Archive

Maj 2018

Browsing
Czym jestem starsza, tym łatwiej dociera do mnie to, że jestem śmiertelna, a moje życie jest chwilą, która może się w każdym jego momencie skończyć. Oczywiście ta świadomość, wzbudza we mnie lęk i totalną bezradność. Tak jak przestrach i niemoc budzi we mnie starość mojego Taty. Jeszcze parę miesięcy temu czuł się na tyle dobrze, by wychodzić z domu…Teraz niestety  musi o  spacerach czy wędrówkach po sklepach zapomnieć… Jestem tym przerażona. On – kiedyś taki aktywny i zaangażowany w życie rodziny – oswaja się z powolnym odchodzeniem w cień,  z czym trudno mi się pogodzić i pokornie ten fakt zaakceptować.
Zawsze podziwiałam Ojca za mrówczą pracowitość  i kompletny brak w sobie zniecierpliwienia i wydumanych wymagań wobec życia. Jego dewizą była skromność, pracowitość i umiejętność cieszenia się każdym, choćby najmniejszym, drobiazgiem. Te cechy charakteru ceniłam w nim i cenię najbardziej,  bo inne wydają mi się zbyt banalne i oczywiste, żeby się nad nimi  szczególnie pochylać. Przez pryzmat długich lat i doświadczeń, które nas ze sobą mocno związały, śmiało mogę powiedzieć, mam wyjątkowego Tatę i takim Go na zawsze zapamiętam, gdy przekroczy linię życia i śmierci. Oby żył jak najdłużej, oczywiście, ale każdy dzień mówi mi, że jest coraz bliżej mety i że muszę być na tę ostateczność przygotowana. Dzisiejszy wpis dedykuję mojemu kochanemu Ojcu, bo jest mężczyzną, którego miłości mogę być najbardziej pewną. Tato – kocham Cię!
BIAŁA  OCZAMI CÓRKI
Biała,  to przybrana,
rodzinna przystań
mojego kochanego Ojca:
murowany dom,
tysiące wspomnień
i promieni żółtego słońca.
A za domem staw, a na wprost stawu
drewniana stara szopa i wielka stodoła,
i domowe ptactwo…
A obok domu
kawałek dużego ogródka,
a w samym środku niego,
pomiędzy grządkami babcia Pola pochylona
nad czerwonymi truskawkami…
i mój Tato młody,
słynący w okolicy z dobrego serca,
skromności i bieszczadzkiej urody…
 
Vide: fot. priv.
 
 
 
Jak to jest, kiedy dowiadujemy się, że nasze dzieci zostaną rodzicami? Czujemy, że nasze ludzkie szczęście i poczucie człowieczeństwa urasta do nieskończonej potęgi i wysokiej rangi, i sięga tajemnicy nieba a nawet ziemi, naznaczając okres oczekiwania na wnuczęta szczególnym mistycyzmem. A co z poczętym maluszkiem? On dojrzewa pod sercem matki i czeka na dzień oraz godzinę swego przyjścia na świat w nadziei, że jest kochane i bardzo  przez rodziców, jak również swoich krewnych, wyczekiwane.
Liryka zwrotu do adresata
Babciu i dziadku,
kochajcie mnie już dziś! Bym mógł zaistnieć w Was myślą,
niczym ziarenko miłości w sercu mojej Mamy i mojego Taty.
Bym każdą niewinną minutą
i godziną oswajał się z życiem, które Oni mi niedawno szczerze podarowali.
Choć ciągle pęcznieję Bożą tajemnicą
i wzrastam ciałem, i duchem, już czuję,
że jesteście mi bliscy, jak kiedyś aniołowie w błękitnym niebie…
29 maja 2018 r.
Vide: fot. priv.
Moja przynależność autorska do Gildii Artystów Chojnowa nie jest przypadkowa, ponieważ jestem z urodzenia chojnowianką, przyznającą się do swojego rodzinnego miasta i ludzi, którym wiele w przeszłości zawdzięczałam. Jestem jedną z nich, choć mieszkam w Legnicy, moim ukochanym mieście, gdzie spełniam się jako żona, matka, babcia… i autorka.

„GILDIA ARTYSTÓW CHOJNOWA”
ONA – wielka dama –
przyciąga ARTYSTÓW otwartością swych ramion,
budząc w nich poczucie piękna i schronienia.
CHOJNOWSKA GILDIA czerpiąca z serc ludzkich siłę tworzenia.
Pewnie niejeden chojnowianin chciałby wiedzieć,
co GILDIANIE w niej widzą,
czym się zajmują i właściwie po co?
Laik odpowie:
Dla miasta CHOJNOWA to czynią,
jego dobre imię swym jestestwem ozłacając!
To dlatego w scenerii własnych domów –
położonych za i przed rzeką o imieniu SKORA –
cierpliwie wykuwają swoją twórczość,
a potem w zaczarowanej – KRYSZCZUKOWEJ KUŹNI
podkową szczęścia klamrują wszystkie swoje dzieła,
tak na wszelki wypadek,
by im wszystkim się darzyło.
By braku pomysłów w ich głowach nie było
i rezygnacji ze świata imaginacji…
Kim są?
Architektami dusz – kreatorami sztuki.
Czym się posługują?
Wszystkim:
– zadumanym rysunkiem,
– piskliwym dźwiękiem,
– koronkowym – anielskim haftem,
– powabną fotografią,
– zabawną karykaturą i przedwiecznym słowem.
Jacy są?
Zwyczajni – po ludzku interesujący – figlarni,
oznaczeni cezurą imienia i nazwiska.          
Chojnów, 06 sierpnia 2014 r. 
Vide: fot. priv.
 

Wszystkim matkom z okazji DNIA MATKI życzę radosnego świętowania!  Autorka bloga.

Liryka

Podarowałaś mi, Mamo życie.
Nauczyłaś jak cieszyć się słońcem,
księżycem, miłością i kwiatami.
Kiedy przepraszać,
żeby nie stać się milczeniem
i kiedy nie używać słów: „nigdy, zawsze”,
by nie stały się w życiu ani w miłości oskarżeniem.
Uczyłaś mnie, Mamo pokory,
choć nie zawsze było mi z nią po drodze.
Kiedy dziękować, a kiedy z godnością prosić,
by nie stracić w sobie nic z człowieka
(w złych chwilach i trwodze).
Brakuje mi Twoich matczynych pouczeń
i słów pokrzepienia,
gdy los dobrem i szczęściem ode mnie ucieka.
26 maja 2018r. – Danuta Schmeling
 Vide: fot. priv.
Szanowni Państwo,  witam po kilkudniowej przerwie z  nadzieją, że  zaciekawię Państwa dzisiejszym wierszem. Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za nowe subskrypcje, i końcowy efekt: 4.706 – to naprawdę niezły wynik! Autorka bloga.

LIRYKA WYZNANIA

Boję się świata,
który za nic ma życie.
 
Wartości
przekraczających moralne bariery.
 
Boje się ludzi,
którzy za nic mają miłość i przyjaźń
dla zrobienia z kogoś całopalnej ofiary.
 
Boję się czarnego smutku, co jak wino po regałach życia
z zielonych butelek leniwie wycieka.
 
Boję się siebie
i wyniszczającej pustki w sercu
bezbronnego człowieka.
 
Boję się śmierci oraz Boga, choć słyszałam o Jego miłosiernym przebaczaniu.
A także zapomnienia w milczącym słów trwaniu.
 
Legnica, 22 maja 2018 r.
Vide:  fot. pixabay
 
 
 
                                                                                                                               
 
Legnica, 22 maja 2018 r.
Vide: pixabay. com
Dzień dobry, miłego – potulnego jak miłość – dnia. Pozdrawiam – autorka.
Wiersz
nie potrzebuje obiektywu.
Wieczorków poetyckich
ani najlepszej prasy.
Wiersz
potrzebuje stanięcia w prawdzie
przed samym sobą
dla autorskiej samokreacji –
lustracji sensu
i kompetencji ducha.
13 maja 2018 r.
 Vide: fot.pixabay
Bardzo późny telefon od mojego Taty, w zupełnie błahej sprawie, sprawił, że pięć godzin bezsenności wzięło mnie i moją świadomość w obr0ty…
By siebie czymś zająć i nie patrzeć z zazdrością na męża, który jak dziecko poddawał się pieszczocie snu, najpierw czytałam, a potem wzięłam kartkę papieru i powstał wiersz, będący splotem prostych myśli o moich kobiecych marzeniach i ukrytych tęsknotach...
Oczywiście bezsenność nie skończyła się na napisaniu przeze mnie wiersza. Myślałam także o tym, że więcej czasu powinnam poświęcić Ojcu, moim dzieciom, wnukom, znajomym i przyjaciołom, bo moje życie bez nich prawdopodobnie nie byłoby nic warte. Moja nieodżałowana Mama często powtarzała: Tyle znaczymy dla innych, ile z siebie dajemy!  Jednego jednak nie wzięła pod uwagę, że często nasz wysiłek bywa udaremniany przez różne – złe okoliczności losu, które oddalają nas od pięknego życia i ludzi, którzy są nam mniej lub bardziej bliscy. Dlatego postanowiłam zrobić wszystko, by zapobiec towarzyskiej stagnacji i pustce, bez szansy na pełnię życia, do której zostaliśmy przez Stwórcę powołani… Pozdrawiam – jak zawsze – starych i nowych Czytelników bloga, Danuta z Legnicy…
MARZENIA
l cóż z tego,
że uciekłam spod pręgierza duchowego bezładu.
Dałam się uwieść wyolbrzymionym
przez wyobraźnię marzeniom.
Wszystko mogło być we mnie porozrywane
jak sznur pereł i porozbijane kulami
wiosennego gradu.
Przypisane pospolitym zdarzeniom.
A ja tylko chciałam do gwiazd,
odległych galaktyk,
tajemnic w Nostradamusa wizjach zapisanych.
Gdzie żółte słońce wita dzień,
a senny księżyc liczy pośpiesznie
wełniane barany.
Żyć pragnęłam piękniej,
inaczej niż inni – niepospolicie,
zatrzymać się myślami na wieki
w poetyckim brulionie, lawendowym zeszycie.
I trwać słowami tak długo, na ile świat pozwoli.
Wyryć w ludzkiej pamięci
inicjały swego imienia i nazwiska –
fragmenty zapisanych wierszy
i monologi wyuczonej przeze mnie życiowej roli.
11 maja 2018 r.
Vide, fot. pixabay. com
Świat, jaki jest? Piękny – ludzie interesujący, bez względu na to pod jaką szerokością geograficzną żyją. Czy to będzie Europa, Skandynawia, Arabia Saudyjka, Indie czy Ameryka Południowa, wszędzie tam człowiek podejmuje próbę bycia Panem tej ziemi.
I słusznie, pod warunkiem, że dzieje się to bez rozlewu krwi, z miłością do natury i bliźniego. Wszyscy na tym świecie bowiem, mamy takie same prawa i przypisane obowiązki: Kochać bliźniego jak siebie samego!  Reszta ułoży się prawie sama z mądrością i dobrymi intencjami władnych tej ziemi… Wiem, odrobinę „odpłynęłam”
i idealizuję poczynania ludzkości, która nie pierwszy raz dowiodła, że ma wielki problem z miłością drugiego – innego człowieka, jego akceptacją i poszanowaniem jego etnicznych korzeni… A przecież wystarczyłoby zaufać, pokochać, zaakceptować – proste, a jednak trudne do zrealizowania… Czemu?  Boimy się czy może jesteśmy samolubnymi egoistami?  Z tymi retorycznym pytaniami pozostawiam dziś Państwa na kilka dni, byście sami sobie na te banalne pytania odpowiedzieli…
 Jak zawsze witam nowych Miłośników poezji i prozy, życząc Wszystkim dobrego dnia. Kłaniam się z uśmiechem na twarzy – autorka.

 

DROGA MIŁOŚCI
Nie jestem Eurydyką
ani Wenus z Milo.
Nie znam się na miłości,
sztuce uwodzenia.
Życie traktuję poważnie,
czasem kocham świat od niechcenia…
Bywa, że jak wiatr
potrząsam gałązkami wierzbowymi.
Kwiaty łamię na pół jak błękitne parasole.
Napuszczam pszczoły i wiarę w piękno
na motyle i oblubieńcze poznanie.
Wiosenną burzą jestem na ziemskim padole…
Zmieniam brzmienie deszczu
w gradu kawalkadę dla fantazji i czarnego humoru,
traktując życie i czas,
jakbym nieustannie była w burzowym nastroju.
A potem szukam ciszy.
Któż jej w ludziach nie słyszy?
I wołam:
Życie, ty jesteś mocą,
bo wskazujesz mi drogę do miłości.
Kocham cię i powołuję do czułości.
Naznaczam cię czerwienią!
I spoglądam na ciebie,
jak nikt inny, kto nie był nawet w niebie…
I cieszę się z istnienia,
bo miłość jaka by nie była,
zło w dobro w człowieku zmienia!
Wiosennie duszę i ciało ludzkie umaja.
Potrzebując miłości,
jak ciekawska Ewa swojego Adama.
Danuta Schmeling
Vide: fot. priv.
Kiedy bliscy ludzie zawodzą, rozczarowują i zdradzają, nie możemy uwierzyć, że to się naprawdę dzieje. „Wkurzamy” się, pokątnie płaczemy, czując się nic warci. Często zdarza się, że przypisujemy sobie winy, których w sobie nie mamy lub mamy, lecz wagi ich znaczenia po ludzku sobie nie uświadamiamy. A przecież biczowanie siebie niczego nie zmieni, ponieważ to nie my mamy z sobą poważny problem, ale nasi zakłamani – niewiarygodni partnerzy, skazujący nas na samotność i uczuciową katastrofę…Życie na dwóch prędkościach.
Kim oni są? Hmm, są to najczęściej ludzie pokroju samolubnych narcyzów z wybujałym ego, pełni kompleksów
i ekscentrycznych wyobrażeń o sobie, miłości i przyjaźni. Ludzie bez charakteru, łasi na pochlebstwa, „kasę”,  sławę,  szybki seks w kuluarach biura, może coś więcej… Specjaliści od łamania cudzych serc, niszczenia w partnerach poczucia wartości – wyzwalacze złych emocji. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że tak naprawdę niewiele możemy w tej kwestii poprawić i zmienić, nawet jeśli weźmiemy rozwód, bowiem drugi związek nie gwarantuje nam szczęścia ani powodzenia w życiu… Więc co robić? Nie wiem! Wiem tylko, że miłość z całym jej dobrodziejstwem to jedyna dziedzina na świecie, w której jako ludzie kłamiemy na umór… bez cienia wstydu i poczucia winy za złamane cudze życie…
„Trudny wybór”
Odchodzę!
Bo nie do twarzy mi
z samotnością na poduszce,
z bezsennością,
z kolejną smutną chwilą u boku.
Nie jestem głupia.
Wiem,
że wszystko ma swoje konsekwencje,
inteligentne wytłumaczenie,
nawet pusty pokój.
Nie do twarzy mi z samotnością na poduszce,
co jak motyl pomiędzy kartkami niedomówień dryfuje,
zanurza się w przestrzeni (prozy) życia,
wszystko zaklina,
przeklina, odczarowuje.
Bo z przyjaźni i miłości
nic a nic nie zostało.
Pytasz mnie, dlaczego odchodzę…
Rozczarowanie to, według Ciebie, mało?
 
Legnica, 7 maja 2018 r.
Vide: fot.pixabay. com
 
Szanowni Państwo, dzień dobry! Dzisiaj będzie krótko, bo nie chcę Państwu zabierać zbyt wiele czasu, jako że tego miesiąca obchodzimy kolejną już rocznicę Uchwalenia Konstytucji 3 Maja i Matki Boskiej – Królowej Polski. Życzę Czytelnikom i Wszystkim sympatykom bloga Ocal słowa… miłego, radosnego świętowania w gronie rodziny i dobrych przyjaciół. Pozdrawiam z dolnośląskiej Legnicy, autorka.
LIRYKA RELIGIJNO-PATRIOTYCZNA
Królowo Polski,
dziękuję za Ojczyznę moją:
wolności i swobody
Konstytucją
Rzeczypospolitej Polskiej
zagwarantowane.
Za białe i chmurne niebo,
maki, konwalie, bzy
i pszczół, i motyli roje.
Za rzek wstęgi, góry brunatne,
doliny zielone.
Zwierzęta, ptactwo dzikie –
domowe.
Królowo Polski,
bo MATKA tak ma,
że bezgranicznie kocha!
Ojciec błogosławi…
Niech Imię Twoje, Pani
i Ojczyzny mojej
wiek dwudziesty pierwszy chwali…
03 maja 2001 r.
Vide: fot. pixabay. com