Author

Dana

Browsing
Dzień dobry, miłego – potulnego jak miłość – dnia. Pozdrawiam – autorka.
Wiersz
nie potrzebuje obiektywu.
Wieczorków poetyckich
ani najlepszej prasy.
Wiersz
potrzebuje stanięcia w prawdzie
przed samym sobą
dla autorskiej samokreacji –
lustracji sensu
i kompetencji ducha.
13 maja 2018 r.
 Vide: fot.pixabay
Bardzo późny telefon od mojego Taty, w zupełnie błahej sprawie, sprawił, że pięć godzin bezsenności wzięło mnie i moją świadomość w obr0ty…
By siebie czymś zająć i nie patrzeć z zazdrością na męża, który jak dziecko poddawał się pieszczocie snu, najpierw czytałam, a potem wzięłam kartkę papieru i powstał wiersz, będący splotem prostych myśli o moich kobiecych marzeniach i ukrytych tęsknotach...
Oczywiście bezsenność nie skończyła się na napisaniu przeze mnie wiersza. Myślałam także o tym, że więcej czasu powinnam poświęcić Ojcu, moim dzieciom, wnukom, znajomym i przyjaciołom, bo moje życie bez nich prawdopodobnie nie byłoby nic warte. Moja nieodżałowana Mama często powtarzała: Tyle znaczymy dla innych, ile z siebie dajemy!  Jednego jednak nie wzięła pod uwagę, że często nasz wysiłek bywa udaremniany przez różne – złe okoliczności losu, które oddalają nas od pięknego życia i ludzi, którzy są nam mniej lub bardziej bliscy. Dlatego postanowiłam zrobić wszystko, by zapobiec towarzyskiej stagnacji i pustce, bez szansy na pełnię życia, do której zostaliśmy przez Stwórcę powołani… Pozdrawiam – jak zawsze – starych i nowych Czytelników bloga, Danuta z Legnicy…
MARZENIA
l cóż z tego,
że uciekłam spod pręgierza duchowego bezładu.
Dałam się uwieść wyolbrzymionym
przez wyobraźnię marzeniom.
Wszystko mogło być we mnie porozrywane
jak sznur pereł i porozbijane kulami
wiosennego gradu.
Przypisane pospolitym zdarzeniom.
A ja tylko chciałam do gwiazd,
odległych galaktyk,
tajemnic w Nostradamusa wizjach zapisanych.
Gdzie żółte słońce wita dzień,
a senny księżyc liczy pośpiesznie
wełniane barany.
Żyć pragnęłam piękniej,
inaczej niż inni – niepospolicie,
zatrzymać się myślami na wieki
w poetyckim brulionie, lawendowym zeszycie.
I trwać słowami tak długo, na ile świat pozwoli.
Wyryć w ludzkiej pamięci
inicjały swego imienia i nazwiska –
fragmenty zapisanych wierszy
i monologi wyuczonej przeze mnie życiowej roli.
11 maja 2018 r.
Vide, fot. pixabay. com
Świat, jaki jest? Piękny – ludzie interesujący, bez względu na to pod jaką szerokością geograficzną żyją. Czy to będzie Europa, Skandynawia, Arabia Saudyjka, Indie czy Ameryka Południowa, wszędzie tam człowiek podejmuje próbę bycia Panem tej ziemi.
I słusznie, pod warunkiem, że dzieje się to bez rozlewu krwi, z miłością do natury i bliźniego. Wszyscy na tym świecie bowiem, mamy takie same prawa i przypisane obowiązki: Kochać bliźniego jak siebie samego!  Reszta ułoży się prawie sama z mądrością i dobrymi intencjami władnych tej ziemi… Wiem, odrobinę „odpłynęłam”
i idealizuję poczynania ludzkości, która nie pierwszy raz dowiodła, że ma wielki problem z miłością drugiego – innego człowieka, jego akceptacją i poszanowaniem jego etnicznych korzeni… A przecież wystarczyłoby zaufać, pokochać, zaakceptować – proste, a jednak trudne do zrealizowania… Czemu?  Boimy się czy może jesteśmy samolubnymi egoistami?  Z tymi retorycznym pytaniami pozostawiam dziś Państwa na kilka dni, byście sami sobie na te banalne pytania odpowiedzieli…
 Jak zawsze witam nowych Miłośników poezji i prozy, życząc Wszystkim dobrego dnia. Kłaniam się z uśmiechem na twarzy – autorka.

 

DROGA MIŁOŚCI
Nie jestem Eurydyką
ani Wenus z Milo.
Nie znam się na miłości,
sztuce uwodzenia.
Życie traktuję poważnie,
czasem kocham świat od niechcenia…
Bywa, że jak wiatr
potrząsam gałązkami wierzbowymi.
Kwiaty łamię na pół jak błękitne parasole.
Napuszczam pszczoły i wiarę w piękno
na motyle i oblubieńcze poznanie.
Wiosenną burzą jestem na ziemskim padole…
Zmieniam brzmienie deszczu
w gradu kawalkadę dla fantazji i czarnego humoru,
traktując życie i czas,
jakbym nieustannie była w burzowym nastroju.
A potem szukam ciszy.
Któż jej w ludziach nie słyszy?
I wołam:
Życie, ty jesteś mocą,
bo wskazujesz mi drogę do miłości.
Kocham cię i powołuję do czułości.
Naznaczam cię czerwienią!
I spoglądam na ciebie,
jak nikt inny, kto nie był nawet w niebie…
I cieszę się z istnienia,
bo miłość jaka by nie była,
zło w dobro w człowieku zmienia!
Wiosennie duszę i ciało ludzkie umaja.
Potrzebując miłości,
jak ciekawska Ewa swojego Adama.
Danuta Schmeling
Vide: fot. priv.
Kiedy bliscy ludzie zawodzą, rozczarowują i zdradzają, nie możemy uwierzyć, że to się naprawdę dzieje. „Wkurzamy” się, pokątnie płaczemy, czując się nic warci. Często zdarza się, że przypisujemy sobie winy, których w sobie nie mamy lub mamy, lecz wagi ich znaczenia po ludzku sobie nie uświadamiamy. A przecież biczowanie siebie niczego nie zmieni, ponieważ to nie my mamy z sobą poważny problem, ale nasi zakłamani – niewiarygodni partnerzy, skazujący nas na samotność i uczuciową katastrofę…Życie na dwóch prędkościach.
Kim oni są? Hmm, są to najczęściej ludzie pokroju samolubnych narcyzów z wybujałym ego, pełni kompleksów
i ekscentrycznych wyobrażeń o sobie, miłości i przyjaźni. Ludzie bez charakteru, łasi na pochlebstwa, „kasę”,  sławę,  szybki seks w kuluarach biura, może coś więcej… Specjaliści od łamania cudzych serc, niszczenia w partnerach poczucia wartości – wyzwalacze złych emocji… Najgorsze w tym wszystkim jest to, że tak naprawdę niewiele możemy w tej kwestii poprawić
i zmienić, nawet jeśli weźmiemy rozwód, bowiem drugi związek nie gwarantuje nam szczęścia ani powodzenia w życiu…  Więc co robić? Nie wiem! Wiem tylko, że miłość z całym jej dobrodziejstwem to jedyna dziedzina na świecie, w której jako ludzie kłamiemy na umór… bez cienia wstydu i poczucia winy za złamane cudze życie…
„Trudny wybór”
Odchodzę!
Bo nie do twarzy mi
z samotnością na poduszce,
z bezsennością,
z kolejną smutną chwilą u boku.
Nie jestem głupia.
Wiem,
że wszystko ma swoje konsekwencje,
inteligentne wytłumaczenie,
nawet pusty pokój.
Nie do twarzy mi z samotnością na poduszce,
co jak motyl pomiędzy kartkami niedomówień dryfuje,
zanurza się w przestrzeni (prozy) życia,
wszystko zaklina,
przeklina, odczarowuje.
Bo z przyjaźni i miłości
nic a nic nie zostało.
Pytasz mnie, dlaczego odchodzę…
Rozczarowanie to, według Ciebie, mało?
Legnica, 7 maja 2018 r.
Vide: fot.pixabay. com
Szanowni Państwo, dzień dobry! Dzisiaj będzie krótko, bo nie chcę Państwu zabierać zbyt wiele czasu, jako że tego miesiąca obchodzimy kolejną już rocznicę Uchwalenia Konstytucji 3 Maja i Matki Boskiej – Królowej Polski. Życzę Czytelnikom i Wszystkim sympatykom bloga Ocal słowa… miłego, radosnego świętowania w gronie rodziny i dobrych przyjaciół. Pozdrawiam z dolnośląskiej Legnicy, autorka.
LIRYKA RELIGIJNO-PATRIOTYCZNA
Królowo Polski,
dziękuję za Ojczyznę moją:
wolności i swobody
Konstytucją
Rzeczypospolitej Polskiej
zagwarantowane.
Za białe i chmurne niebo,
maki, konwalie, bzy
i pszczół, i motyli roje.
Za rzek wstęgi, góry brunatne,
doliny zielone.
Zwierzęta, ptactwo dzikie –
domowe.
Królowo Polski,
bo MATKA tak ma,
że bezgranicznie kocha!
Ojciec błogosławi…
Niech Imię Twoje, Pani
i Ojczyzny mojej
wiek dwudziesty pierwszy chwali…
03 maja 2001 r.
Vide: fot. pixabay. com
Moja sytuacja rodzinna – dotycząca opieki nad Ojcem – niewiele się zmieniła od ostatniego wpisu, nie jest dobrze, chociaż tragicznie też jeszcze nie jest. Ale moje serce bardzo  krwawi, bo Tato zrobił się sarkastyczny, momentami (słownie) agresywny, jakim w stosunku do mnie przez swoje 89 – letnie życie nigdy wcześniej nie był.
(Całe moje dzieciństwo i wczesna młodość naznaczona była bezgraniczną troską i miłością Taty do mnie, i mojego młodszego brata. Nasz Ojciec nie podnosił na nas głosu ani nie karał przyganą czy klapsem, choć czasem zasługiwaliśmy na skarcenie i krytyczną uwagę. Robiła to mama, która stała na straży dobrego wychowania i obyczajów, i zwyczajów panujących w naszym rodzinnym domu. Ktoś musiał, skoro Tato miał gołębie serce.)
To ostatnie tygodnie i demencja zmieniają mi Go perfidnie, niszcząc to, co było w Nim najlepsze
i najpiękniejsze. Wiem, że jest Mu ciężko, bo mama umarła w 2013 roku i że nie jest łatwo zostać samemu po 55 latach wspólnego z kimś życia, ale akurat na powstrzymanie śmierci bliskiej osoby czy starości z wszystkimi jej konsekwencjami nie mamy wpływu. Nie ma na to rady!
A skoro jesteśmy przy temacie chorób i  przemijania, bardzo wstrząsnęła mną śmierć Alfiego Evansa, któremu chcę poświecić ten skromny, pełen patosu, wiersz – wspomnienie… (Proszę nie poczytywać mi tego za złe…, Nie chce się lansować na śmierci tego biednego dziecka, lecz moim pragnieniem było tego dzielnego chłopca uhonorować, bo jak nikt poruszył moje dojrzałe – kobiece serce… i zasłużył na upamiętnienie.) Niech spoczywa w pokoju!
Pamięci Alfiego Evansa
Gdybyś urodził się pszczołą,
delfinem, reniferem
albo był świerkiem w puszczy,
świat broniłby Twojego młodego życia.
Celebryci prześcigaliby się w hasłach
i okrzykach. Pochodach hipokryzji.
Ale Ty  Alfie 
urodziłeś się człowiekiem,
dlatego ten sam świat
wydał na Ciebie wyrok śmierci
dla nowomodnej idei.
A celebryci nabrali wody w usta.
Pytasz mnie,
dla jakiej idei musisz umrzeć?
Zabijania w imię rzekomej godności.
Bez szansy sprzeciwu
obrony koniecznej.
29 kwietnia 2018 r.
Vide: fot. 1. – priv.  2. – pixabay
Moje człowieczeństwo po raz kolejny jest wystawione na wielką próbę. Tato zmaga się z demencją, a ja mam mu pomóc, by funkcjonował dobrze i w miarę możliwości godnie dobrnął do kresu swojej życiowej drogi… Początkowo nie zauważałam zmian w zachowaniu i funkcjonowaniu Taty… Myślałam, że jest sarkastyczny, beztrosko bałaganiarski, zapominalski, bo nie przykłada wagi do tego, co i jak robi… Niestety, ale kolejne dni i tygodnie coraz bardziej ujawniały mi przyczyny takiego stanu rzeczy i potwierdzały moje, i mojego męża podejrzenia, że to po prostu choroba neurologiczna dotykająca niektórych ludzi w bardzo mocno zaawansowanym wieku…Oczywiście zaczęłam posiłkować się literaturą i coraz uważniej obserwować Tatę. Jestem kompletnie tym  faktem zdruzgotana i boję  się, że zawiodę na całej linii… Że zabraknie mi sił, by przez to wszystko przejść; że nie jestem zbyt doskonała w tym, jak się nim na co dzień zajmuję, choć bardzo się staram
i mam dobre, i szczere intencje. (Ostatnio nawet zdarza mi się po ludzku zapłakać, bo prognoza wyjścia z impasu i choroby Taty – dla mnie i dla niego samego – nie jest wcale optymistyczna, co uświadomił mi bez owijania w bawełnę jego lekarz.) Aby uciec od prawdy i faktów, napisałam taki oto wiersz, który dedykuję kochanemu Ojcu.
LIRYKA  ZWROTU DO ADRESATA
DROGA
Ciesz się, Tato,
że życie brzaskiem budzi Cię ciągle –
wieczorną porą i księżycem usypia.
A ptaki i motyle
słońcem rozkwitłe i wiosną radosne
za dnia umilają Ci chwile.
Usiądź przed domem,
odpocznij, weź głęboki oddech
i nie bój się, bo przecież żyjesz.
Starość wprawdzie nie cofnie się,
nie przeminie.
Będzie Cię okalać,
jak noc i latarni ulicznej światło.
A Ty ciągle idź do przodu,
nie rezygnuj z życia,
bo droga do celu odległa,
więc iść ciągle warto.
Ale nie śpiesz się, Tato,
choć czasu nam szybko ubywa,
jak wody w studni
czy drzew w pobliskim gaju.
Masz jeszcze czas,
na przejście przez sawannę
i szarą ulicę
oraz na spotkanie
człowieka – anioła,
który przeprowadzi Cię
przez rzekę
do raju…
Nie puszczę Cię
tak szybko!
Danuta Schmeling
Vide: fot. pixabay. com
ZAGAJENIE:
Retrospekcja – czym jest?  Poszukiwaniem w minionym czasie siebie, świata, który minął i stał się wspomnieniem. A jaki ten świat był? Piękny, sentymentalny i romantyczny… Bardziej proludzki niż jest dzisiaj. Pozbawiony dzikiego materializmu i całej tej cybernetycznej otoczki. Być może jestem w tej ocenie zbyt konserwatywna i nazbyt idealizuję XX wiek, w którym – jakby nie było – dorastałam, ale takie sugestie i odczucia miotają mną od jakiegoś czasu… i nic na to nie poradzę.
Serdecznie witam nowych Czytelników błoga – tych zaprzyjaźnionych ze mną nieco dłużej także – i serdecznie Wszystkich pozdrawiam. Autorka bloga.
 L I R Y K A
To był mój świat,
pożółkłych, siedemdziesiątych –
osiemdziesiątych lat.
Niebieskich – pocztowych kopert
z wstążeczkami,
winylowych płyt z Ewy Demarczyk,
Czesława Niemena,
Marka Grechuty… – piosenkami…
Karuzelą,
kwiatami z bibuły
i sodową wodą,
i lepką jak pszczeli miód –
watą cukrową.
Po drugiej stronie lustra
jest mój świat.
Czarno-białych i kolorowych wspomnień
z peerelowskich, minionych lat…
Bohaterów książek:
Ten obcy,
Jezioro osobliwości, Beethoven i dżinsy,
Zapałka na zakręcie…
Mogłabym tak wyliczać tytułów znacznie więcej.
I wierszy:
Zbigniewa Herberta,
Haliny Poświatowskiej,
Ewy Lipskiej,
Czesława Miłosza
i zapomnianego barda – artysty Leszka Długosza…
Danuta Schmeling
Vide: fot. pixabay. com
Czujesz, że nie jesteś nic warta – warty? To złudzenie. Niedobre myśli… Każdy z nas ma swoją wartość i nikt ani nic nie jest w stanie nam tego rozszarpać na drobne kawałki. Nawet jeśli, nie jesteśmy tak kochani jak dawnej, pożądani jak dawnej… – doceniani jak dawniej, bo życie (partner) odwraca się do nas plecami, nie okazując  prawie żadnego zainteresowania. Nawet dojrzałość może być piękna, pod warunkiem, że jest mądra i z założenia dobrotliwa; szczera i otwarta… Bez obłudy, gry pozorów i kamuflażu…
GŁOS MATKI
Nie płaczcie po mnie,
gdy umrę.
Niewiele dla Was zrobiłam.
Nie dałam worka pieniędzy,
na rozpacz, pamięć i wdzięczność
nie zasłużyłam.
Jedynie co Wam dałam,
to serce i odrobinę ludzkiego ciała.
Duszę dał Wam Pan Bóg,
troska i absolutna miłość
o resztę zadbała.
Nie płaczcie po mnie,
gdy umrę.
Niech los
sarkazmem minionego świata
nie ośmiesza…
Pamiętajcie, moi drodzy.
Litość miłości nie wskrzesza…
 
Vide: fot. pixabay.com
Zdjęcie użytkownika Dana Schmeling.

Witam w Wielkim Tygodniu! Dzisiaj zaproponuję Państwu wiersz napisany pod wpływem impulsu i mojego przywiązania do chrześcijaństwa, i mojego – naszego Boga… Pamiętając o każdym z Czytelników, serdecznie pozdrawiam i życzę radosnych, błogosławionych i rodzinnych Świąt, także Tym, którym daleka jest nauka Jezusa Chrystusa… Kłaniam się – autorka bloga.

JERUZALEM
Cóżem uczynił Ci,
ludu mój drogi,
żeś wydał na mnie wyrok tak srogi?
Jam Cię próbował wyzwolić z jarzma grzechu.
Tyś skazał mnie na śmierć bezrozumnie
w wielkim pośpiechu.
Zabić Jezusa!
Winny On, niech zginie!
Krzyczał lud niewierny,
w tej czarnej godzinie.
Krzyż z drzewa
zarzuciwszy na ramiona Nazarejczyka –
Mesjasza
i uwalniając (tym samym)
spod władzy prefekta Judei – Poncjusza Piłata –
zelotę – Barabasza.
Cóżem uczynił Ci,
ludu mój drogi,
żeś gwoździe wbijał w moje ręce
rozpostarte na krzyżu
i umęczone – Drogą Cierpienia –
nogi.
Jam Cię próbował potęgą miłości
poprowadzić do Ojca mojego –
Boga.
Tyś mnie odrzucił
i wydał w ręce Rzymian,
odwiecznego wroga…
Czemu Twój Bóg nie uwolni Cię? –
oprawcy do Jezusa
szyderczo krzyczeli…
W końcu (wszyscy) zamilkli,
jakby zrozumieli,
że krew sącząca się spod cierniowej korony
i z poranionego Chrystusowego – świętego Ciała,
na nich – niewiernych – z krzyża
zbawieniem spłynęła,
choć śmiercią Syna Bożego
po wieki wieków zhańbiła –
skalała – dla następnych pokoleń przypomnienia.
Legnica, 27 marca 2018 r.
Vide: fot. – pixabay.com

Privacy Preference Center

Close your account?

Your account will be closed and all data will be permanently deleted and cannot be recovered. Are you sure?