Ileż to razy w życiu czyhają na nas smutki i rozterki?  W moim często, choć czasem wynikają z mojego roztargnienia, bo bywam porywcza – „w gorącej wodzie kąpana”. Ale ogólnie rzecz ujmując, lubię z sobą i bliźnimi przebywać. Unikam konfliktów z ludźmi, staram się być wyrozumiała i tolerancyjna, choć czasem kipię, gdy mocno zżera mnie od środka niemoc, bo  coś w życiu zawiodło – zaszwankowało. Wtedy daję upust słowom. Złoszczę się. Wołam do swojego Boga, by mi dopomógł…i zmiłował się nade mną, i moim życiem. Polegam na Jego dobru i dyskretnej pomocy, nawet wtedy, gdy moje pretensje i żale są przesadzone, a prośby wygórowane. Na ludziach, owszem mogę polegać, ale życie nauczyło mnie, że najlepiej polegać na sobie. Taka roztropna postawa pozwala mi unikać zadrapań i bolesnych, rozczarowań.  Ale jest przecież poezja. Co z nią? Ona jest moją nieujarzmioną pasją, duchową miksturą na choroby i przypadłości duszy. Miłuję ją, jak miłuje się matkę i ojca, wszystko to, co czyni nas odstresowanymi…i szczęśliwymi… Miłego weekendu, w tym palmowej niedzieli. Pozdrawiam nowych subskrybentów i czytelników bloga. Zasiedziałych – także!
Lirycznie po legnicku
Chwila wiosną
i miłością natchniona.
Wiatr i chłód zelżał,
słońce (za dnia) mocniej świeci.
Świat się szykuje
do wielkanocnego
przebudzenia przyrody,
dorosłych i małych, bezbronnych dzieci.
Chwila potęgą Stwórcy natchniona,
przemienia życie człowieka…
W zaciszu serca
dobro – zło zwycięża.
Toczy bój o ludzkie życie
i zbawienie
bez zbrojnego oręża…
23 marca 2018 r.
Vide:  fot. – pixabay.com
Author

Write A Comment