ZAGAJENIE
Gdy człowiek ma dwadzieścia lat i wydaje się jemu, że jest przez to dorosły i bardzo odpowiedzialny, niestety jest w wielkim błędzie… Wiek z dorosłością niewiele ma wspólnego. Przekonałam się o tym na własnej skórze. Przez wszystkie lata pierwszego dziesięciolecia od dwudziestki uczyłam się bycia żoną i matką trojki dzieci oraz odpowiedzialności za wszystkie swoje decyzje, których ciężar miał wyjątkowa skalę! To były dla mnie piękny i trudny okres w życiu, naznaczony wielkimi wyrzeczeniami; a potem przyszła kolejna dekada i następne, i doświadczenia, które zrobiły ze mnie „kobietę z charakterem” z własnymi poglądami, chrześcijańska moralnością i umiłowaniem polskiej tradycji, którą tak naprawdę wyniosłam z rodzinnego domu, gdzie nauczyłam się bycia sobą – bez nakładania teatralnych masek i udawania kogoś kim nie byłam, i nigdy być nie chciałam… Dzięki temu jestem tym, kim jestem.
Moje dzieci nauczyły mnie empatii, miłości bez miary, czułości, troski i mogłabym tak bez końca, Najbardziej jednak cieszę się, że przy nich i przy mężu nabrałam pewności siebie i nauczyłam się tolerancji, choć dla współczesnej rozwiązłości moralnej nie ma we mnie – absolutnie – przyzwolenia…Miłość to nie hucpa, a człowiek to nie mechaniczna zabawka dla zaspokajania cudzych żądz, nawet jeśli fantazja erotyczna kobiety i mężczyzny nie jest egoistycznie skupiona na mechanice samego kochania i „seksie bez granic”… Mówię jak „stara baba” ?  Cóż, nie wypieram się swojego słusznego wieku, ale nie jestem na tyle naiwną, by poddawać się wpływom złych ludzi, którzy rozpustę i amoralność nazywają miłością, bo miłość jest wyjątkowym darem ofiarowanym  współczesnemu kobiecie i mężczyźnie, by za ich przyczyną jej emocjonalna wartość szlachetniała, zaś ona sama wydawała dorodne owoce, uszczęśliwiając całą ludzkość… Tworzyła człowieczą rodzinę z mężczyzną, kobietą i ich dziećmi w tle… 
„PARYSKIE OPIUM”
Paryż 
jest jak opium.
Omamia zmysły, 
czyniąc z człowieczego
oczarowania 
(nim)
i pożądania 
realny występek.
W lampce wina
La Camarie Sainte Pinot Noir…
pozwala
zatopić żeńsko-męskie smutki.
Kobiece upadki (z miłości)
z dyplomacją usprawiedliwia 
i rozgrzesza, 
pozwalając jej na więcej 
i więcej.
Mężczyznę bezkarnie hołubi, 
bo Paryż to typek
(siewca miłości), 
osaczający kobietę swoją aparycją 
i zapachem perfum Lacoste – Esential…
Przystojniak 
z jednodniowym 
zarostem
o oczach bystrych jak nurt Sekwany; 
ustach spragnionych kobiety, poezji, 
bezpruderyjnej wolności.
Kocich pieszczot 
pod dachami miasta,
w jaśminową noc na Place 
de la Concorde.
Paryż 
działa na mnie jak morfina.
Jestem 
nim odurzona,
do zatracenia,
bo kocham piękno 
i sztukę 
wyniesione na orbitę Ziemi
przez Upadłych Aniołów – 
republikańskiej,
trójkolorowej ojczyzny 
Franków.
Paryż, 19 kwietnia 2019 r.
Vide: fot. priv.
Author

Write A Comment