Author

Dana

Browsing
Moje życie po śmierci Taty jest jak czarny sen, pełen niewyobrażalnej tęsknoty i nostalgii… To mój kolejny – trzeci słabszy dzień ubarwiony goryczy słowami. 
 
„(OKA) LECZONE MYŚLI” – Rodzicom
Nie
zapominajcie
o mnie,
Mamo i Tato!
Ja
niezmiennie
jestem Waszym dzieckiem,
spragnionym uwagi,
dobrego dotyku co nie mąci
sumienia,
ale uspokaja serce
i zasępione jak pochmurne niebo –
MYŚLI;
łkające (straszną) pustką:
bólem osieroconego serca,
domu, ogrodu –
okaleczonym mocno
przez Waszą śmierć  życiem.
Oboje
dobrze wiecie,
że żałobą dojrzewam,
broniąc się przed rozpaczą,
by z czasu nie uczynić czarno-fioletowego
rozpamiętywania.
Ale Wy,
Imiona utracone
w świecie widzialnym,
mimo wszystko
czuwajcie nade mną jak gwiazdy
i anioły,
i wypraszajcie dla mnie u Pana Boga
łaskę pogodzenia się z Waszą stratą,
by cisza normalna nie kąsała mnie natrętnie
i boleśnie jak lwica.
Nie dręczyła
wspomnieniami,
nieznośną martwotą po Was,
łez ulewą
w każdy dzień
–  bezmiarem tęsknoty 
zawsze szczerej…  –
osiwiałej…
Przychodźcie do mnie 
we śnie
i kołyszcie szeptem miłości,
jak czyniliście to za swojego żywota…
Autor: Danuta Schmeling
Vide: fot. priv.

 
Moja relacja z bratem jest dobra, chociaż nie spotykamy się nazbyt często, bo brat mieszka i pracuje poza miejscowością, w której mieszkaliśmy razem z rodzicami… Kocham go mocno i dumna jestem z tego, że nigdy – co jest aż nie do uwierzenia – jako osoby dorosłe nie posprzeczaliśmy się o nic i oby tak zostało. Jest moim cieniem i życzę mu jak najlepiej. 
Mojemu kochanemu bratu – Zbyszkowi

***

Wydało nas na świat
to samo łono miłości
i życia.
Wychowali
rodzice ukochani.
Dorosłość nas rozdzieliła,
ale serca w nas obojgu
te same pozostały.
Takie,
o jakich marzyli Oni.
A po
ich nieuniknionej śmierci
sieroctwo
nas scaliło jeszcze bardziej,
żeby samotność okrutna
nie rzuciła nas na szarą ulicę;
żebyśmy się nie pogubili w wielkim świecie
i nie zeszli na życia bocznicę…
 
Autor: Danuta Schmeling
Vide: fot. priv.
 
Są 
w ludziach błahostki, 
nie takie błahe.
Rany bez widocznych skaleczeń.

konstelacje czarno-białych słów, 
tylko czasem oderwanych od czynów, 
oznaczone paradygmatem 
dekalogu życia (i sumienia).
Pompatycznych uniesień,
wawrzynowych zwycięstw,
bolesnych upadków bez asekuracji 
aniołów i nieba.
Autor: Danuta Schmeling
Vide: fot.priv.
P O E Z J A 
Wielką literą
zapisano
(w Księdze Żywota)
moje imię.
Ocieniono duchem.
Przestrzenią czasu
ofiarowaną na kredyt.
Odgrodzono na chwilę
od cierpkich słów
i czarnej goryczy…
A ja,
Panie Boże,
mimo wszystko kurczę się ciałem,
żółknąc jak stary pergamin
zapisany moją własną
i świata historią.
Dojrzewam
jak śliwki węgierki w sadzie.
Gdy
przenikam sferę miłości,
czuję, że pięknie i mądrze żyję.
Bez żalu,
że mogłam jeszcze piękniej
i szczodrzej.
On mówi:
„Mało,
nie oznacza gorzej”…
dlatego minimalizuję
wymagania.
Cieszę się,
choćby odrobiną uwagi,
byle była szczera,
bez póz i  plastikowych masek.
To
prawda!
Lubię słońce,
deszczową muzykę,
dżem malinowy
wiersze (nie)uwikłane
w konflikt pokoleń, 
(nie)wymuszone ideologie.
Kocham życie,
nawet jeśli boli 
i ciąży zimnym kamieniem
u nóg i szyi.
Autor: Danuta Schmeling
08 sierpnia 2019 r.
Vide. fot.priv.
„PIOTROWA ŁÓDŹ”
W szatańskim 
tempie świat 
głupieje,
myląc zło z dobrem, 
opluwając życie.
A ja Cię 
proszę Panie, 
pochyl się nad Ziemią, 
by ludzkość
nie niszczyła jej
i nie topiła 
w studni absurdów,
w turpistycznym bycie.
Niech,
świat jak zboże pęcznieje
dobrym słowem, 
dobrym chlebem.
Miłością,
która nie dzieli, 
lecz łączy.
                                                                                       Niech                                                                                             człowiek  człowiekowi 
bratem będzie.
Niech  
zawsze razem z nim wsiada
do Piotrowej łodzi.
Autor: Danuta Schmeling
Vide: fot. priv.
Tak ostatnio sobie myślę, że nasz polski świat pełen absurdów pełznie w stronę urwiska, by stoczyć się w przepaść i już nigdy nie wzlecieć miłością. Ludzie naskakują na siebie, niczym sępy, by dać upust swoim polityczno-ideologicznym frustracjom, mając się przy tym za mędrców i panów tego świata, aby tylko komuś boleśnie dowalić, wyszydzić go i sponiewierać w „medialnych oczach”.  A jeszcze niedawno  – z końcem lat siedemdziesiątych – osiemdziesiątych XX wieku – byliśmy wobec siebie bardziej przyjaźni, mniej cyniczni i samolubni. Nasze relacje były jak na tamte czasy poprawne a nawet dobre, chociaż do ideału brakowało nam jak do nieba…  Co się z nami w ostatnim czasie porobiło? Czemu „zdziadzieliśmy” jako ludzie, choć żyje się nam na całkiem dobrym – ekonomicznym – poziomie? Dlaczego jesteśmy oschli i nieczuli? 
LIRYKA 

 

POPĘKANI
Wśród 
potężnych wirów sumień, 
świat detonuje miłość 
schowaną 
pod podszewką życia.
(Nie)tolerancja mylona ze złem
bezlitośnie niszczy ludzkie
więzy.
Człowieczeństwo 
popękało.
A wy, którzy świat pouczacie –
ślepcy w okularach –
niemądrze mądrzy,
też jesteście popękani.
Nic warci,
choć wypełnieni filozofią
scalania.
Rozsypując 
moralność na drobne kawałki zniewolenia, 
stajecie się zimnymi kamieniami.
Bezduszną materią
poruszającą się w (bez)tlenowym
rynsztoku współczesności.
Autor: Danuta Schmeling
Vide: fot. 1. – 2. pixabay
Kiedy umieszczam posty dla Państwa z moim utworami, zawsze zastanawiam się, czy nie nadużywam Waszej, drodzy Państwo, cierpliwości, przynudzając swoją wyobraźnią i komentarzami… Być może nie jestem nazbyt oryginalna w tym, co piszę i proponuję Państwu do czytania? Cóż, człowiek uczy się przez całe życie, popełniając różne gafy. Poza tym bycie poetką – pisarką, bywa trudne i wymaga samozaparcia,  niezwykłej woli tworzenia i wprawek literackich, na co nie mam zbyt wiele czasu. Dlatego liczę na Państwa wyrozumiałość i poczucie dystansu do mojego pisania, za co z góry Wszystkim dziękuję. 
Dzisiaj dla odmiany będzie coś z prozy, dalszy ciąg „Paryskiego kochanka”  – miniatury epickiej mojego autorstwa. Życzę Państwu radosnego weekendu, zaś nowym subskrybentom strony: Ocal słowa… wielu miłych wrażeń z podróży po postach umieszczanych przeze mnie na ww. blogu. Pozdrawiam.
P R O Z A 
Kawaler do wzięcia – epizod piąty [PARYSKI KOCHANEK]
Isadora dawno była odświeżona po intymnych igraszkach. Dobry humor i przeświadczenie szczęścia nie było w stanie wprowadzić ją w stan niezadowolenia, że oto jej francuski kochanek po angielsku ulotnił się z domu, a ona brnie wyobraźnią po rozdrożach świata i swojej wrocławskiej arkadii, nie wiedząc, co się wokół niej dzieje. Przez moment wydawało jej się, że uciekł, ale rzeczy pozostawione przez Alexandra w pokoju gościnnym nie budziły żadnych wątpliwości, że wyszedł tylko na chwilę. 
Jej fantazje pełne niepokoju nie były jednak destrukcyjne, bowiem wiara w Alexandra, jak również w ich miłość, skłaniały ją do rozsądnego myślenia i optymistycznego spoglądania w przyszłość. Przecież nie mogła wątpić w poczciwość swojego mężczyzny. 
Aż z beztroskiego zamyślenia wyrwał ją dzwonek do drzwi, który sygnalizował prawdopodobnie powrót Francuza do domu. Otwierając mu drzwi, została zaskoczona widokiem wielkiego bukietu róż, które w dłoni Alexandra wyglądały tajemniczo i ekscytująco. 
– To dla mnie ten bukiet? – A jakże! – bez namysłu odpowiedział.
– Dla ciebie – dodał. – Jeśli pozwolisz, pójdę do pokoju, wziąć drobiazg, który chciałbym ci podarować, ponieważ nie będę czekał do jutra ani na specjalną – wyjątkową, jak się u was w Polsce mawia – okazję…
– Idź, jeśli musisz ¬ wyrzekła, przeczuwając, że na pewno wydarzy się coś niezwykłego… Chwila wyczekiwania na mężczyznę, którego pieszczotliwie nazywała „ Alem” ciągnęła się w nieskończoność. Zanim doszła do jadalni, Alexander zdecydowanym krokiem podszedł do niej z bukietem różanych kwiatów i pierścionkiem z podłużnym oczkiem w kolorze lawendy, i uklęknąwszy przed ukochaną zapytał: 
– Moja, piękna i wspaniała Isadoro, czy zostaniesz moją żoną? 
– Dziewczyna zaskoczona sytuacją zaniemówiła. Dopiero po upływie kilkunastu sekund odezwała się, mówiąc: 
– Żoną, mówisz? Muszę zebrać myśli i pomyśleć, czego chcę… Po chwili namysłu i upływie kolejnych kilkunastu sekund z uśmiechem odpowiedziała:
– Tak, zostanę twoją żoną, zawsze o tym marzyłam; nie sadziłam jednak, że człowiek pochodzący z liberalnej, zeświecczonej Francji, chce wziąć ślub i zalegalizować miłość. Przecież wiesz, że jestem wychowana w katolickim kraju
i ślub pobłogosławiony ręka księdza jest dla mnie ważnym, jak nie najważniejszym, dodatkiem do cywilnego dokumentu
i ceremonii. Poza tym pragnę, by w przyszłości moje dzieci wychowane były w wierze…Hmm, mam nadzieję, że wziąłeś to pod uwagę?
– Isadoro, wszystko to wiem, i jestem świadom tego, na co się piszę! – napomknął.
– Naprawdę myślisz, że mógłbym zignorować twoją wiarę? Jednego jednak absolutnie nie rozumiem. Skoro jesteś tak bardzo związana z katolickim kościołem, skąd pomysł i przyzwolenie na przedmałżeński seks, a także na (prawie) liberalne podejście do życia?
– Alexandrze, zepsuło mnie życie. Jestem grzeszną kobietą, upadam, ale dążę co dnia do doskonałości, która raz przybliża się do mnie, raz oddala ode mnie, chrząknęła pod wpływem kłopotliwego pytania i zażenowania. – Rozumiesz, co mam na myśli? Bóg na pewno wybaczy mi tę słabość, bo wie, jak bardzo cię kocham… 
– Oczywiście i rozumiem, i nie mam nic przeciwko ślubowi kościelnemu. To dla mnie żaden problem, ponieważ – zdziwisz się – jestem katolikiem… To prawda, daleko mi do świętości, ale wartości wyniesione z mojego rodzinnego – francuskiego domu są tożsame z twoimi. 
I tak dyskutując, przeszli do jadalni i rozpoczęli wspólne świętowanie zaręczyn.
– Mój drogi poczęstuję cię dzisiaj rosołem z lanymi kluseczkami oraz ziemniakami z kotletem schabowym i bukietem trzech surówek. I tak zachęcając kochanka do wspólnej konsumpcji, rozpoczęła część kulinarną, tak beztrosko odciąganą w czasie. 
Gdy oboje raczyli się drugim daniem, zapijając jego smak pysznym winem, Alexander przypomniał sobie, że nie włożył pierścionka zaręczynowego dziewczynie na serdeczny palec i szybko poprawiając się uczynił to z wielkim rozmachem. Padł powtórnie na kolana u jej stóp i wypowiedział magiczne słowa: 
– Kocham Cię! – mówił. Przyjmij ten pierścionek, kochanie, jako dowód mojej szczerej miłości do ciebie i nie robiąc sobie nic z popełnionego przed kwadransem faux pas, usiadł przy stole, by zacząć ponownie delektować się jedzeniem oraz radować swoje oczy i niepokorną duszę przemiłym towarzystwem wrocławskiej dziewczyny. 
Isadora spoglądała na ukochanego z uwielbieniem, chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że mimo oświadczyn przyjdzie jej po raz kolejny przyjąć na klatę parszywą samotność. Boże, jak ja to wytrzymam? – myślała. Nie dając po sobie poznać, że targają nią negatywne uczucia, uśmiechała się do narzeczonego, jakby nic się wewnątrz niej niepokojącego nie działo. 
Na szczęście zajadanie się deserem i konwersacja o wszystkim co polskie, poprawiło jej nastrój na tyle, by mogła sprostać towarzyskiej – polskiej gościnności. Później rozmowa zakochanych przeszła na Paryż, pracę i rodzinę Alexandra. Świat wydawał się być dla nich otwarty, dlatego z przyjemnością po wybornym obiedzie udali się na długi spacer po nadodrzańskim Wrocławiu.
Autor: Danuta Schmeling
Vide: fot. priv.
Obraz może zawierać: 1 osoba, niebo, chmura, drzewo i na zewnątrz
 
 

 

W życiu osaczają nas różne rzeczy i sytuacje: żal po stracie kogoś, uzależnienia lub po prostu miłość, za którą oddalibyśmy własne życie…Czy to dobrze, czy źle? Wszystko zależy od rysu psychologicznego naszego charakteru i osobowości. Priorytetów i poczucia własnej wartości, które albo windują nas w górę, albo bestialsko zrzucają w dół czarnej przepaści – choroby duszy. Co w takim wypadku zrobić ? Trudno jednoznacznie na to pytanie odpowiedzieć. Dla jednych będzie to terapia, dla innych – ludzi wierzących – rozmowa z Panem Bogiem i zwrot ku medytacji, wyciszeniu uczuć, modlitwie; dla innych będzie to pretekst, by swoje emocje zatopić w alkoholu.                                                                                                         
Puentując: jesteśmy „biednymi istotami” – w makrokosmosie – które gubią się w świecie wartości, bo chodzą po cudzych śladach, próbując przypodobać się światu. zamiast kroczyć własnymi drogami i „ścieżynami”; bez zbytecznego naśladowania innych ludzi, czasem o bardzo wątpliwej moralności i zasadach społecznych,
L I R Y K A  
*
Jesteś 
bliżej mnie
Twoje słowa mkną
w stronę mojego serca
i dzikiej jaźni 
z prędkością światła.
Chcą 
mnie szybko prześcignąć.
Zniewolić 
wierszem.
Posiąść 
metafor dotykiem.
Niebem bez czułych gwiazd, 
świtem na rozstaju miejskich 
ulic.
A może 
tylko życiem 
aż braknie mi sił?
Paryż, 17 kwietnia 2019 r.
**
Smutku! 
Pozwolę Ci odejść.
Idź sobie!
Moje życie 
nie ma więcej czasu na 
reperację słabej od mąk
duszy,
żałobą umęczonego 
ciała.
Jest lato,
(ja) 
potrzebuję rześkiego 
oddechu.
Póki żyję,
chcę dotknąć miłości.
Sercem objąć ją
i nazwać po imieniu.
Bosą stopą stąpać 
po zroszonej ziemi
i czuć jej tętno.
Pragnę 
bez oskarżeń
i żalu
wznieść oczy ku Bogu,
by podziękować
Mu 
za zwiastowanie
poranka 
i szmer ulicy – 
śpiew ptaków…
i pierwsze przytulenie.
Pocałunek życia
wyrwany z kontekstu 
przemijania,
o którym nie chcę ciągle 
pamiętać…
Smutku! 
Pozwalam Ci odejść.
Idź sobie 
i już nigdy nie wracaj!
 Autor: Danuta Schmeling
Chojnów, 01 sierpnia 2019 r.
Obraz może zawierać: ocean, woda, niebo, plaża, na zewnątrz i przyroda
Vide: fot. 1. -2. priv.
Wołaj!
Wołaj!
Westchnieniem –
prostą modlitwą
wypraszaj łaski.
Nie rezygnuj z siebie –
z mojej miłości.
Wstyd niech nie krępuje
Twojego serca.
Ono wie,
czego mu trzeba!
Ono rozumie,
że sam – sama
nic nie możesz.
Proś o laskę szczęścia w ukryciu!
Proś o łaskę szczęścia w ukryciu!
Niechaj
ludzkie oko nie widzi,
Twojej wewnętrznej niemocy,
Twojej wewnętrznej niemocy.
Łez skraplających się na duszy
i na skruszonym ciele
w chwili prawdy
i uniżenia.
Niechaj 
ludzkie ucho nie słyszy
Twoich próśb i przerywanych łkań,
Twoich próśb i przerywanych łkań.
Tylko
ja i Ty – Ty i ja:
Twój Bóg,
Twój Brat
w cieniu wspólnej tajemnicy.
Błagaj!
Błagaj!
Twoje życie,
warte jest tego,
aby w zgodzie z retoryką nieba –
po nieuniknionej śmierci –
wznieść się lotem białego orła
do Raju.
Kraju Wiecznego Kochania.
Kraju Najczystszej Miłości.
Autor: Danuta schmeling
Vide: fot. 1. i 2. priv.
 
 
 
Jak jest mi źle albo bardzo smutno, nie potrzebuję nowoczesnych terapii, by podnieść siebie na duchu. Wystarczy kartka papieru, dobrze piszący długopis i pomysł na  wiersz lub opowiadanie… Nie wierzę w żadne psychologiczne czary – mary… Sama sobie pomagam, bo nikt jak ja sama nie zna mnie tak dobrze i nie wie, czego mi do życia i szczęścia  tak naprawdę potrzeba. Ponadto pisanie jest  wspaniałą odskocznią od codzienności, a także sposobem zacieśniania więzi międzyludzkich – koleżeńskich – i wspólnej, towarzyskiej zabawy.
Po udzieleniu krótkiego wywiadu do Gazety Chojnowskiej na temat własnych (skromnych) dokonań artystycznych na niwie literackiej, razem z moich kolegą, pracownikiem ww. gazety  i  reprezentantem – podobnie jak  ja – Gildii Artystów Chojnowa, „popełniłam” prosty wiersz pt.: ” „POD TWOIM OKIEM, PANIE”… Zapraszam do czytania.
„POD TWOIM OKIEM, PANIE” – wiersz bez redakcyjnej korekty

 

 

 

Ona:
Spoglądam 
na Ciebie, Panie,
w postawie zadumania,
a Ty obejmujesz mnie miłością
bym w niej dojrzewała…
On:
Panie,
dlaczego ludzie, 
podobni do poetów,
nie wyciągają wniosków 
z Twojego cierpienia?
Ona:
I…
nieustannie upadają
pod ciężarem swoich grzechów
oraz rozżalenia?
On i Ona:
Dlaczego,
gdy pod Twoim okiem, Panie,
los ofiarowuje im chwilę w oazie skupienia,
oni chowają się za innych, 
by nie wyjść na spotkanie z Tobą 
z mrocznej Krainy Cienia?

 

Autorzy: Danuta Schmeling i Piotr Misikiewicz

Vide: * Wiersz powstał pod wpływem impulsu: „Od słowa do słowa…”, fot. 1. – 2. i 3.  priv.

Privacy Preference Center

Close your account?

Your account will be closed and all data will be permanently deleted and cannot be recovered. Are you sure?