Author

Dana

Browsing
Witam Państwa przedpołudniową porą, choć bezsenność i aktywność dopadła mnie na własne życzenie znacznie wcześniej. „Ale nie ma tego złego”, więc powstał „wiersz-artefakt” – przegadany, jak przegadane jest ludzkie życie.

„Kanonadą słów…”

Przyłożę kostki lodu
Twojemu ciału,
niech szybko ostygnie,
nim zwariujesz z
pożądania wiecznego
szczęścia, zaszczytów,                                                                                                                                                 uwagi,                                                                          
bry – (cz) – ki  bez szczebli…                                                                                                                                                                     
Przyłożę kostki lodu
życiu,
co goreje tajemnicą
znaków niewidzialnych
i widzialnych.
Żarem skrywanych intencji –
prawdziwych celów.
Niech schłodzone
zaistnieją jesienną porą
miedziano-czerwoną
i żółtą;
powtarzalnością oddechów,
przebarwieniami różnych emocji,
chwilami ugrzęzłymi
w ściennym zegarze,
w czarnej jak asfalt kałuży,
akwenie duszy.
Niech bulgoczą,
niczym dojrzewające wino
rozlane w zielonookie balony –
syczące gąsiory,
miłością.
Niech
niezmiennością
rytuałów powszednich:
ludzkimi pragnieniami
i marzeniami –
pogłosem deszczu
i ptaków wróblowatych trwają,
nim umrą
albo rozejdą się po kościach
lub krętych arteriach
ogołoconych kasztanowców,
jesionów, dębów
i buków…
Po uschłych liściach –
kobiercach minionego czasu.
12 września 2018 r.
Vide: fot. pixabay
 
 
 

Polecam dziś Państwu opowiadanie bez drugiego dna – miłego czytania. Autorka bloga, pozdrawiająca wszystkich swoich Czytelników.

Jan i jego krótka historia
Życie Jana nie jest i nigdy nie było pozbawione smaku. Poza wyuczoną profesją, o której w rodzinie dawno już zapomniano, mąż Doroty chętnie zajmuje się mieszkaniem i ogrodem, które nadawały i nadają mu nowej rangi i poczucia dobrze spełnionego obowiązku. Kocha te zajęcia, dlatego z pasją oddaje się zaplanowanym w ciągu tygodnia zajęciom. Nie należy do mężczyzn użalających się na swój los i małżeńskie ubezwłasnowolnienie. Dorota zawsze ceniła w Janku zamiłowanie do porządku. Czuła, że w jego postawie oraz zachowaniu jest niezmordowana chęć tworzenia idealnego domu, gdzie wszystko ma swoje uzasadnione miejsce i potrzebę kontynuowania przyjętych przez siebie i domowników nawyków. Wszystko przecież ma jakiś ukryty cel, który  jest tak samo ważny jak droga, którą do niego dochodzimy.
Jego życie nie wiedzieć czemu zawsze wydawało się być pustym, ciągle szukał w nim nieatrakcyjnej zwyczajności – wezbranych w głowie i  sercu  huraganów, które od wielu lat  eksplodowały w jego męskiej duszy. Czy Jan tracił grunt pod nogami?  Czy może szukał dla siebie i Doroty nowej, obiecanej na skraju nadziei w przyszłość – ziemi? Sadzę, że na skrawku swego niezwyczajnego żywota i człowieczeństwa poszukiwał nieba – azylu dla zorganizowania sobie nowego świata – domu i miłości. Tak zwyczajnie po ludzku, jak przystało na normalnego faceta. Dlatego, gdy nadarzyła się okazja sprzedaży mieszkania i zmiany miejsca zamieszkania, zrobił to z wielką determinacją, by jak najszybciej uciec z przeklętego miejsca i zapomnieć o ludziach, którzy od wielu lat czynili sobie z życia Jana arenę dla pokazania swojej własnej siły: znaczenia nowobogackiej ekstrawagancji i pieniądza.
Na szczęście Jan i Dorota mają to już za sobą! Opuścili  dawny mieszkanie z pustym sercem – bez nienawiści, żalu i złych wspomnień. Wreszcie wolni i szczęśliwi, choć nauczeni pokory wobec własnego losu, który w ostatniej dekadzie spłatał im niezłego figla, rozpoczęli nowe życie wśród przyjaznych ludzi, którzy pozwolili im obojgu na nowo uwierzyć w instytucję sąsiedztwa ze wskazaniem na dobro i szczerą ludzką życzliwość. Nawet dzieciaki szczerze popierają ich nowe – domowe i sąsiedzkie – inicjatywy, by  mogli cieszyć się swym własnym  i społecznym dobrem. Wartościami, które wynieśli ze swoich  domów, a które przez miesiące i lata sukcesywnie dewaluowały się przez pomieszkiwanie w toksycznej społeczności… Natomiast ja jako ich przyjaciółka cieszę się, że odnaleźli spokój ducha i, że wznieśli się na wyżyny swego człowieczeństwa ze wskazaniem na poszanowanie ludzkiej godności, a nade wszystko swojej własnej, bez obciążania czymkolwiek własnej duszy i własnego sumienia. Nic bowiem bardziej nie pustoszy serca jak ludzka zawiść i chęć pokazania innym, że jest się od nich lepszym, silniejszym, bardziej usytuowanym. Dlatego nadzieją napawa mnie myśl, że po raz kolejny zawierzyli Bogu i zaczęli na nowo, być może piękniej i mądrzej żyć, w czym wspiera ich los i niezastąpiony Janek…

 

Przystawka z poezji dla koneserów słowa…

Gdy łzy
zamieniają mnie
w jesienną mżawkę,
padam, padam, padam.
Na twarz, na kolana, na ziemię.
Skraplam się deszczem,
jestem ulewą…
Zanurzona w szarościach wieczoru
szukam rozbłysku księżyca.
Prawdy o nas!
O sensie.
O miłości.
O większym znaczeniu porażki –
miernocie sukcesu.
Po kilku kwadransach
bezwolnego opadania,
potulnie
nadstawiam ucha,
by posłuchać zawodzenia wiatru.
Bicia serca wichury –
szmeru życia;
głosu kochanka, łkania aniołów.
szelestu słów.
Tworzę przestrzeń
między obiema płciami.

 

Vide:  fot. pixabay
 
 
Witam, drodzy Państwo w niedzielne przedpołudnie! Dzisiejszego dnia zaproponuję Państwu wiersz – rymowankę, przy pisaniu którego uśmiechałam się dyskretnie pod nosem, ponieważ temat jest językowo śliski… Zapraszam do czytania.
LIRYKA „ODWETU”
Dawno temu
komuś się powiedziało:
Kochaj mnie!
Ale…
myśl dużo,
mów mało!
Od tamtego czasu,
gdy On mówi,
myśli do Niej fruną
rojem pszczół
i kolorowych motyli.
Język przemilcza różniące ich zdania,
choć rzadko się myli.
A morał tej opowiastki
mógłby być taki:
Prawdziwa miłość (dyskusja)
krytyki się nie boi,
choć powinna wiązać
krasomówcze usta partnerom
w chwili rodzącej się kłótni –
obyczajowo-społecznej swawoli,
by uchronić się
przed bezmyślnym języka
„chlapaniem”…
Powinni o tym zawsze pamiętać
i panowie, i panie.
Bo złe słowo niejednego człowieka
w życiu pokaleczyło
i czyjeś dumne serce złamało…
Dlatego
gorliwy użytkowniku ojczystego języka
miej to na uwadze:
Myśl dużo,
mów mało!
DANUTA SCHMELING
Vide: fot. pixabay
Kocham schyłek lata i nadchodzącą jesień.  W ten najurokliwszy czas roku, lubię siedzieć w oknie albo na starej ławce i przyglądać się zmianom w ogrodzie, w parku,  w sadzie…  – nawet w ludziach. Wspominać  kobiety, które genami związały mnie ze sobą: Mamę, Babcię, Chrzestną… i innych bliskich mi ludzi, którzy zaszczepili we mnie miłość do prostego – wiejsko-miejskiego życia, bez przyrostu ambicji i szaleńczej – wariackiej pogoni za byciem kimś ważnym… Boże, jak ja wtedy się regeneruję i wypoczywam.  Obrastam w szczęście, które trwa wprawdzie dwie, trzy minuty, ale jest we mnie pulsujące, czego i Państwu szczerze życzę.
LIRYKA DZIĘKCZYNNA  z dedykacją dla Kasandry i Tomasza
1.
DAR SERCA
Życie
to nie tylko pisanie wierszy –
rozum podpowiada.
Czasem trzeba zejść
na ziemię z chmur
i przestać z siebie robić barda,
wieszcza
romantycznego „art – dziada”,
który za nic ma potrzeby ciała,
(dzieci, wnuków i rodziny…) – jak trzeba.
Który zapomina, że nie da się nakarmić
wierszami ludzi
choćby wyobraźnią sięgało się Olimpu
i wyżyn Raju, i Nieba.
Życie
to zapach pól,
wypiekanego (tego roku)
z żytnio-pszennej mąki chleba…
Zapach smażonych jabłek, śliwek
mijającego lata.
Przekopanej ziemi, powakacyjnej –
ogrodowo-sadowej przygody…
I tylko
w wolnych chwilach
pachnących – lepkich jak miód
strof niezależnych od presji
i facebookowej mody,
pisanych z potrzeby serca
autonomicznej duszy poetki –
poety i Jego – Jej
wewnętrznej urody.
4 września 2018 r.
2.
STREFA USZCZELNIANIA
Posklejaj mnie, Boża chwilo,
dobrym myśleniem,
niech to co w rozsypce jest,
nie haczyło więcej.
Bym jesienną nostalgią
i tęsknotą z miłością zawołała:
Dziękuję! Nie pragnę dla siebie,
poza spokojem, niczego więcej.
Posklejaj lustra rozbite
i zegary,
starością mego Ojca mocno nasiąknięte.
Niech z sekwencji smutku, trwogi,
chorób – niepewności jutra,
jak Feniks z popiołów POWSTAŁO SIŁĄ
moje życie święte.
Posklejaj serce – moje ja,
prawdziwe.
Granie pod publiczność
to obca mi rola.
Nie znoszę masek,
wolę chodzić po linie.
Bowiem moje skromne życie
nie jest Teatrem Jednego Aktora.
Posklejaj negatywy z umarłą przeszłością,
by czasem wracała,
choć ważniejsza teraźniejszość –
przyszłości się boję…
Niech objawi mi się czasem białym motylem,
bym poczuła,
że moja – nasza – droga pod skalistą górę
nie jestem bezsensownym znojem.
5 września 2018 r.
Vide:  fot. pixabay;
* „art – dziad” – neologizm, poeta dziadowski, artysta pospołu, wyraz utworzony przeze mnie na użytek wiersza;
* „wersozbiory” – neologizm, rzeczownik będący określeniem tomiku wierszy, zbioru wierszy, pomysł słowotwórczy mojego bardzo skromnego autorstwa…
Niedługo, bo we wrześniu,  z  wrocławskim Wydawnictwem ASTRUM  wydam  tomik wierszy.
Cieszę się, bo to oznacza, że to co robię od 1969 roku – z mniejszym lub większym powodzeniem – ma sens, choć nie czuję się przez to szczególnie ważną czy „pomazaną” w świecie literatury… Po prostu – na bocznych torach życia i rozwidleniach jego komunikacyjnych dróg – incydentalnie pojawiam się, a potem znikam, wycofując się do świata mojego bloga, bo tutaj nie muszę niczego udowadniać, promować ani w celebrycki sposób namaszczać. Konsekwentnie uzdrawiam się twórczością z dni upadłych – zdołowanych… – przeciążonych życiem.

TOMIK AUTORSKI

Vide: 1. fot. priv. / 2.  Wydawnictwo ASTRUM

 

 
Lubię podróżować, szczególnie do Francji – mojego ukochanego Paryża. Nie ulegam jednak presji podszywania się pod Francuzów, bo jestem Polką, z czego jestem dumna, bez względu na to jak mnie i moich rodaków postrzegają w dalekiej Francji… Oczywiście kocham ten kraj za kuchnię, modę, sztukę, architekturę, Prowansję, Bretanię i piękne zabytkowe miejsca. Mój francuski zięć, którego bardzo lubię i szanuję, pokazuje mi najpiękniejsze zakątki swojego miasta i kraju, i codzienne życie swoich rodaków… a ja opowiadam mu o Polsce, naszych tradycjach, zwyczajach i historii, którą współczesny świat zakłamuje, pokazując Polaków w krzywym zwierciadle…
Dzisiejszy wiersz dedykuję obywatelom świata:
To nie jest miłość ani ślepa,
ani oślepiająca.
Oparta raczej na kulturze, 
historii, miłości do miasta,                                                       
purpurze wina, zieleni bulwarów,                                                       
gwarnych kafejek,                                                                   
odbitego w Sekwanie miejskiego słońca.
To jest miłość nieskomplikowana,
choć kosmopolityczna,
jaśminowa, konwaliowa
aprofetyczna.
Paryż / Montmartre,  17 kwietnia 2015 r.
Vide: fot. priv.
  • aprofetyczna  – neologizm, przymiotnik utworzony od słowa profetyczny,  czyli wróżebny, proroczy…
Od pięciu lat żyję tak, jakby wszystko miało się nagle skończyć. Nie robię sobie nadziei na wspanialsze życie, nie potrzebuję takiego, bo istota jego smaku tkwi nie w dostatku, lecz dostrzeganiu piękna w ludziach i naturze oraz miłości, która nadaje jej kolorytu czerwieni i spełnionego szczęścia.Tego uczyli mnie moi rodzice i nie zamierzam niczego w Ich twierdzeniach modyfikować ani zmieniać. Szkoda, że świat jest tak podzielony, że jedni drwią z drugich; a przecież czy to Francuz, Portugalczyk, Amerykanin, Niemiec, Czech, czy Nigeryjczyk lub Słoweniec – wszyscy jesteśmy tacy sami: piękni, wrażliwi, mamy marzenia i plany wobec siebie, i naszych bliskich… Czemu zatem spoglądamy na inne nacje przez pryzmat majątku i pozycji?  Bo jesteśmy zaślepieni swoją próżnością… i pozycją społeczną… Bo głupotą sięgamy gwiazd. Każdy nowoczesny i świadomy swego człowieczeństwa człowiek wie, że pieniądze szczęścia nie dają… są jedynie środkiem do godnego życia.
* Pieniądze wymyślili Fenicjanie jako środek płatniczy, ale żaden z nich nie przypuszczał, że stanie się on diabelskim wynalazkiem mieszającym ludziom w głowach do tego stopnia, żeby zabijać i grabić… Niestety jako homo sapiens z powodu władzy i pieniądza mamy na swoich rękach krew wielu bliźnich, co plasuje nas wśród „cywilożerców” na pierwszym miejscu. A mogłoby być inaczej! Jak?  Po prostu po ludzku, jak na człowieka XXI wieku przystało… bez rasizmu, zniewolenia ludzkiego umysłu pomysłami na życie bez wartości i Boga…
Gdy jest mi smutno lub po prostu mam z jakiegoś powodu zły nastrój, piszę pod wiatr, a wtedy wszystko co chmurne, chimeryczne szybko mija i czuję, że znów żyję i myślę, tak jak powinnam:  pozytywnie!  Miłego weekendu, moi Drodzy Czytelnicy. Autorka bloga.

Wiersz dla Czytelników bloga: Ocal słowa…

Za progiem jest świat.
Mój powszedni.
Ocalały z potopu.
Odkąd pamiętam
zawsze był przyjazny,
tylko obłudnicy czasem wbijali
nóż w plecy.
Ci sami: deklarujący miłość,
przyjaźń,
i duchowe wsparcie
bez względu na wiarę ojców –
wybory konieczne.
Za progiem jest świat.
Mój powszedni.
Ocalały w słowach, nic więcej.
25 sierpnia 2018 r.
Vide: fot. pixabay
Wiele, wiele lat temu, gdy zastanawiałam się nad tym, po co właściwie przychodzimy na ten świat, nie umiałam pewnym głosem i z przekonaniem odpowiedzieć.  Ciągle nie miałam pewności, że wiem.. – wiem na pewno. Dzisiaj po czterdziestu latach szukania w sobie i innych ludziach tej prawdy, chyba pojęłam sens narodzin, choć ze śmiercią ciągle mam wielki problem. Rzecz ludzka nie wiedzieć i wcale się tego nie wstydzę. Wstydem byłoby udawać, że jestem wszystkowiedzącą i wyprowadzać siebie na manowce intelektu i wątpiącego serca. A jak Państwo radzą sobie z egzystencjalnymi pytaniami?

 

POEZJA W SERCA ROZKROKU
1.
Jesteśmy tutaj,
by nauczyć się sztuki życia,
w tym kochania.
Chodzenia pod prąd,
cokolwiek to znaczy.
A wiele znaczy!
Jesteśmy tutaj,
by porami roku
dojrzewać miłością.
To dla nas
budzi się słońce
i wiatr wiolonczelista
przygrywający do taktu
(na trzy czwarte)
dolnośląskim rzekom,
mazurskim kormoranom,
a nawet spadającym z nieba
aniołom…
Gorącemu latu
spełniającemu życzenia zakochanych ludzi,
a także niewinnych – małych dzieci.
2.
Ecce LUX MUNDI, dogmatyczna, moralna, jedyna, w której nie ma fałszu…
3.
Każdy człowiek jest wypadkową miłości...Wytoczonym działem przeciwko drwinom ludzi małych, głupich – branżowych zawistników. Takich, którzy wbijanie szpili w serce bliźniego mają wytrenowane do perfekcji w słowach i czynach…
4.
Żęte pola pachną ziemskimi plonami.
Czuć zapach miodu i upieczonego chleba
łamanego przy stole matczynymi rękami.
Tylko gdzieś na łące
dziewczyna zbiera kwiaty na kolorową wiązkę,
by ofiarować ją piętnastego sierpnia
gościnnej Matce Boskiej.
Słońce wyjrzało na świat zza błękitnych pieleszy,
i jak strumyki górskie,
ptaszęta, motyle
wniebowzięciem Maryi Panny się cieszy.
A na dębowym (wiekowym) drzewie
pohukiwaniem puszczyk rozgłasza nowinę:
Matka Boska zasiadła dziś na tronie
w Niebieskiej Krainie.
Niech więc na organach
niebiańscy muzycy grają,
Matkę Jezusa z Nazaretu
z miłością witają.
Niech złożą Jej pokłon głęboki
zastępy aniołów i tłum ludzi świętych,
i tych, których los jeszcze
nie jest w niebie rozstrzygnięty.
A ziemia niech po krańce radośnie
Matkę Boską chwali,
bo zasiadła dziś na tronie w koronie (na głowie)                                                                                                                                              z dwunastoma gwiazdami…
5.
MATKA BOSKA ZIELNA
Hołd Ci składam, Pani
wiązanką z macierzanki,
lawendy, astrów,
kłosów zbóż: pszenicy i żyta.
Ziołami prosto z pól
i z wypłowiałej od słońca łąki.
Niech czas Twojego Wniebowzięcia,
rozgłoszą światu anielskie trąby
i śpiewne skowronki.
Niech wiatr rozniesie tę wieść
po górach, dolinach,
a echo powtórzy ludziom,
jaka jest tego cudowna przyczyna.
Matko Boska Zielna,
módl się za nami.
Zawsze o nas pamiętaj,
sercem bądź – Pani – z nami!
Vide:
1. fot. pixabay
2.  fot.: klub seniora. pl

Privacy Preference Center

Close your account?

Your account will be closed and all data will be permanently deleted and cannot be recovered. Are you sure?