Lubię neologizmy, sama takie stworzyłam: „reimpretować” vel reinpretować, zamiast reinterpretować, „słowolepy”,  zamiast zlepki słów, „makroniki” vel „macroniki” bez odpowiednika, ale za to z procedurą zabawy w siedmiosylabowe, jednowersowe wypowiedzi oraz „słowogramy” – efekt zabawy słownej, nowe słowa.
Niewiele neologizmów wymyśliłam, to prawda, ale  wyżej wymienione wyrazy funkcjonują w mojej twórczości … Czemu?  Ażeby coś nowego w niej się działo: dla zabawy, dla żartu, dla prowokacji słowem. Oczywiście poprawnym językoznawcom takie wynaturzenia językowe pewnie by się nie spodobały i uznaliby je za „totalny odlot” czy idiotyzm; ja uważam, że nie ma w tej „słowotwórczej grze” niczego złego. Język jest żywym tworem, dlaczego więc tylko to co unormowane przez Radę Języka Polskiego, jest piękne i efektowne dla oka i uszu? W języku polskim funkcjonują o wiele gorsze i głupsze słowa, niż te, które ja wymyśliłam,
POEZJA ŻARTU I PROWOKACJI
Wzburzonym CZYTELNIKOM,
celebrytom słowa proponuję zamknąć oczy,
kiedy nowy wyraz – „potworek” w wersie
ich razi i bestialsko droczy.
Zabija w nich piękno!
Kiedy kłuje i bezsensem sensu mocno kole,
niczym rozkapryszone języka pacholę…
Ale ja jednak przy swojej zabawie pozostanę,
gdyż jestem lingwistycznym tyranem.
Kreatorem turpizmu –
słownego i poetyckiego indywidualizmu…
Słowotwórczej opozycji…
3 stycznia 2018 rok
Vide: fot.priv.
Author

Write A Comment