Archive

Sierpień 2018

Browsing
Niedługo, bo we wrześniu,  z  wrocławskim Wydawnictwem ASTRUM  wydam  tomik wierszy.
Cieszę się, bo to oznacza, że to co robię od 1969 roku – z mniejszym lub większym powodzeniem – ma sens, choć nie czuję się przez to szczególnie ważną czy „pomazaną” w świecie literatury… Po prostu – na bocznych torach życia i rozwidleniach jego komunikacyjnych dróg – incydentalnie pojawiam się, a potem znikam, wycofując się do świata mojego bloga, bo tutaj nie muszę niczego udowadniać, promować ani w celebrycki sposób namaszczać. Konsekwentnie uzdrawiam się twórczością z dni upadłych – zdołowanych… – przeciążonych życiem.

TOMIK AUTORSKI

Vide: 1. fot. priv. / 2.  Wydawnictwo ASTRUM

 

 
Lubię podróżować, szczególnie do Francji – mojego ukochanego Paryża. Nie ulegam jednak presji podszywania się pod Francuzów, bo jestem Polką, z czego jestem dumna, bez względu na to jak mnie i moich rodaków postrzegają w dalekiej Francji… Oczywiście kocham ten kraj za kuchnię, modę, sztukę, architekturę, Prowansję, Bretanię i piękne zabytkowe miejsca. Mój francuski zięć, którego bardzo lubię i szanuję, pokazuje mi najpiękniejsze zakątki swojego miasta i kraju, i codzienne życie swoich rodaków… a ja opowiadam mu o Polsce, naszych tradycjach, zwyczajach i historii, którą współczesny świat zakłamuje, pokazując Polaków w krzywym zwierciadle…
Dzisiejszy wiersz dedykuję obywatelom świata:
To nie jest miłość ani ślepa,
ani oślepiająca.
Oparta raczej na kulturze, 
historii, miłości do miasta,                                                       
purpurze wina, zieleni bulwarów,                                                       
gwarnych kafejek,                                                                   
odbitego w Sekwanie miejskiego słońca.
To jest miłość nieskomplikowana,
choć kosmopolityczna,
jaśminowa, konwaliowa
aprofetyczna.
Paryż / Montmartre,  17 kwietnia 2015 r.
Vide: fot. priv.
  • aprofetyczna  – neologizm, przymiotnik utworzony od słowa profetyczny,  czyli wróżebny, proroczy…
Od pięciu lat żyję tak, jakby wszystko miało się nagle skończyć. Nie robię sobie nadziei na wspanialsze życie, nie potrzebuję takiego, bo istota jego smaku tkwi nie w dostatku, lecz dostrzeganiu piękna w ludziach i naturze oraz miłości, która nadaje jej kolorytu czerwieni i spełnionego szczęścia.Tego uczyli mnie moi rodzice i nie zamierzam niczego w Ich twierdzeniach modyfikować ani zmieniać. Szkoda, że świat jest tak podzielony, że jedni drwią z drugich; a przecież czy to Francuz, Portugalczyk, Amerykanin, Niemiec, Czech, czy Nigeryjczyk lub Słoweniec – wszyscy jesteśmy tacy sami: piękni, wrażliwi, mamy marzenia i plany wobec siebie, i naszych bliskich… Czemu zatem spoglądamy na inne nacje przez pryzmat majątku i pozycji?  Bo jesteśmy zaślepieni swoją próżnością… i pozycją społeczną… Bo głupotą sięgamy gwiazd… Każdy nowoczesny i świadomy swego człowieczeństwa człowiek wie, że pieniądze szczęścia nie dają… są jedynie środkiem do godnego życia.
* Pieniądze wymyślili Fenicjanie jako środek płatniczy, ale żaden z nich nie przypuszczał, że stanie się on diabelskim wynalazkiem mieszającym ludziom w głowach do tego stopnia, żeby zabijać i grabić… Niestety jako homo sapiens z powodu władzy i pieniądza mamy na swoich rękach krew wielu bliźnich, co plasuje nas wśród „cywilożerców” na pierwszym miejscu. A mogłoby być inaczej! Jak?  Po prostu po ludzku, jak na człowieka XXI wieku przystało… bez rasizmu, zniewolenia ludzkiego umysłu pomysłami na życie bez wartości i Boga…

POEZJA ŚWIATŁOCIENIA

 

„Ziarenko prawdy”

W dżungli i kartelach miast 
żyją cywilożercy,
fanatycy władzy i pieniądza.
Za nic mający miłość,
potęgę dobra,
Boga Ojca i  Ziemi, i Słońca.
 
Na co dzień
mienią się bożkami,
biednych groszem
rzadko  wspomagają.
Fotografują się
na firmowych ściankach,
próżność za dewizę mając.
 
Książek nie czytają,
bo żyją w kasynach
i bawią się jak burżuje
ruletką i kobietami (mężczyznami).
Zdradzają, piją, „mordują”
siebie i bliźnich,
paląc za sobą mosty,
bo cywilożercy – złoczyńcy bez sumień
tak mają…
26 sierpnia 2018 r.
 
Vide * cywilożercy – neologizm językowy, rzeczownik określający pożeraczy ludzkich istnień, agresorów – demonów zła;             fot. pixabay
Gdy jest mi smutno lub po prostu mam z jakiegoś powodu zły nastrój, piszę pod wiatr, a wtedy wszystko co chmurne, chimeryczne szybko mija i czuję, że znów żyję i myślę, tak jak powinnam:  pozytywnie!  Miłego weekendu, moi Drodzy Czytelnicy. Autorka bloga.

Wiersz dla Czytelników bloga: Ocal słowa…

Za progiem jest świat.
Mój powszedni.
Ocalały z potopu.
Odkąd pamiętam
zawsze był przyjazny,
tylko obłudnicy czasem wbijali
nóż w plecy.
Ci sami: deklarujący miłość,
przyjaźń,
i duchowe wsparcie
bez względu na wiarę ojców –
wybory konieczne.
Za progiem jest świat.
Mój powszedni.
Ocalały w słowach, nic więcej.
25 sierpnia 2018 r.
Vide: fot. pixabay
Wiele, wiele lat temu, gdy zastanawiałam się nad tym, po co właściwie przychodzimy na ten świat, nie umiałam pewnym głosem i z przekonaniem odpowiedzieć.  Ciągle nie miałam pewności, że wiem.. – wiem na pewno. Dzisiaj po czterdziestu latach szukania w sobie i innych ludziach tej prawdy, chyba pojęłam sens narodzin, choć ze śmiercią ciągle mam wielki problem. Rzecz ludzka nie wiedzieć i wcale się tego nie wstydzę. Wstydem byłoby udawać, że jestem wszystkowiedzącą i wyprowadzać siebie na manowce intelektu i wątpiącego serca. A jak Państwo radzą sobie z egzystencjalnymi pytaniami?

 

POEZJA W SERCA ROZKROKU
1.
Jesteśmy tutaj,
by nauczyć się sztuki życia,
w tym kochania.
Chodzenia pod prąd,
cokolwiek to znaczy.
A wiele znaczy!
Jesteśmy tutaj,
by porami roku
dojrzewać miłością.
To dla nas
budzi się słońce
i wiatr wiolonczelista
przygrywający do taktu
(na trzy czwarte)
dolnośląskim rzekom,
mazurskim kormoranom,
a nawet spadającym z nieba
aniołom…
Gorącemu latu
spełniającemu życzenia zakochanych ludzi,
a także niewinnych – małych dzieci.
2.
Ecce LUX MUNDI, dogmatyczna, moralna, jedyna, w której nie ma fałszu…
3.
Każdy człowiek jest wypadkową miłości...Wytoczonym działem przeciwko drwinom ludzi małych, głupich – branżowych zawistników. Takich, którzy wbijanie szpili w serce bliźniego mają wytrenowane do perfekcji w słowach i czynach…
4.
Żęte pola pachną ziemskimi plonami.
Czuć zapach miodu i upieczonego chleba
łamanego przy stole matczynymi rękami.
Tylko gdzieś na łące
dziewczyna zbiera kwiaty na kolorową wiązkę,
by ofiarować ją piętnastego sierpnia
gościnnej Matce Boskiej.
Słońce wyjrzało na świat zza błękitnych pieleszy,
i jak strumyki górskie,
ptaszęta, motyle
wniebowzięciem Maryi Panny się cieszy.
A na dębowym (wiekowym) drzewie
pohukiwaniem puszczyk rozgłasza nowinę:
Matka Boska zasiadła dziś na tronie
w Niebieskiej Krainie.
Niech więc na organach
niebiańscy muzycy grają,
Matkę Jezusa z Nazaretu
z miłością witają.
Niech złożą Jej pokłon głęboki
zastępy aniołów i tłum ludzi świętych,
i tych, których los jeszcze
nie jest w niebie rozstrzygnięty.
A ziemia niech po krańce radośnie
Matkę Boską chwali,
bo zasiadła dziś na tronie w koronie (na głowie)                                                                                                                                              z dwunastoma gwiazdami…
5.
MATKA BOSKA ZIELNA
Hołd Ci składam, Pani
wiązanką z macierzanki,
lawendy, astrów,
kłosów zbóż: pszenicy i żyta.
Ziołami prosto z pól
i z wypłowiałej od słońca łąki.
Niech czas Twojego Wniebowzięcia,
rozgłoszą światu anielskie trąby
i śpiewne skowronki.
Niech wiatr rozniesie tę wieść
po górach, dolinach,
a echo powtórzy ludziom,
jaka jest tego cudowna przyczyna.
Matko Boska Zielna,
módl się za nami.
Zawsze o nas pamiętaj,
sercem bądź – Pani – z nami!
Vide:
1. fot. pixabay
2.  fot.: klub seniora. pl

Życzę Państwu pięknej, błogosławionej niedzieli. Pozdrawiam. Autorka bloga.

KARYKATURALNIE
Dzisiaj słowa miłości biegną
do oblubieńców światłowodami.
Nikt nie wysyła im listów,
kartek z życzeniami.
Wszystko jest w ludziach
zminimalizowane.
Okrojone z romantycznej finezji.
Jakbyśmy byli robotami
z zaszczepioną chorobą
amnezji.
Jakbyśmy mieli zresetowane
przeszłości DOBRYCH WZORÓW
wspomnienie.
I tego co było w nas piękne,
naturalne,
zasłonięte dyskrecji cieniem.
Dziś krzyczymy głośno,
na pokaz, że kochamy.
Cenimy w sobie
(i w bliźnich) nadętą próżność,
którą uwielbiamy!
Pozwalamy,
by mówiono o nas,
że jesteśmy:
boginiami stylu, ikonami wolności,
potęgi pieniądza królami.
Że boskość jest człowiekowi
pisana.
Choć jesteśmy jej marnymi
karykaturami.
Bo nic tak nie szpeci
naszego ludzkiego obrazu,
jak przeświadczenie o wyjątkowości
nazewnictwa –
słownego przekazu.
12 sierpnia 2018 r.
Vide: fot. pixabay
Zagajenie:
Od kilku dni daję się pochłonąć zwyczajności: najprostszej, najpiękniejszej, bo mojej własnej. Nie znoszę sztucznej egzaltacji życiem, tworzenia celebryckiej przestrzeni i „wielkiego halo” wokół siebie. Nie uważam się też za kogoś „mega ważnego”. Jestem, jaką jestem! Cenię  w  sobie i innych ludziach skromność i uwielbiam pisać. Ale to nie jest tak, że lekceważę bliźnich, którzy tworzą moją historię i okoliczności mojego życia… i o nich zapominam, bo piszę. Taką zimną – cyniczną kobietą nie jestem. Poświęcam im czas i lubię im wszystkim robić niespodzianki. Takie drobniutkie, od serca, by dać im do zrozumienia, jak są dla mnie wyjątkowi i ważni.
Dzisiaj poniosło mnie w przeszłość: wspominam Mamę, jej opowiastki i żarciki, nasze „pogaduchy” – tajemnice, a nade wszystko spotkania obfitujące w mamine przestrogi, mądre rady i przemiłe towarzystwo… Wiele bym dała, by okrutny los, mógł mi to wszystko zwrócić, bym mogła powiedzieć Jej, jak bardzo była dla mnie ważną i wyjątkową osobą.  Moja Mama – po której odziedziczyłam piwne oczy, skłonność do żartów, miłość do kotów i ptaków, pracy w ogrodzie i oczywiście do ludzi. Ostatnio nawet uświadomiłam sobie, że lubię te same potrawy i smaki, co Ona… Ciekawe czy byłaby ze mnie dumna, tak jak dumny jest ze mnie mój Tato, kibicujący mojemu literackiemu zacięciu i hobby, i z tego, że nie uderzyła mi przez to woda sodowa do głowy?
Witam nowych subskrybentów i Wszystkim (bez wyjątku) Państwu – życzę miłego wieczoru i radosnego cudownego weekendu… Autorka bloga.POEZJA
1.
Jest taka miłość w Niebie,
bezwarunkowo kochająca człowieka.
Która nie szydzi z nikogo,
na każdego czeka…
Są takie schody do przejścia,
błękitem chmur osłonięte.
I brama,
w której czeka Stwórca
i Królestwo Jego święte.
A w głębi pośród kwiatów Madonna
i przeźroczyste motyle.
I On – wcielone dobro –
dla Niego wszystko umiera
i w cieniu błękitnego Nieba
żyje.
09 sierpnia 2018 r.
2.
LATO wszędzie!
Słowa słońcem przesuszone.
Chwile niewzruszone –
puste jak po sianokosach
spalone żarem (z nieba) pola.
Relikt kanikuł i poezji,
któremu potrzebne jest lustro,
izolacja bez poczucia opuszczenia.
Po co?
Medialna poezja
ludzi krótkotrwale tylko zachwyca,
pociesza
i zmienia.
Wystawia na szum komunikacyjny
w sferze emocji. Degradacji smutku –
duchowego wzrostu.
Filozoficznie – po angielsku ucieka (co dnia) do cienia!
Mknie po autostradach serca.
Błękitnych arteriach myśli
i czasu.
Bez wahania,
lęku,
twarzy koślawego grymasu.
Sierpniowym
latem płowieje!                                                                                                                                                                                         
08 sierpnia 2018 r.
PROZA – miniatura
Zezowatym okiem – opowiadanie
Zamiłowania Adelki od dawien dawna szły w kierunku muzyki i literatury, nie dlatego żeby się swoją wrażliwością na słowo pisane szczególnie obnosiła i zachwycała, ale żeby sięgnąć tajemnicy słowa. To tak, jakby człowiek chciał zgłębić istoty samego Boga, który przez zwrot: „Niech się stanie!” – dokonywał cudu tworzenia historii świata i człowieka. Wiele razy przyłapywałam ją na tym, jak brnąc poprzez zawiłe rozdziały czytanych przez siebie książek rysowała plan swoich własnych, często bardzo banalnych i niebanalnych, życiowych opowiastek.
Pisanie prostych rymowanek czy wierszy do przysłowiowej „szuflady”,  a także prozy, pozwalało jej na zmierzenie się z czymś, co przez zaprawionych w pisarskim boju ludzi budzi powszechny zachwyt oraz czytelnicze zainteresowanie. Czy chciała w ten sposób wyrazić siebie, czy może ukryć swoją rozpacz pomiędzy słowami, gdyż świat wydawał się jej zbyt arogancki i powszedni?  A może poprzez imperatyw pisania pragnęła zmierzyć się ze swoją kobiecą egzystencją i miłością do człowieka? Psychologizmem życia będącym kreatorem ludzkiego losu: miłości, rodzicielstwa, przyjaźni i niepowrotów z zaświatów? Sądzę, że w pisaniu poszukuje Adela ukojenia dla swojej nadwrażliwej duszy, wyciszenia oraz poczucia bezpieczeństwa, której nie zapewniało jej życie ani przewrotna fortuna w rzeczywistym świecie. Sama dość często uciekam w literaturę, więc poczynania Adeli nie są dla mnie czymś zaskakującym czy nienormalnym. W kobiecej naiwności chce wierzyć, że jest jej z tym dobrze i modlę się w myślach, by niczego po drodze nie schrzaniła… Wbrew pozorom  życie pod prąd w opozycji do rzeczywistości, nie jest bezpieczne, ponieważ nigdy nie jest do końca wiadomo, ku jakim drogom zmierza i dokąd nas poprowadzi, choćby się żyło według jakiegoś schematu lub takiego czy siakiego drogowskazu.
Vide: fot. pixabay
 

Niedzielnym porankiem witam Państwa wierszem i prozą. Miłego czytania!

 
POEZJA
Kocham
miejskie,
rozchlapane ulice.
Korale deszczu
rozwieszone na drzewach.
Ceglane dachówki i mosty
szklące się mocno
jak zapłakane oczy dziecka.
Kocham
zgrzyt samochodów.
Przemoknięte buty,
ludzkie marzenia i…
stare parasole.
Kocham
zwyczajność życia,
jego (poza)statutową jakość.
Światło w mroku
dające rześkie ukojenie!
05 sierpnia 2018 r.
PROZA
ZŁODZIEJKA CZASU FRAGMENTY
Co dalej ? – epizod 30.
Obelgi, jakimi January obrzucił wczoraj rano Walerię, bardzo ją zraniły. Czuła na duszy niesamowity ból, a w głowie niewypowiedziany mętlik. Rozum podpowiadał jej ucieczkę i walkę o swoją godność. Uczucie, które jeszcze się w niej tliło, choć nie powinno wcale istnieć, nakazywało jej danie im obojgu następnej i jeszcze następnej szansy… Ale szansy na co? – zastanawiała się,  bluzgając pod nosem. Na przetrwanie dożywocia, czy może na rehabilitację z powodu niedowładu kobiecości?
Dwa dni zbierała myśli i uspakajała duszę, która w jej ciele płakała, jak dziecko oddzielone nagle od swojej matki. Ubolewała nad tym, że jest dorosłą. Niewiele lat udawało jej się żyć beztrosko. Musiała szybko wydorośleć i być odpowiedzialną. A wszystkiemu winna  była miłość, która zmusiła ją do wieloletniego poddaństwa: usługiwania facetowi, prania, sprzątania, gotowania, et cetera. Gdy dochodziło do konfrontacji interesów pomiędzy nią a Januarym, jak smarkula buntowała się przeciw temu i kąsała jak rozwścieczony gąsior.
– Kto to wymyślił? – wrzeszczała. – Pewnie jakiś sfrustrowany maminsynek nie nauczony  przez mamuśkę bycia prawdziwym mężczyzną. Złość gromadząca się w jej sercu odbierała jej rozsądek i trzeźwe myślenie. Nawet Matylda z dystansem odnosząca się do wszystkiego, miała wrażenie, że matka trochę przegina, tak jak zapomina o granicach przyzwoitości i kultury osobistej jej ukochany ojciec. Ale to  przecież mało istotny szczegół, nic wielkiego…
Waleria miała jednak sprawdzony sposób na poprawienie sobie złego humoru, więc korzystając z ostatniego dnia urlopu zaparła się w sobie i zaczęła pisać. Zajmowała się tą czynnością niesystematycznie, w zależności od okoliczności
i natchnienia. Ale od teraz postanowiła to zmienić i być bardziej w pisaniu pilną.
Pomysł połączenia Józki z  Krzysztofem nie wydawał się jej wprawdzie rewelacyjnym, ale miała serdecznie dosyć kojarzenia ich romantycznych spotkań w rożnych częściach Polski, ostatnio nawet i Europy. Siedząc w niemrawym, przyciemnionym pokoju, tuż przy otwartym oknie – pisała,  wsłuchując się w rozszczekane odgłosy ulicy, przy której mieszkała.
 Uwielbiała, siedząc tyłem do okna, czuć na swoich wystawionych na masaż plecach, powiew porannego, rześkiego
i chłodnawego powietrza. Pomruk kotów jazgocących w okolicznych krzakach, ani przejeżdżające samochody lub mówiący do siebie przyciszonym głosem ludzie, nie dekoncentrowali jej zmysłów swoimi bytami. Jedynie śpiew ptaków, który uwielbiała, odrywał ją czasem od komputera… Cieszyła się wtedy jak małe dziecko, zachęcone przez rodziców do beztroskiej zabawy.
– Co by tu jeszcze wymyślić? – dumała wsparta o brzeg stołu. Los Józefiny nie mógł przecież  znacznie odbiegać od literackich standardów. – Poprawię dialog, udramatyzuję narrację – postanowiła, ale zaraz pożałowała tego stwierdzenia 
i szybko zmieniła zdanie. – Ale co tu udramatyzować – myślała. Śmierć przecież była, cierpienie było. Wiem! Nie było zdrady… Może Alicja powinna co nieco namieszać, rozwalić ten związek i miłość Józefiny, by było zwyczajniej? Zresztą, dlaczego Józka miałaby mieć lepiej niż inni, zahukani pracą ludzie?
Tej ostatniej myśli Waleria się jednak mocno przestraszyła, gdyż przedsięwzięcie to  oznaczałoby przekreślenie przyjaźni pomiędzy nią a fikcyjną Józefiną. Przed kim by wtedy wypłakiwała łzy, skarżąc się na swoje niespełnione marzenia
i Januarego? Tylko Józefina akceptowała ją taką, jaką jest i była wobec powieściowej przyjaciółki niezwykle lojalną… Zawstydzona tym o czym pomyślała, bardzo szybko zrezygnowała z nieprzyjaznej narracji, zacienionej burzliwą zdradą Krzyśka z jakąś kobietą. Muszę dać jej szansę szczęśliwie wytrwać do końca mojej powieści.
Tak, to najprawdziwsza prawda, Waleria lubiła gadać do wymyślonej Józki, zrzędzić na niesprawiedliwe życie i inne przeciwności kobiecego losu. Była to dla niej swoista, choć nietypowa terapia. Najdoskonalszy sposób na schowanie przed bliźnimi swoich prawdziwych uczuć za plecami nierealnego świata. A wszystko dlatego że nie ufała jak kiedyś ludziom, ponieważ ją w przeszłości nieraz boleśnie zawodzili, bez skrupułów masakrując duszę i eliminując z jej serca, i ciała pozytywne emocje. Na swoje szczęście, uwolniła się z toksycznych przyjaźni i związków. To przeszłość – pomyślała i zaczęła pisać.
Danuta Schmeling
Vide: fot. pixabay;
  • rzeczownik „parasolik” – neologizm językowy określający wersy łzawe, nostalgiczne – deszczowe, stworzony przeze mnie na okoliczność określenia nastroju w utworach poetyckich i prozatorskich…– określenie absolutnie niezwiązane z techniką pisania, lecz jej treścią, rzadziej formą.
     
Czytelnikom bloga: Ocal słowa… Pozdrawiam,  autorka.

 

PRZECHODZĄC PRZEZ CZAS
Wyszłam
z czyjegoś domu,
by przywłaszczyć
cuda wolności.
Już wtedy wiedziałam,
że gwiazdy spadają z nieba,
a sztuka jest dziwna.
Że winogrona dojrzewają
z końcem lata,
a słowa się rymują.
Przez chwilę
byłam mleczną mgłą,
muzyką, szafirową                                                                                                                                               lodowatą wodą,
pomarańczowym ogniem,
wezbraną rzeką.
Rozkołysaną wiatrem osiką.
Jestem kobietą.
Głową sięgam chmur
i nieba.
Kłaniam się fenomenowi życia,                                                                                                                                przechodząc przez czas.                                                                                                                                     
Zagubiona?
Znaleziona
i wolna,
jak wolne są myśli i ptaki,
żerujące w głowie.
Vide: fot.pixabay