Archive

Marzec 2015

Browsing

***

Czym jest życie?
Nieprzejezdnymi myślami
i znaczeniami,
które ugrzęzły w zapętleniu metafor codzienności.
Polem bitew:
chybionych słów – chybionych uczuć.
Rozjechanych prawd nietrafnych cokolwiek…
Prozą „owocnych pomyłek”…

[ Vide: zapożyczenie – „owocnych pomyłek” ]

Wielkopostna modlitwa, jak każda zresztą, to lekarstwo na duszę, to także sposób na uspokojenie serca zmęczonego chorobą i ludzkim cierpieniem…
***

Synu Boga – Jezu – przez wielu uwielbiony,
w bezmiarze swojego cierpienia
i przez śmierć okrutną poniżony,
daj, proszę, ludzkości moc życia i siłę,
i zmiłuj się nad nią, i nade mną…

***

Znad okularów spojrzały na niego – oczy M ***,
piękne, niczym zielone skarpy wokół rzeki…
Zatrzymały się niezręcznie na skrzyżowaniu różnych myśli,
zasiniałych od pękających w głowie prawd
i nieforemnych grymasów słowa.
W ogrodach czytanego wiersza:
sensach bez złego – mrocznego kontekstu,
z zasmuconą tajemnicą tykającej chwili,
tajemnicą każdego wersu
bez pieszczotliwej puenty.
Cisza!
W drugim i kolejnym mgnieniu spojrzenia
nie ma nic z flirtu.
Jest tylko krótki moment
dostrzegalnej ostateczności chwili.
To rytm uciekającego czasu oznajmił koniec
niejasnej dwuznaczności –
rozbłysku ukrytej, wiosennej miłości
w wierszu i w życiu.

10 marca 2015r.

 

 

„Moja babcia”

Moja babcia Maria z Bakalców
uczyła mnie świata.
Nie była święta.
Zwyczajną była.
Kochała Boga, tulipany
i niewinne lilie w kolorze bieli, i czerwieni,
nieba błękitu i pomarańczowego słońca.
Maria pół na pół polska,
szczodra i piękna, niczym wielobarwna wiosna.
Podobna do chabrów i maków kwitnących kolorowym latem,
zapachem życia kusząca – Marynia, babcia moja:
skromna, wesoła, czasem zawstydzona jak to Ona.

 

    Gdy życie doskwiera, warto zatrzymać się i pozwolić sobie – drodzy Państwo –  na relaks i zapomnienie. Oczywiście nie jest łatwo sprostać wszystkim życiowym wymaganiom, ale cóż, takie jest życie… Czasem sarkastyczne, czasem trudne do wytrzymania, czasem piękne i jak kobieta, i mężczyzna wyzywające.

 

***

Poeto!
Cóż to za wiersz
pisany według uproszczonego –
bezkształtnego wzoru,
z pionowo-poziomą lokalizacją wersów
lekko spadających w dół śnieżnobiałej kartki.
Z rymem zawieszonym w czasie,
zakłóconą świadomością sensu
i puentą o niczym?
Nie widzisz, nie czujesz?
To koniec.
Twoje życie topnieje.
Będziesz sechł,
gubiąc kierunki w oceanie codzienności,
przestrzeni „niewiersza” – jego wątpliwym sacrum.
Zapomniałeś?
Życie lubi chronologię.

Kobieta, kobiecie:

W Popradzkiej Dolinie,
która z wielu kurortów i górskich widoków jest znana,
w nabrzmiałych od śmiechu i ludzkiego gwaru
„Szarotkowych” drzwiach stoi On – poeta,
nie jakiś tam przypadkowy wierszokleta,
laik, czy językowy kamikadze,
który walczy o piedestał i literacką władzę,
lecz powtarzam – skromny – z krwi i kości poeta!
Stoi i zbiera myśli.
Wie, że po przekroczeniu progu kawiarni
napisze nowy wiersz,
zapijając go muszyńskim piwem
dla pokrzepienia duszy i weny twórczej –
tak, tak – urokliwej bogini Kaliope.
Wiersz zwyczajny –
muszynianom i ludziom z Polski i całego świata –
okazjonalnym i stałym bywalcom „Szarotki” – życzliwy,
po małopolsku niefrasobliwy.
Taki, jaki lubisz Mario…

04 marca 2015r.