Kiedyś, gdy jeszcze wierzyłam w czarownice i strachy na wróble, bawiłam się z bratem – nie, nie w lekarza, lecz nauczycielkę. Uczniem był on, ja dumną damą wyposażoną w wiedzę zdobytą „krwawicą” na studiach. Kto by pomyślał, że wiele lat później moja dziecięce marzenia spełnią się w stu procentach i stanę pośród dzieci, które mentalnie uznawałam za swoje? Że będę uprawiać przez wiele, wiele lat zawód najpiękniejszy na świecie. Oto jak go wspominam i swoich niezwyczajnych uczniów. Na dodatek wiersz o ciszy bez daty…

P O E Z J A

1.
„Kiedyś przecież trzeba było odejść…”

Wspominać będę swoją nauczycielską przeszłość
radośnie i czule.
Każdy kawałek kredy zamieniony w słowa
na zielonej płaszczyźnie szkolnego życia.

Wspominać będę salę pod dwudziestką
i trójką,
gdzie toczyły się boje o mądrość moich uczniów,
o ich sprawność językową i wrażliwość,
oczytanie,
teatralne gesty,
paradoksalnie także o lirykę,
epikę i dramat naszego wspólnego życia.

Wspominać będę wielu zacnych ludzi,
którzy nauczyli mnie,
że kochać – z racji wyboru – ten zawód,
to nie jest powinność,
lecz przywilej –
dar powołania zamieniony
w piękne zawodowe życie.

07 listopada 2014 r.

2.

„Cisza bez daty”

Zaplątałam się w ciszę,
która mnie niczym nie inspiruje,
ani wieczorową porą ciężarem swego bytu nie przygniata.

Poczciwa, wierna cisza w stroju spowiednika,
nie wariata.

Cisza pospolita,
chwilami sarkastyczna.
Z nosem zadartym do góry –
prawdziwie polska – neoromantyczna.

Vide: fot.priv.

Author

Write A Comment

Privacy Preference Center

Close your account?

Your account will be closed and all data will be permanently deleted and cannot be recovered. Are you sure?