Kiedy umieszczam posty dla Państwa z moim utworami, zawsze zastanawiam się, czy nie nadużywam Waszej, drodzy Państwo, cierpliwości, przynudzając swoją wyobraźnią i komentarzami… Być może nie jestem nazbyt oryginalna w tym, co piszę i proponuję Państwu do czytania? Cóż, człowiek uczy się przez całe życie, popełniając różne gafy. Poza tym bycie poetką – pisarką, bywa trudne i wymaga samozaparcia,  niezwykłej woli tworzenia i wprawek literackich, na co nie mam zbyt wiele czasu. Dlatego liczę na Państwa wyrozumiałość i poczucie dystansu do mojego pisania, za co z góry Wszystkim dziękuję. 
Dzisiaj dla odmiany będzie coś z prozy, dalszy ciąg „Paryskiego kochanka”  – miniatury epickiej mojego autorstwa. Życzę Państwu radosnego weekendu, zaś nowym subskrybentom strony: Ocal słowa… wielu miłych wrażeń z podróży po postach umieszczanych przeze mnie na ww. blogu. Pozdrawiam.
P R O Z A 
Kawaler do wzięcia – epizod piąty [PARYSKI KOCHANEK]
Isadora dawno była odświeżona po intymnych igraszkach. Dobry humor i przeświadczenie szczęścia nie było w stanie wprowadzić ją w stan niezadowolenia, że oto jej francuski kochanek po angielsku ulotnił się z domu, a ona brnie wyobraźnią po rozdrożach świata i swojej wrocławskiej arkadii, nie wiedząc, co się wokół niej dzieje. Przez moment wydawało jej się, że uciekł, ale rzeczy pozostawione przez Alexandra w pokoju gościnnym nie budziły żadnych wątpliwości, że wyszedł tylko na chwilę. 
Jej fantazje pełne niepokoju nie były jednak destrukcyjne, bowiem wiara w Alexandra, jak również w ich miłość, skłaniały ją do rozsądnego myślenia i optymistycznego spoglądania w przyszłość. Przecież nie mogła wątpić w poczciwość swojego mężczyzny. 
Aż z beztroskiego zamyślenia wyrwał ją dzwonek do drzwi, który sygnalizował prawdopodobnie powrót Francuza do domu. Otwierając mu drzwi, została zaskoczona widokiem wielkiego bukietu róż, które w dłoni Alexandra wyglądały tajemniczo i ekscytująco. 
– To dla mnie ten bukiet? – A jakże! – bez namysłu odpowiedział.
– Dla ciebie – dodał. – Jeśli pozwolisz, pójdę do pokoju, wziąć drobiazg, który chciałbym ci podarować, ponieważ nie będę czekał do jutra ani na specjalną – wyjątkową, jak się u was w Polsce mawia – okazję…
– Idź, jeśli musisz ¬ wyrzekła, przeczuwając, że na pewno wydarzy się coś niezwykłego… Chwila wyczekiwania na mężczyznę, którego pieszczotliwie nazywała „ Alem” ciągnęła się w nieskończoność. Zanim doszła do jadalni, Alexander zdecydowanym krokiem podszedł do niej z bukietem różanych kwiatów i pierścionkiem z podłużnym oczkiem w kolorze lawendy, i uklęknąwszy przed ukochaną zapytał: 
– Moja, piękna i wspaniała Isadoro, czy zostaniesz moją żoną? 
– Dziewczyna zaskoczona sytuacją zaniemówiła. Dopiero po upływie kilkunastu sekund odezwała się, mówiąc: 
– Żoną, mówisz? Muszę zebrać myśli i pomyśleć, czego chcę… Po chwili namysłu i upływie kolejnych kilkunastu sekund z uśmiechem odpowiedziała:
– Tak, zostanę twoją żoną, zawsze o tym marzyłam; nie sadziłam jednak, że człowiek pochodzący z liberalnej, zeświecczonej Francji, chce wziąć ślub i zalegalizować miłość. Przecież wiesz, że jestem wychowana w katolickim kraju
i ślub pobłogosławiony ręka księdza jest dla mnie ważnym, jak nie najważniejszym, dodatkiem do cywilnego dokumentu
i ceremonii. Poza tym pragnę, by w przyszłości moje dzieci wychowane były w wierze…Hmm, mam nadzieję, że wziąłeś to pod uwagę?
– Isadoro, wszystko to wiem, i jestem świadom tego, na co się piszę! – napomknął.
– Naprawdę myślisz, że mógłbym zignorować twoją wiarę? Jednego jednak absolutnie nie rozumiem. Skoro jesteś tak bardzo związana z katolickim kościołem, skąd pomysł i przyzwolenie na przedmałżeński seks, a także na (prawie) liberalne podejście do życia?
– Alexandrze, zepsuło mnie życie. Jestem grzeszną kobietą, upadam, ale dążę co dnia do doskonałości, która raz przybliża się do mnie, raz oddala ode mnie, chrząknęła pod wpływem kłopotliwego pytania i zażenowania. – Rozumiesz, co mam na myśli? Bóg na pewno wybaczy mi tę słabość, bo wie, jak bardzo cię kocham… 
– Oczywiście i rozumiem, i nie mam nic przeciwko ślubowi kościelnemu. To dla mnie żaden problem, ponieważ – zdziwisz się – jestem katolikiem… To prawda, daleko mi do świętości, ale wartości wyniesione z mojego rodzinnego – francuskiego domu są tożsame z twoimi. 
I tak dyskutując, przeszli do jadalni i rozpoczęli wspólne świętowanie zaręczyn.
– Mój drogi poczęstuję cię dzisiaj rosołem z lanymi kluseczkami oraz ziemniakami z kotletem schabowym i bukietem trzech surówek. I tak zachęcając kochanka do wspólnej konsumpcji, rozpoczęła część kulinarną, tak beztrosko odciąganą w czasie. 
Gdy oboje raczyli się drugim daniem, zapijając jego smak pysznym winem, Alexander przypomniał sobie, że nie włożył pierścionka zaręczynowego dziewczynie na serdeczny palec i szybko poprawiając się uczynił to z wielkim rozmachem. Padł powtórnie na kolana u jej stóp i wypowiedział magiczne słowa: 
– Kocham Cię! – mówił. Przyjmij ten pierścionek, kochanie, jako dowód mojej szczerej miłości do ciebie i nie robiąc sobie nic z popełnionego przed kwadransem faux pas, usiadł przy stole, by zacząć ponownie delektować się jedzeniem oraz radować swoje oczy i niepokorną duszę przemiłym towarzystwem wrocławskiej dziewczyny. 
Isadora spoglądała na ukochanego z uwielbieniem, chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że mimo oświadczyn przyjdzie jej po raz kolejny przyjąć na klatę parszywą samotność. Boże, jak ja to wytrzymam? – myślała. Nie dając po sobie poznać, że targają nią negatywne uczucia, uśmiechała się do narzeczonego, jakby nic się wewnątrz niej niepokojącego nie działo. 
Na szczęście zajadanie się deserem i konwersacja o wszystkim co polskie, poprawiło jej nastrój na tyle, by mogła sprostać towarzyskiej – polskiej gościnności. Później rozmowa zakochanych przeszła na Paryż, pracę i rodzinę Alexandra. Świat wydawał się być dla nich otwarty, dlatego z przyjemnością po wybornym obiedzie udali się na długi spacer po nadodrzańskim Wrocławiu.
Autor: Danuta Schmeling
Vide: fot. priv.
Obraz może zawierać: 1 osoba, niebo, chmura, drzewo i na zewnątrz
 
 

 

Author

Write A Comment