraz ich nieuniknionych kontaktów biznesowo-towarzyskich. No cóż, tak w życiu bywa! Miewamy różnych partnerów w pracy i nie można tej relacji społecznej i towarzyskiej obejść, ani jej naiwnie i skutecznie zaniedbywać, w końcu chodzi o wspólne interesy. Tak, tak… Ale jak sobie poradzić z dręczącymi smutkami i obawami?
Józefina nie miała zaufania do kobiet, chociaż nigdy nie zrobiły jej żadnego świństwa. Może dlatego, że przyszło jej żyć w doskonałym, prawie nienagannym świecie?
– Kochanie! – powiedział wychodzący z pokoju Krzysztof – źle się czujesz? Jesteś jakaś dzisiaj taka niemrawa i cholernie blada. Józka uśmiechnąwszy się do kochanka, zbagatelizowała jego zapytanie, jakby w ogóle jej nie dotyczyło.
– Co sadzisz o pójściu ze mną do kina albo do muzeum? – nagle zapytała, obawiając się, że Krzysiek odkryje prawdę, o czym naprawdę myślała.
– Do kina? – No co ty! – przecież wiesz, jak nie znoszę oglądania starych filmów – zdecydowanie, choć niby pół żartem, pół serio odpowiedział rozbawiony sytuacją Krzysztof.
– Nie lubię kina ani latania po muzeach. Znam lepszy sposób na spędzenie wolnego czasu… Zabiorę cię do restauracji, a potem – kto wie – może pójdziemy potańczyć? Chyba że w hotelu ukryjemy się przez wzrokiem ciekawskich, a potem oczaruję cię wspaniałą kolacją i lampką francuskiego szampana.
– Ale ja mam dość ciągłego przesiadywania w drogich restauracjach i… – nie dokończyła. Krzysztof, wyczuwając narastającą w głosie Józki nostalgię, a także wzmagające się w jej duszy rozczarowanie, podszedł do niej szybko, by wymóc na niej niewinny pocałunek.
– Wiem, wiem, jak brakuje ci wolności, ale zrozum: Hamburg to nie Polska! Błagam więc, spróbuj to wreszcie zrozumieć. Chcemy przecież spędzić ze sobą, niepowtarzalne chwile – parę godzin wspólnego weekendowego życia. Proszę, nie utrudniaj mi tego, bo pomyślę, że jesteś nieczułą ignorantką!
Żal palił go od środka, jakby włożono mu przed chwilą do gardła rozżarzony kawałek brykietu. Posmutniał i spojrzawszy gdzieś przed siebie, żeby Józka nie dostrzegła w jego oczach łez wzruszenia, dodał, zebrawszy się na odwagę:
– Kocham cię! – Józefina patrzyła na niego z niedowierzaniem. Myślała: Boże, jak on misternie i skutecznie mną manipuluje! A ja przecież nienawidzę, jak się mną manipuluje i wywiera na mnie, choćby najmniejszą presję. Buntowała się w myślach, jak smarkata nastolatka przeciwko niemu i sobie, z przeczuciem, że podda się woli i zachciankom Krzysztofa. Przemilczając to wyznanie, poczuła natychmiastową ulgę. Nie potrafiła jednak być w jego obecności asertywną, dlatego zapędzona w przysłowiowy kozi róg, szybko zgodziła się na pomysł Krzysztofa, zapominając o całym tym niefortunnym, porannym zamieszaniu i grze na argumenty i słowa.
Spojrzawszy na niego spode łba, uśmiechnęła się do niego znacząco, posyłając mu pieszczotliwe pocałunki, układające się w jej wydatnych, czerwonych i soczystych – jak dojrzałe czereśnie – ustach na wzór smukłych, weneckich łódeczek, beztrosko spływających do fikcyjnych mórz i bezkresnych, głębokich oceanów. Przymknąwszy oczy, przytuliła się do niego, by po raz kolejny poczuć na sobie ciepły oddech jego pięknej, nieskalanej żadną podłością ani zdradą – szlachetnej duszy. Czar tej wyjątkowo szczególnej chwili szybko uzmysłowił Józefinie, jak wiele zawdzięczała Krzyśkowi. Nawet gorycz dawno przeżytych porażek i bezdusznej samotności, nie były we wspomnieniach tej dziewczyny tak gorzkie, jak być powinny. Odrywając się od myślenia, zdecydowanym i silnym głosem wyznała:
– Krzysztofie, jesteś barbarzyńcą, bo zniewalasz i więzisz moją duszę! – Jak mityczny Apollo porywasz – kiedy tylko chcesz i pragniesz – moją wyobraźnię oraz zmysły do granic rozsądku i tęsknoty za twoim pachnącym i silnym ciałem – szeptała. Zdając sobie sprawę z tego, że staje się w tym twierdzeniu bezwstydną, próbowała swoimi babskimi sposobami zachęcić Krzyśka do bliskości, na którą miała w tym momencie i czasie wielką ochotę. Przybliżywszy się do niego, objęła jego głowę zwinnymi rękami, a potem zaczęła całować kawałek po kawałku na tyle gorąco i gwałtownie, żeby rozbudzić w Krzysztofie pożądanie i zaciągnąć go do łóżka. Ale on celowo lekceważył jej zaloty. Chciał, żeby Józka wiedziała, że jemu należy się prymat w miłości, i że jego męskie pragnienia są najważniejsze. Odpychając ją „na niby” od siebie, oznajmił:
– Próbujesz się mną bawić? – Jak możesz być tak przewrotną i wyrachowaną! Ja dla ciebie oddałbym wszystko, a ty starasz się w perfidny sposób postawić na swoim i szaleńczo igrasz z moimi uczuciami.
Wypowiedziawszy ostatnią kwestię, jak aktor usunął się w ciasny kąt, by przemyśleć kolejny atak. Zaskoczona reakcją kochanka Józefina wyszła z pokoju. Serce dygotało jej co najmniej trzy razy szybciej niż normalnie.
– Jezu, co ja zrobiłam? Po co ja to wszystko sprowokowałam? Wyzywając go w duchu od idiotów i udała się w stronę schodów, po czym zupełnie jak jej matka, zaczęła płakać. Było jej wstyd, że pozwoliła sobie wobec Krzysztofa na taką słabość. Nie jestem nieprzyzwoita i wyrachowana, nigdy taką nie byłam – myślała. Łzy spływały jej po policzku, a w głowie panował totalny bałagan i zamęt. Szła schodami w dół, nie zważając na gości hotelowych, trud i rozgoryczenie. Tknięta fałszywym przeczuciem, że Krzysztof jej nie kocha, oddaliła się w stronę niepewnej przyszłości, jaką zgotowała jej przyjaciółka Waleria.

2. „Kochaj mnie bez zobowiązań”

Krzysiek nie robił z porannego incydentu z Józefiną żadnego problemu. Wiedział, że grając na zwłokę, wzbudzi w niej większą namiętność i pożądanie. Uwielbiał widzieć ją lekko zakłopotaną. Nie przypuszczał jednak, że Józefina potraktuje ich poranną sprzeczkę jako przejaw ignorancji i braku odwzajemnienia jej miłości. Ach te kobiety! – pomyślał i jakby nic zabrał się do przeglądania porannej gazety, którą przyniósł mu do pokoju hotelowy chłopak.
Hamburg tonął tego dnia w blasku rozchodzących się promieniście ogników słonecznych, zachęcających jego mieszkańców do porannego spaceru. Żyjąc gwarem przejeżdżających samochodów i ludzkich rozmów – głęboko oddychał… Gdzieś ktoś powtarzał natrętnie komuś, że go kocha, inny ktoś żegnał się i z miłością, i z życiem. A Józefina siedząc w parku na ławce myślała o Krzysztofie. Chciała wyciszyć emocje zakrapiane rzęsistymi łzami. Rozmyślając o jutrze i o powrocie do hotelu, czuła, że musi ze swoja chandrą coś szybko zrobić… Przecież nie będzie siedziała w parku do wieczora. W końcu miała z Krzysztofem i Alicją wracać wieczorem do kraju. Wzmocniona wyciszeniem duszy, postanowiła powrócić do hotelu. Mijając po drodze starsze małżeństwo trzymające się za ręce, uśmiechnęła się do nieznajomych, jakby w ich szczęściu znalazła dla siebie motywację do miłości. Krzysiek w tym czasie, czytał artykuł po artykule, bo mało mu było na dzisiaj mocnych wrażeń. Oczywiście myślał po Józefinie, ale bez entuzjazmu.
Nim zamknął lokalną gazetę, usłyszał zgrzyt przekręcanego w drzwiach klucza i uśmiechnął się do siebie pod nosem.
– Ooo, wróciłaś… – wyszeptał. – Myślałaś, że pozostawienie mnie tutaj samego coś w naszym związku zmieni? – odwróciwszy się w stronę Józefiny powiedział.
– Za każdym razem, jak mnie będziesz próbowała do siebie zrazić, najpierw pomyśl. Nasz związek nie jest pospolity, a miłość banalną. Jest raczej sentymentalną. A to wymaga od kochanków fantazji i romantycznego szaleństwa i zdziwisz się, także powściągliwości.
Józefina słuchała słów Krzysztofa beznamiętnie, jakby słowa wydobywające się jego ust nie miały już dla niej żadnego znaczenia. A przecież miały. Kochała go i nic nie mogło tego zmienić. A odwróciwszy w jego stronę wyniośle powiedziała:
– Nie musisz poddawać się presji mojego kochania! Jeśli we mnie wątpisz, dajmy sobie z tym spokój. Spojrzawszy kątem oka na swego kochanka, przestała nagle mówić i zaczęła skrupulatnie pakować swoje rzeczy, choć wylot z Hamburga rejsowym samolotem planowany był na późny wieczór. Krzysiek nie obawiał się utraty Józki, ale słowa propozycji rozłąki jednak go zabolały. Nie sądził, że miłość może zaboleć.
– Jak ona może, wątpić w nasze uczucie, tyle nas przecież łączy? – rozmyślał. Słowa układające się w jego głowie w pytające i kąśliwe zdania grzęzły w jego gardle, a smutek przeszywał na wskroś jego serce. Udając, że nic się nie stało, podszedł do Józefiny i począł całować. Jego rozpalone usta i rozochocony miłością język czyniły z szyi Józefiny ponętny kąsek. Zlizując z niej nieśmiałość, ofiarował jej swoje oddanie i seks, a ona bezwolna nie broniła się przed jego bliskością, szepcząc:
– Kochaj mnie bez zobowiązań, tak jakbyś kochał pierwszy raz, a ja obiecuje ci niebo! Nim zdążyła dopowiedzieć słowo „niebo”, wydała z siebie piskliwy okrzyk, który sugerował że jest już gotowa do penetracji, z czego on chętnie skorzystał. Leżąc na wznak, poddała się jego męskości. Kilkadziesiąt sekund później było już po wszystkim. Gdy Krzysiek skończył, zatopiła się w swoim seksualnym spełnieniu i w myślach, mówiąc sama do siebie:
– Jak ja mogłam przestać mu wierzyć? – On był i jest mój! A Krzysztof położył się obok niej i wsłuchując się w rytm jej serca, usnął przy niej jak mały chłopiec przy piersi swoje ukochanej matki… W tym błogim stanie trwali do wieczora, do momentu wyjazdu na lotnisko. Tam wszystko nabrało polskiego sensu i kolorytu rodzimego piękna. Nawet Alicja krążąca wokół Józefiny i Krzyśka nie była w stanie zabrać im pewności w ich miłość… Gdy odprawili się i udali się do samolotu, Hamburg i hamburskie przeżycia stały się już tylko wspomnieniem. Tylko Alicja zawiedziona scenariuszem minionej podróży, była na siebie wściekła, że nie udało jej się zdobyć faceta, o którym nieustannie myślała, i o którym od dawna marzyła.

Vide: Złodziejka czasu, Danuta Schmeling, fragmenty.

Sylwestrowe fajerwerki przebrzmiały. Z miłością szeptane życzenia znów, jak przed rokiem, nabrały magicznego znaczenia. A dzisiaj w poniedziałkowy dzień, płatkami białego puchu, świat rysuje polską – styczniową – codzienność.
Witam Państwa w nowym roku pełna zalęknionej obawy czy ów tak długo wyczekiwany 2017 rok na pewno przyniesie mnie i każdemu z Czytelników mojego bloga oczekiwane spełnienie się życzeń i szczęście. Miejmy obopólną nadzieję, że tak!
A teraz z innej – „literackiej” beczki. Pamiętają Państwo Maję, bohaterkę ostatniego opowiadania? Maja jest już większą dziewczynką, poznaje świat dzięki lalce Zuzi i babcinym, i rodzicielskim opowieściom. Oto jej pierwsze tropicielsko-słowne i emocjonalne odkrycia. Zapraszam do czytania.

P R O Z A
1.
„Oswajanie, bajanie”

zuzia

Od paru dni w pokoju małej Mai działy się prawdziwe cuda. Zabawki złożone w żółtawej i bardzo pękatej skrzyni ożywały i nie wiedzieć czemu, chciały wydostać się na zewnątrz. Prawdopodobnie pragnęły przyłączyć się do wspólnej zabawy z lalką Zuzią i pięcioletnią Majką. Oczywiście pomijając osobę babci, ponieważ uznały, że była nazbyt dorosła, by uczyć się rozumieć, co oznaczają słowa: przyjaciel i oswajanie. A rozmawiać miały o sprawach ogromnej wagi: o istocie przyjaźni dzieci z zabawkami, bo temat – w rzeczy samej – był jak z zaczarowanej bajki:
– Maju! Wiesz, czemu lubię, jak się ze mną bawisz? – zapytała Zuzka małą dziewczynkę.
– Ponieważ oswajasz naszą przyjaźń, tak jak oswaja się psa czy kota – kontynuowała swoją wypowiedź rozczochrana lala.
– Kiedyś mówił wiele o oswajaniu przyjaciół rudy lis, jeden z bohaterów książeczki o Małym Księciu, który zakochał się w pięknej róży… To on pierwszy odkrył, że oswajanie ma dwie strony: radość i smutek, i że zdrada przyjaciela boli, ale o tym i innych sprawach dowiesz się w późniejszych latach swego odkrywczego życia, jak pójdziesz do szkoły.
Maja słuchała opowieści Zuzi z zainteresowaniem, to dlatego w sercu małej laleczki nie było wątpliwości, że pokocha ją jak przyjaciółkę. Znały się przecież od dawna i nie raz, nie dwa uczyły się siebie nawzajem. Skupiona na słowie: „oswajanie” szybko i „celnie” odpowiedziała:
– Zuziu, nie mam pojęcia, jak się oswaja kotki, ale wiem, jak można pokochać zabawki: misie, lalki, klocki, książeczki-bajeczki i kolorowe puzzle. Mamusia i tatuś od dawna dbają o to, żeby niczego mi nie brakowało, a także o to, żeby przy Was trwać i codziennie przy Was mądrzeć. W przedszkolu też się bawię i wszystkiego uczę, ale to nie to samo co w domu, gdzie wszystko jest takie po ludzku drogie i przyjazne, i na dodatek bardzo tajemnicze.
Skupione na rozmowie wełnianej „przybłędy” jak nazywały Zuzię wystylizowane przez profesjonalnego rysownika i projektanta – porozrzucane po pokoju – zazdrosne zabawki, nadymały swoje zadziwione twarze, nie mogąc uwierzyć, że istotą ich przedziwnego życia jest przyjaźń z dziećmi bez względu na płeć i społeczne pochodzenie… Tylko Majka uważnie przyglądała się małej Zuzi, zastanawiając się nad sensem wypowiadanych przez nią mądrości i słów dotyczących oswajania dzieci przez zabawki.
– Hmm, jak to możliwe, że taka mała laleczka wie więcej niż niejeden dorosły człowiek? – zastanawiała się Majka, ale jej wątpliwości i pytania nie miały szans na rychłe i inteligentne rozwiązanie. Nawet wszystkowiedzący miś Felek nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czym na pewno zabawki oswajają dzieci.
– Jeśli prawdą jest, co mówi Zuzia, zabawki to moi przyjaciele… Nim Maja zdążyła pomyśleć i półgłosem wypowiedzieć te słowa, z końca pokoju dobiegł ją szept złośliwego ignoranta – szczura Kajtka:
– Majka, daj spokój! Nie wierz tej przybłędzie… To straszydło nie ma pojęcia, co mówi. Jeśli chcesz, ja zostanę twoim mentorem i przewodnikiem po zaczarowanej Krainie Bajania. Jestem mądry i wykształcony – powiedział nieskromnie o sobie szczur Kajtek, ale dziewczynka przemilczała tę nieprzyjazną Zuzi, sarkastyczną i krzywdzącą wypowiedź.
Nie chciała go słuchać. Nie lubiła go, ponieważ nagminnie wszystko krytykował i negował. Nawet ją – Majkę. Za to uwielbiała bawienie się z Zuzką i babcią, ponieważ nigdy nie kończyło się to dla żadnej ze stron smutnym incydentem. Zuzia natomiast troszczyła się o dziewczęcy nastrój Majki i poznawanie przez nią wielkiego, jak lwia paszcza, świata. A że z zaciekłością tropiła znaczenia polskich słów, postanowiła o nich, jak najwięcej opowiadać małej pięciolatce. Dzisiaj jednak laleczka została przez szczura świadomie upokorzona i dowiedziała się, jak w kuluarach żółtej skrzyni zabawki o niej potajemnie – niegrzecznie mówią. Łzy goryczy dławiły ją mocno, a serce kołatało z rozżalenia.

2.
„Przybłęda” – brzydkie słowo

Rodzice Majki wiele uwagi poświęcali swojej córce Mai, kochali jej motylkowe spojrzenia i radosne zabawy. A ponieważ od kilku dni chodziła po domu smutna i przygnębiona, zapytali córeczkę o przyczynę jej złego humoru:
– Maju, czemu chodzisz smutna? – zapytała córeczkę mama.
– Co cię zadręcza? – zawtórował tata.
– Aaa, nic mamusiu i tatusiu – wyszeptała ze łzami w oczach Majka. – Nie znam znaczenia słowa „przybłęda”, a tak właśnie nazwał tydzień temu lalkę Zuzię – szczur Kajtek.
– Boję się, że to dziwnie brzmiące słowo jest niedobre, bo na jego dźwięk Zuzia długo płakała.
W głosie Mai wyczuwało się żal i wzruszenie. Cierpiała z powodu odrzucenia przez zabawki małej wełnianej laleczki. To niesprawiedliwe! Nie sądziła, że w Krainie Bajania, jest także tyle fałszu i obłudy. Rodzice Mai zaskoczeni opowieścią córki, przygarnęli ją do siebie i po kolei całowali, rozpędzając ciemne chmury z twarzyczki małej Majki. Tylko w sercu dziewczynki gorycz przeplatała się z radością, bo wiedziała, że ma przy sobie ukochanych rodziców i… jedną czy drugą babcię – dwie prababcie, jednego pradziadka, a nawet dwóch ukochanych dziadków. Na dokładkę mnóstwo cioć i wujków – prawdziwy raj dla ciała i ducha.
– Słowo „przybłęda” to obraźliwe słowo! – poinstruowała Majkę mama. Poniża cudzą godność, zaniżając samoocenę – rzekła. – Żebyś nigdy nie używała takich słów w stosunku do nikogo, nawet do swoich zabawek.
– Dobrze mamusiu, będę grzeczna i nigdy nikogo nie obrażę – odpowiedziała Majka mamie. Dumna z wypowiedzianych przez siebie słów przytuliła laleczkę, by poczuła się tak jak ona szczęśliwą. Nawet jej babcia poczuła dumę ze swojej małej wnuczki. Tylko zawstydzony porannym zachowaniem Kajtek ukrył się w zakamarkach pokoju Majki. Jego szczurza mordka wydłużyła się jeszcze bardziej, oczy przygasły, a ogon zakręcił na kształt litery „e” jak u smoka Rudolfa. Widząc, jak Kajtek ucieka przed spojrzeniami dziewczynki, babci i jej rodziców, Majka zagadnęła nieszczęśnika dla pokrzepienia jego duszy:
– Kajtku nie obrażaj się na moich rodziców, oni tylko wytłumaczyli mi, co oznacza słowo, które zraniło lalkę Zuzię. To przez to napuszone słowo moja przyjaciółka Zuzia po kryjomu płakała, podczas, gdy ty zachwalałeś swoje szczurze zasługi, śmiejąc się z jej włóczkowego ciała – powiedziała Maja. – Może powinieneś coś w swoim postępowaniu zmienić? Zastanów się nad moją sugestią. Warto czasem zajrzeć w głąb siebie – wyrzekła na pożegnanie. Ale Kajtek nie słuchał jej wypowiedzi, jakby bał się prawdy i szczerości Mai, która szybciej niż on zrozumiała, że to szczerość jest podstawą „oswajania” przyjaciół i że tak powstaje prawdziwa przyjaźń. Obrażony na cały świat szczurek spojrzał zza skrzyni na dziewczynkę obojętnie i skrył się w jej pękatych czeluściach. Majka natomiast w geście przyjaźni wzięła na ręce Zuzkę i udały się do przyległego pokoju, by po burzliwym dniu chwilkę odpocząć.

Vide: Tropicielka słów, Danuta Schmeling