Archive

Październik 2018

Browsing
Po krótkiej nieobecności wymuszonej urlopem witam Państwa i zapraszam do czytania bloga. Pozdrawiam.

 

PROŚBA MATKI
Wspomnij mnie … dzisiaj, jutro,
za rok… Za kilka lat.
Procedura
jesiennego ożywiania przeszłości
powinna być Ci dobrze znana.
Uprawnia Cię do tego nasze wspólne –
minione życie i miłość,
i siła ludzkiego kochania.
Wspomnij mnie … zawsze,
gdy będzie Ci źle,
wtedy dodam Twojej duszy
wiary w siebie i szczyptę odwagi.
Razem,
choćby w myślach –
pokonamy wycelowane
w Ciebie
przez przewrotny los –
słabości i strach.
Dotkniemy potęgi serca,
źródła filozofii miłości i ludzkiej,
iluzorycznej rozwagi… – nierozwagi.
23 października 2018 r.
Vide: fot. priv.
Ponieważ wybieram się jutro w podróż na moje jesienne wakacje, pożegnam się z Państwem wierszami, które powstały w ostatnim czasie. Zapraszam do czytania. Autorka bloga.
1.
Szukam Cię
w głosie własnego sumienia, Panie.
W każdej kruszynie chleba
spożywając śniadanie.
W świergocie ptaków,
zapachu życia,
spojrzeniu mojego Taty.
W ludziach,
których postawiłeś przede mną,
a którzy ze śmiertelną –
okrutną fantazją
i powagą odchodzą co dnia w zaświaty.
Szukam Cię w miejskim –
legnickim parku,
ulewnym, zimnym deszczu,
jabłkowym sadzie,
a także w brzozowo-świerkowym lesie
oraz chojnowskim ogrodzie.
Pośród odległych gwiazd,
w szeleście jesiennych –
brunatnych liści,
podmuchu wiatru o wschodzie Słońca
i jego żółto-czerwonym zachodzie.
(Znalazłam Cię,
tam, gdzie sięgają ludzkie marzenia i pragnienia,
w słowach miłości, mój Boże.)
2.
Panno Święta –
październikowa z rudziejącymi kwiatami,
Ty, co nadzieję
i siłę dajesz ludowi polskiemu – módl się za mami…
3.
Mój Tato ma oczy
błękitne jak chabry
Serce dobre –
pełne człowieczej miłości.
Ręce szczodre,
pomysły na życie mądre
i praktyczne. I dyskretny uśmiech,
który zawsze na jego twarzy gości.
 
6 -7 października 2018 r.
Vide: fot. pixabay
Zamiast porannej kawy,  proponuję Państwu nieco „przekombinowany treścią” wiersz oraz fragment książki pt.: „Złodziejka czasu” – dobrego dnia!
POEZJA
W zawierusze teraźniejszych –                                                                                                                                                  
nowoczesnych
czasów                                                                                                                                                                                    
POEZJA ma się dobrze.
Wychodzi do ludzi płci obu –
wywodzących się z nacji wielu –
na boso,
z impetem szkwału i…
szalejącej wersologii,
dochodząc do wymyślonego celu.
 
Zniewala,
zaklinając ilością
słów trawestujących ludzkie życie.
Miłością skamlącą o czułość
i uwagę lub choćby jedno, jedyne
ciepłe przytulenie –
bez filozofii mentorów i euforii –
dyskretnie i skrycie.
I mogłabym
dopatrzyć się w tej
medialnej niewolnicy
zaczepnej frazy,
która poprowadziłaby ludzkość
na rozlewiska wzburzonych wiatrem tropów.
 
Metafor ujarzmionych
romansową emocją kochania –
w sadzie z czerwonymi jabłkami
posadzonymi wzdłuż
szemrzącego tajemnicą i potęgą Boga –
błękitnego ruczaju,
wypełnionego damsko-męskimi
marzeniami
tęsknotami.
 
5 października 2018 r.
PROZA
Po drugiej stronie świadomości – epizod 2.
W swojej dość tradycyjnej, choć niezwyczajnej rodzinie, Waleria jako druga kobieta (po prababce) zmagała się ze słowem. Nikt poza nią i Antoniną tak skutecznie nie uciekał od bezsensu ludzkiego życia zdominowanego przez pracę zawodową, a także pieniądze. Była z tej uwielbianej przez siebie pasji podpatrywania rzeczywistości i pisania, naprawdę bardzo dumna. Niestety wiele osób – poza nią – nie rozumiało motywów jej grafomańskiego zamiłowania ani w żaden skuteczny sposób nie przeciwdziałało temu, co na co dzień podstępnie i samowolnie wyprawiała, żeby za wszelką cenę móc rozwijać się literacko i kontynuować swoje babskie fascynacje czy manifestować „rozindyczone”– niepoprawne z punktu widzenia społecznego – prowokacyjne, słowne fanaberie.
Fikcyjna Józefka, jak ją pospolicie nazywała – wydumana z obrazów zawłaszczonej przeszłości, pozwalała jej na dialog z własną duszą oraz jej kobiecymi emocjami. Były to dla niej wyjątkowo ważne chwile, na tyle intymne i piękne, że nie chciała z nich dobrowolnie zrezygnować. Nawiasem mówiąc, ceniła je tak, jak ceni się diamenty, których nigdy w życiu nie posiadała, a które robiły na Walerii ogromnie wielkie wrażenie…
Zresztą te wyjątkowe chwile, pełne wielu tajemnic i niebanalnych sekretów, zapewniały jej poczucie wartości, jak również ukojenie i bezwzględnie upragniony spokój. Ponieważ uważała, że nie musi się ze swoich literackich kontemplacji czy emocjonalnych stanów i uczuć nikomu spowiadać ani z nich tłumaczyć, oddawała się tej „wariackiej” – intelektualnej pieszczocie i pasji.
Dwoistość tej relacji i dialektycznej natury miała swoje życiowe uzasadnienie. Pozwalała obu kobietom współgrać, zwyczajnie i niezależnie po ludzku trwać, i istnieć. Bo przecież oczywistym było, że obie kobiety to jedna materia,
ale podzielona na dwie niezależne od siebie istoty oraz dwa wyodrębnione myślą i ręką Walerii – światy. Taki literacki miszmasz. Żart skrojony na miarę kobiecych tęsknot i pisarskich oczekiwań nieposkromionej Walerii Szumowskiej, ale także niewinnych marzeń wyimaginowanej, sympatycznej skądinąd Józki. Marzenia, wizjonerskie projekcje upersonifikowanej i bardzo mocno zmetaforyzowanej jaźni kobiecego rozumu, roztargnienia i strachu przed singlowym bytem promowanym przez medialnych awanturników i celebrytów pozujących na wielkie europejskie i światowe autorytety, i mega gwiazdy.
Na szczęście Waleria nie popierała w ludziach skłonności do destrukcji czy izolowania się od innych, dlatego w żadnym wypadku nie czuła się zagrożona wyalienowaniem. Może dlatego nie bała się swoich myśli i siebie, gdyż w świecie realnym, pomiędzy bytem czasu a bytem świadomości prywatnego trwania, dzielących ludzkie życie – jej życie – na przeszłość
i przyszłość, są byty istniejące tylko na białej kartce papieru.
W psychologii nazwano by tę przedziwną przypadłość i filozofię postrzegania człowieka, i jego żywota – fantazją, być może nawet pospolitym szaleństwem. Ale Waleria nie była szaloną. Kochała swoją intymność i skrajności swego pisarskiego jestestwa i losu. Nie kryła też irytacji dla niezrozumienia dla jej nietuzinkowej, społecznej, pisarskiej arogancji – lubiła czytelników podstępnie prowokować, choć w swoim prywatnym, codziennym, by nie rzec: zabawnym życiu, bezwzględnie unikała zbytecznej prowokacji. Chyba że chodziło o jej tajemniczą Józkę. Kobietę właściwie znikąd – babę bez duszy
i grzesznego ciała – realnych, kobiecych kształtów człowieczeństwa.
Wtedy, jak nigdy, czuła potrzebę wypełnienia tej pustki wystylizowaną przez siebie materią, by nadać Józefinie jakąś własną tożsamość i określić granice jej książkowego bytu, wykreowanego podług literackich prawideł i Bóg wie czego jeszcze. Nie zdawała sobie sprawy z tego, czego się podejmuje i jak wielkie czeka ją przedsięwzięcie. Ale Walerii podobało się to naigrywanie z własnego losu. I jak chyba nikt w wielkim świecie kochała swoje komputerowe zapiski i gryzmoły, i coraz śmielej, i pewniej uczestniczyła w fascynującym akcie tworzenia literackiego świata. To dziwne, powoli stawała się wprawną pisarką, zaświadczającą o swoim przywiązaniu do słowa i epickiej, narracyjnej zabawy…
Vide:
1. fot.pixabay,
* fragment powieści pt.: „Złodziejka czasu” , Danuta Schmeling (sic!)
Z bólem głowy witam Państwa w październikowy dzień. Dzisiaj dla odmiany będzie proza poetycka, nieco surrealistyczna, ale można w niej dostrzec jakąś prawdę na temat naszej bezradności… i liryka  jesienna, odrobinę przemądrzała…
PROZA POETYCKA
 
Gdy życie głośno chichocze
albo wali głową w mur
wrażliwy człowiek rozkłada
obie ręce w pozie bezrozumnej wariatki
deklamującej swoje i cudze myśli
układające się w długie wierszopląsy bez muzyki
i hertzogennego echa
 
Skargą księżycową –
z dala od egzystencjalnych tęsknot –
jego smutki rozlewają się metaforami
po dolinach i wzgórzach
prychając bezdźwięczną pogardą dla Isadory –
obywatelki globu
Uciekinierki
przed wojną
lustrzanych –
ideologicznych światów
Ubóstwem i bogactwem samokreacji
Być może
potępieniem rozrywanych zgryzot
miotanych ciągłą historią rozboju duszy i ciała
w tańcu z kobietą i gwiazdami…

Liryka

Prawdziwa miłość
nie wymaga pośpiechu.
Namiętności z porywami
silnego wiatru…
Okradania z wolności –
bezwzględnej kontroli.
Miłość wymaga czasu –
weryfikacji uczuć:
kobieta to wie,
mężczyzna rozumie
i szanuje.
Staromodny wzór
udanego związku
w nowomodnej odsłonie
życia – jego jesiennej, kobiecej wersji.
Niewzruszonej, bo świętej.
 2-3 października 2018 r.
Vide:
1. fot. pixabay
* hertzogenny – neologizm językowy:
BS: hertz + interfiks: o + BS: gen + sufiks: – ny = przymiotnik określający dźwięczne echo;
* wierszopląsy – neologizm językowy:
BS: wiersz+ interfiks: o + BS: pląsy = rzeczownik l.mn. – taniec strof i wersów; wyrazy powstałe na użytek utworu!