Archive

Listopad 2019

Browsing
Czym jest zło?  Zło jest stanem bezrozumnej działalności człowieka przeciwko sobie i innym ludziom, i jest to – według mnie – najprostsza definicja „piekielnej” cechy, która rujnuje w ludziach szlachetne dobro… – autorka bloga.
LIRYKA REFLEKSYJNA
„ZŁO”
To
zakłamane
ZŁO
osacza rozum,
niszcząc mądrość,
odrzucając wszelkie wartości.
Czyniąc z nas clownów:
z mężczyzny spolegliwą kobietę,
z kobiety wojującego mężczyznę.
To
zakłamane
ZŁO
rozrywa milczące sumienie
na krwawe kawałki,
drobniutkie cząstki,
żeby pozostawić w człowieczym sercu –
jego lustrzanym odbiciu –
emocjonalną pustkę,
a w (bez)rozumnej głowie
ponowoczesną –
cuchnącą –
bliznę!
To
zakłamane
ZŁO
owija się wężem
wokół prastarej Ziemi,
by bronić piekielnego stosu.
Bezbożne zło,
krzyczące w imieniu
zaślepionych pozorami dobra ludzi:
Nie chcemy harmonii,
chcemy pogańskiego –
ideologicznego chaosu!
Vide: fot. 1. – priv, i 2. – pixabay
P O E Z J A
1.
PRAWOŚĆ
kocha wolność
zgodnie z sumieniem,
bez koniecznych rytuałów
i ceremonii – zaklęć poetów i magów.
Nie ucieka od prozy życia!
PRAWOŚĆ
szuka Boga!
Unika okrucieństw:
podziałów i odrzucenia.
Pragnie Stwórcę czuć zmysłami.
PRAWOŚĆ
kocha człowieka
bez monopolizacji
szczęścia – manipulacji świata.
Tak po prostu ZA NIC!
2.
Znów
stoję w milczeniu,
zasłuchana w szept wiatru.
Niedościgniona w zapalaniu świateł
skostniałej przeszłości;
wilgotnej od żalu,
rozbłysłej skargą.
Znów
szlochem pustych miejsc –
w domu –
wołam:
Nie jestem niemowa.
W zamyśleniu płynę
do Was słowami,
choćby
na krótki czas!
Nie chcę – nigdy – o Was zapomnieć.
3.
Wczoraj zachwyciło
mnie życie
smakiem zielonego
jabłka –
żółtą jesienią
co drzemie w sadach,
parkach –
w koronach drzew
rozebranych (do naga)
z kolorowych sukienek
wiosny i gorącego lata.
Dzisiaj hołduję
słowom.
(Nie)wyspanym chwilom.
Harmonii
i miłości we mnie.
Ludziom,
którzy przywykli
do wirtualnej poezji –
tańca z gwiazdami.
Danuta Schmeling
Vide: fot.priv.

 

Mam przyjemność poinformować Państwa o projekcie pt.: A ja kocham MIKOŁAJA 2 – antologia dla dzieci, koszalińskiego Wydawnictwa KryWaj, który w postaci książkowej ukaże się  już niebawem na polskim rynku wydawniczym.  Są w nim także moje teksty… – autorka bloga.

Vide: *fot. / Wydawnictwo KryWaj
Trudy życia sprawiają, że często tracimy nadzieję, bo ktoś nas zawiódł, okazał się łajdakiem! Warto wtedy wziąć głęboki oddech i zawalczyć o siebie; o swoją godność i własne szczęście. Nikt za nas tego lepiej nie zrobi – jestem o tym na sto procent przekonana.
Ufaj ludziom,
choć świat kładzie Ci
pod stopy grube drągi
okute metalem.
Krzycz!
Wal pięścią w stół,
gdy przyjaciel okazał się być
podłym draniem.
Kochaj życie,
choć nigdy nie prosiłeś
o nie wcale.
I zapamiętaj,
sztuką jest tak żyć,
(z dnia na dzień, z roku na rok),
by nie stać się dla siebie wrogiem
ani stagnacji i złego losu cieniem!
Autor: Danuta Schmeling
Vide: fot. priv.
Adelo,
to już sześć lat,
jak Twoje oczy zamknęła
zła godzina,
wiążąc usta bezdusznym
milczeniem.
Porami roku oddalając Cię
ode mnie,
przerwała moją szczęśliwą
egzystencję…
Tak było wczoraj!

 

Dzisiaj
mocno wierzę w nieśmiertelność
i…
przyniosłam Ci odrobinę życia
tkwiącego we mnie.
Modlitwę z mowy serca i duszy,
jęku wiatru i milknącego łkania.
 
Autor: Danuta Schmeling
Z natłoku uczuć
rodzi się miłość.
Z krzyku duszy,
co tęsknotą i …
bólem
szuka,
nie przebierając
gestami,
słowami.
A gdy zaistnieje,
Ona i On tężeją
czułością.
Dobrem,
co łączy ich usta
i życia bezdroża.
Z natłoku myśli
pisze się miłość
przyciągana ludzkim –
zakochanym –                                                                                                                                                                                  wzrokiem,
metaforami słońca
i deszczu.
Pogwarem liści,
spadających z lipy.
Buczeniem wiatru.
Jesiennej szarugi…
Autor: Danuta Schmeling
Nikt nie żyje z dala od wspomnień, z dala od świateł i snów. Oto jak można zaznaczyć swój i innych ludzi ślad w przestrzeni online – autorka bloga.
P R O Z A
         Przytulała do siebie wspomnienia, jakby bała się utracić wraz z minionym czasem kawałeczek siebie.  Zapach domu, który przypominał jej ukochaną matkę  i zapracowanego ojca. Tatę, który (z gniewem w sercu i na ustach) nigdy nie podniósł na żadne ze swoich dzieci głosu, nie skarcił przyganą ani klapsem. Teraz została z minionym czasem sama. Wewnętrznie przemieniona, poobijana przez pustkę po ojcu, którego kochała i podziwiała za skromność, powściągliwość i aktywność fizyczną ponad miarę… Kiedyś tato był jej bohaterem, wyrozumiałym i szczodrym, który kochał ją taką, jaką była. Nie wymagał od niej nieprzeciętności    i cenił za zwyczajność. Nie musiała go czarować inteligencją i urodą, bo dla niego była najukochańszą i najpiękniejszą córką na świecie.
Zbliżyła ich do siebie – po śmierci matki – jego starość, która widziana jej oczami była nieokiełznana, ale paradoksalnie piękna. Każda z bruzd na czole, policzkach i szyi przypominały jej o jego przemijaniu, a oczy pełne szarości i błękitu – tak zachłannie wpatrujące się w jej twarz – przypominały o mądrości, jaką nabył wraz z długim życiem i doświadczeniem.  Ceniła w nim nade wszystko skromność i brak skłonności do przechwałek. Wiele by dała, żeby móc mu spojrzeć w oczy, przytulić i ucałować jego siwą skroń oraz ręce pełne szczodrości i dobroci… Ale jego już nie ma. Opuścił ją, choć zawsze mówił, że nigdy tego nie zrobi… Zrobił. Odszedł bez pożegnania i zapowiedzi, że czas na niego; że pora wracać do domu, gdzieś tam, gdzie ludzkie oko nie sięga wzrokiem, a inteligencja nie obejmuje rozumem… A ona? Cóż próbuje po nieodżałowanych rodzicach zachować te wszystkie wartości
i  dobra, dzięki którym stała się kobietą. Jaką? Zwyczajną, bez mniemania, że jest lepszą od innych. Czasem zapłakaną, pełną tęsknoty za nimi i ufności, że nic tego czego nauczyli ją oboje, nie sprzeniewierzy, świadomie nie obróci w perzynę zapomnienia.
 
P O E Z J A
Tej nocy
nie wszedłeś do domu.
Rzuciłeś tylko
listopadowe spojrzenie.
i
zniknąłeś
ubrany w POPIELATOŚĆ.
SNU.
Uwięziony
w bezczasie minionego.
 
Autor: Danuta Schmeling
Vide: fot. pixabay
W  życiu często mamy „cofki”, kiedy musimy coś zburzyć, by pobudować nowe. Nie znam ludzi, którym ten temat nie byłby znany… Sama niejednokrotnie stawiana byłam przez los w takich sytuacjach, ale zawsze ufałam Bogu,  że ma to głębszy sens i, że w tej  życiowej nauce On mi co dnia i nocy błogosławi. A co z tymi, którzy są niewierzący? Pewnie mają problem, bo skazani są wyłącznie na siebie i ludzi… – świat, który stacza się w otchłań chaosu, gdzie człowiek jako istota ludzka coraz mniej znaczy. Wszystkim tym Państwu, których miłość zawiodła, a dom rozsypał się, jakby był zbudowany z talii kart,  dedykuję ten utwór –  autorka.
W sidłach logiki i filozofii – ( fragment prozy pt.:  Lustro – sekretne życie Anki S*)
 Meandry duszy Anny zawsze były przepełnione dobrocią, zawierającą się pomiędzy nią a bliźnimi. Przez całe swoje dorosłe – dotychczasowe – życie starała się w ludziach postrzegać człowieka stworzonego na podobieństwo Boga, w którego wierzyła. Chwile zwątpienia w siebie samą, zachowania, z których nie zawsze była dumna – powodowały w niej napięcia i stresy skłaniające ją do rozmyślania o tym, jaką naprawdę jest i kim jest? Czy Bóg mający duże znaczenie w jej życiu byłby z niej dumny? 
Owe pytania, stawiane sobie w intymnej chwili bycia sam na sam ze sobą, często zmuszały Ankę do autoanalizy swoich osiągnięć
i porażek: przychodów i rozchodów życia, jak je trywialnie Anna – dla bagatelizowania swojej osobistej sytuacji – nazywała. Bała się tych bilansów dobra i zła w swoim życiu wiedząc, ile musi w sobie jeszcze udoskonalić oraz poprawić. Może dlatego w takim pośpiechu i z taką gorliwością zachłystywała się czytaniem Tischnerowskiej filozofii wiary, by pojąć mechanizmy myślenia człowieka w perspektywie Boga, świata i ludzi. Oczywiście w żadnym wypadku nie czuła się lepszą ani gorszą od innych. Nie była przecież przeklętą, choć grzeszyła ja inni, szukając w modlitwie pocieszenia. 
To nieustanne  poszukiwanie siebie i znaków czynionych przez przeznaczenie nadawało i wciąż nadaje sens jej zwyczajnemu życiu. Chciała być lepszą, mądrzejszą, szlachetniejszą. Można by się naturalnie spierać, ile w tym postępowaniu rozsądku i pokory wobec Boga, ale tę tajemnicę Anna zabierze pewnie wraz z sobą do grobu. Nie można jednak wykluczyć, że na dnie jej serca ciągle jawi się tęsknota za czymś nieodgadnionym. Być może za poznaniem sedna bytu, przyczyny powołania jej do życia oraz rozsupłania tajemnicy ludzkiego końca, wielu codziennych, powszednich końców, cokolwiek to w wielkim, pełnym tajemnic świecie znaczy,  bo przecież coś w końcu znaczy.
Autor: Danuta Schmeling
Świat, w którym żyjemy jest piękny, różnorodny i jest w nim miejsce dla każdego. Ludzi wierzących i ateistów, bogatych i biednych, a jeśli nie ma – to znaczy, że jako ludzie tracimy w sobie miłość. Reszty nie skomentuję, bo nie czuję się kompetentna.  To prawda, czasem przemycę coś z siebie w wierszach, ale to nie znaczy, że chcę kogoś pouczać, urazić i pokazać, że jestem moralnym echem czyjegoś głosu sumienia…
To nie jest tak! Chcę jedynie zasygnalizować zjawisko, jakiś tam społeczny, lokalny – globalny problem, nic więcej i niech tak zostanie. Pozdrawiam subskrybentów, którym  bardzo, bardzo dziękuję za życzliwość i polubienie tego, co kiedykolwiek napisałam. 
L I R Y K A
Nie zapomnisz nas,
jak odlecimy kiedyś w błękitne
przestworza?
Gdy osiądziemy na jednej z chmur,
w okolicy bramy,
gdzie Bóg wita się z przybyłym człowiekiem
i buchającą kolorami, jak ogniem,
zorzą?
Autor: Danuta Schmeling
Artysta!  Któż to taki? Od dziecka wmawiano mi, że to ktoś wyjątkowy, bo rzeźbi, maluje, komponuje, pisze wiersze, powieści… W istocie rzeczy to zwyczajny człowiek, pełen wielu sprzeczności w sobie i słabości. Ale i także cnót , i walorów osobistych, choćby przez wzgląd na swój nieprzeciętny (do czegoś) talent. Wszyscy go mamy! Wierzę w to, jak kiedyś wierzyłam w złe duchy i magię…
Jedni potrafią pięknie śpiewać, inni wypiekać ciasta i chleb, jeszcze inni są wspaniałymi animatorami życia kulturalnego w swoim mieście lub na wsi, a Ci mniej zauważalni: matki, ojcowie – żony, mężowie po prostu żyją w cieniu własnych obowiązków, chyba, że mają jakieś hobby i są kontenci z tego, co w wolnych chwilach robią bez rozgłosu i sławy… Cenię ich trud i kreatywność najbardziej, bo są artystami codzienności, bez konieczności udowadniania komukolwiek i nieustannego potwierdzania, że coś potrafią i znaczą… A ja ? Cóż ze mną?  Ja w dzieciństwie, jako dziewięciolatka – dziesięciolatka, marzyłam o tym, by pisać. Uprawiać hobbystycznie prozę lub poezję albo równolegle jedno i drugie.
A potem wydoroślałam i zaczęłam uczyć w szkole. Pokochałam swój zawód i moich uczniów najszczerzej jak potrafiłam… Z bólem serca odchodziłam na emeryturę, ale nie miałam wyboru – zdrowie podupadło, życie nie oszczędzało emocji i to co kiedyś robiłam w tajemnicy przed rodziną i znajomymi, gejzerem poniosło mnie na wyżyny – nie szczyty – rodzimej – polskiej literatury… – ale to przecież szczegół… Piszę dla siebie i innych, by uszczęśliwiać słowem, bo wierzę w ich moc i terapeutyczne możliwości. Nic tak nie poprawia złego nastroju i samopoczucia jak  przeczytany ” fajny” kawałek czyjejś poezji lub prozy… albo spektakl TV lub film… Ja zapraszam Państwa jak zawsze do literatury, bo z aktorstwem niewiele mam wspólnego…
Liryka  (z odrobiną dziegciu)
Pokalana 
grzechem Ziemia
wytrwale czeka na czas zapłaty
za miliard żyć
danych człowiekowi.
Epokom… 
Potępia
ją zło i ludzkość.
Bezduszne –
minione czasy:
ciała palone na stosach czarownic
i w piecach –
komorach śmierci.
Płomienne
mowy szaleńców
ciągle sączą jad
niezgody,
stawiając warunki.
Napuszczają człowieka
przeciwko dobru
niewinnemu jak dziecko.
 Jak wiosenna burza!
Trwonią w czeluściach nowomowy
moralny pokój!
Siostro Nieba,
ogłupiana Ziemio,
zapamiętaj:
pochód po nagrodę do Boga
to nie parada
i według Jego praw,
pomiędzy męskim
i żeńskim pierwiastkiem 
nie ma znaku równości.
Miłość to znaki  (po Bożemu )
przeciwne…
Nigdy tożsame!
Czekasz na ugodę,
złagodzenie praw?
On nie popuści!
Jeszcze długo poczekasz,
jeszcze długo poczekasz,

 

Autor: Danuta Schmeling
Vide: fot. pixabay,