O tym, że kobieta jest „solą i pieprzem” tej ziemi, nie trzeba chyba mężczyzn długo przekonywać. (Jesteśmy im potrzebne nie tylko ze względu na seks…) Mądrzy mężczyźni kochają nas za intelekt, empatię, radosne usposobienie, macierzyństwo; niemądrzy za wygląd i seksualną – wyuzdaną uległość. Nie jesteśmy zakałą ludzkości ani przekleństwem tego świata! Powiem nawet przekornie, gdyby nie my – nasza atrakcyjna płciowość – nie byłoby przedłużającego się w nieskończoność życia na tej Ziemi. Jesteśmy energetyzującym promykiem Słońca wyrwanym z rydwanu Boga, by dawać mężczyznom rozkosz  i życiową stabilizację. Więc – ciągle pamiętając, że nie zaczynamy zdania od spójnika więc… – nim rzucicie Panowie „kamieniem osądu” w stronę jakiejś kobiety, zelżycie wulgarną frazą, nazywając dziwką, wykpicie za słabość charakteru i niską pozycję zawodową, zastanówcie się, czy warto skreślać ją z życia i skazywać siebie na izolację, i wyalienowanie, bowiem żaden z Was nie jest hardym aniołem ani diabłem w ludzkiej skórze, by przejść z ich nadprzyrodzoną siłą w pojedynkę przez długie bądź krótkie życie. Kończąc Mickiewiczowym: „Kochajmy się!” – serdecznie Panie i Panów pozdrawiam – autorka bloga. Zapraszam również do kolejnego fragmentu „Paryskiego kochanka”, czyli mojej prozy.
PARYSKI KOCHANEK
Weekendowy seks – epizod czwarty
– Wspaniale Isadoro! – Czyli, co możemy nacieszyć się sobą, bo nikt nam nie przeszkodzi?
– Tak, ale może zamiast zwlekać, zróbmy to teraz… –  podpowiedziała Isadora, nie bacząc na  moralne zakazy i nakazy oraz konwenanse. W końcu był jej facetem. Nim skończyła kusić go „rajskim jabłkiem”, jak Ewa swojego Adama, Alexander był już przy niej – zachęcony jej odważnymi słowami do seksu.
Gdy obejmował ją, czuł się tak, jakby robił to po raz pierwszy. Pełen zabawnej nieśmiałości. Co z nim? Czyżby utrata francuskiego gruntu pod nogami sprawiała, że zżerało go od środka onieśmielenie. Mimo to, grę którą zaczął, namiętnie kontynuował, otwierając serce i wszystkie zmysły na miłość, i kobietę, której tak bardzo, bardzo pożądał.
Ona całym światłem swego ciała nęciła go, doprowadzając do szału… Zdzierając z niego koszulę, całowała szyję i piękne – smukłe ramiona kochanka, zapuszczając swoje bezwstydne dłonie i głodne dotyku palce w gęstwinę bujnych – czarnych włosów skręcających się na głowie w długie rurkowate kosmki, spadające na jego lepką od potu i pożądania twarz z ciemnym, jednodniowym zarostem.
– Zabierz mnie do nieba, chcę lecieć razem z tobą wysoko – szeptała – gdzie podświadomość daje upust fantazji – a jej głos wyrywał się z gardła i krtani, jakby poczucie spełnienia miało definitywnie postawić kropkę nad jej kobiecymi żądzami.   
Alexander niewiele mówił, raczej prężył się niczym wąż czyhający na swoją ofiarę, by rokosz stała się udziałem ich obojga… Gdy przestali się kochać, Isadora cichutko powiedziała:
– Alex, tylko ty potrafisz doprowadzić mnie do ekstatycznego szaleństwa. Bez udawania, że jest lepiej, niż bym pragnęła. Kocham Cię, bez względu na to, co o mnie myślisz… Leżąc obok siebie przytulali się, nie zważając na swoją bezwstydną nagość. Aż dopadła ich błoga senność, której poddali się bez sprzeciwu i wytrenowanej kalkulacji. Cisza i tykanie ściennego zegara wprawiło ich zmysły w stan uśpienia, jakby świat i wszystko z nim związane przestało się nagle liczyć.
Isadora nie wybudziła się zbyt szybko z miłosnej drzemki. Alexander zrobił to przed nią, wziął  prysznic, ubrał się i wyruszył do miasta, by kupić dziewczynie kwiaty, bo w zaręczynowy  pierścionek zaopatrzył się już w Paryżu. Zamierzał oświadczyć się Polce, ale czy się nie wygłupi? Czy Isadora przyjmie propozycję małżeństwa? Te i inne pytania męczyły go od chwili, gdy pojawiła się w nim chęć zalegalizowania związku. Wracając  do domu, zastanawiał się nad tym, co przyniesie mu najbliższa przyszłość, którą pragnął na zawsze związać z Isadorą i, z Polską.
Autor: Danuta Schmeling
Vide: fot. priv.
Author

Write A Comment