Po opolskich wrażeniach muzycznych proponuję Państwu coś z literatury. Dziękuję nowym Czytelnikom za polubienie mojego bloga.  Jestem zachwycona ilością subskrybentów: 11.098, kłaniam się – autorka.  

PARYSKI KOCHANEK 
Przylot do Wrocławia
Samolot linii Ryanair wylądował na płycie wrocławskiego lotniska kilka minut przed planowanym czasem. Radość pasażerów sygnalizowana uśmiechem i szybkim, i sprawnym opuszczeniem statku powietrznego udzieliła się także Alexandrowi. Jeszcze tylko przejście do miejsca odbioru bagażu i będzie mógł wziąć w objęcia kobietę, którą tak bardzo kochał i, której tak bardzo potrzebował. 
Oddzielała go od niej niewielka odległość… i jest, już trzyma ją w ramionach. A ona? Cóż, jak to kobieta, trzepotała rzęsami ze wzruszenia, całując czule – swojego paryskiego kochanka – na powitanie. 
– Jak dobrze, że jesteś ze mną! – szeptała Alexandrowi do ucha, nie mogąc powstrzymać radości ani wzruszenia. Tęskniła za nim, zakochana w każdym jego spojrzeniu, grymasie niepospolicie pięknej twarzy i człowieczeństwie. Gdy oddalali się od portu lotniczego, samochodem prowadzonym przez dziewczynę, Alexander nieśmiało zapytał ją o dzisiejsze palny.
– Plany? – odrzekła bez namysłu. – Najpierw zabiorę Cię do siebie, zaproponuję szybki prysznic, kwadrans, może dwa, relaksu; poczęstuję polskim obiadem i deserem, a potem… Potem nie wiem, co się wydarzy, być może zabiorę Cię na długi spacer po mojej dzielnicy i dolnośląskim Wrocławiu. 
– Wypowiadając ostatnie zdanie, uśmiechała się do Alexandra zalotnie, jakby wiedziała, że młody mężczyzna tego właśnie od niej oczekiwał… Jechali niezbyt szybko, by Alexander mógł nacieszyć oczy i zmysły jej wyglądem oraz krajem, który tak był mu odległy i nieznany. Miasto kąpało się w słońcu. Kurz unosił na wysokość wystaw sklepowych, rozpylając w powietrzu – po ulicach i skwerach miasta – pyłki kwiatów oraz drzew niesionych podmuchem wiatru. 
– A co słychać w Paryżu? – przerwała ciszę Isadora. 
– Czy nadal jesteś oczarowany swoim miastem i odwiedzasz ulubione kawiarnie i parki? 
– Proszę, nie żartuj sobie ze mnie… – odpowiedział chłopak. – Jedynie co mnie w moim mieście fascynuje, to architektura i styl życia paryżan. Nie ma w tym nic złego – mówił – ale żeby od razu: oczarowany… Nie, nie jestem tak pustym facetem. 
– Isadora obserwowała go uważnie, czując w sobie nasilający się stres, a także lekkie podniecenie. Nim przestała myśleć, co czuje – znaleźli się na ulicy, przy której stał dom zamieszkały przez nią i jeszcze kilka rodzin. – O, jesteśmy na miejscu! – wykrzyknął Alexander. – Co za cudowne miejsce. – kontynuował, jakby mało mu było uwagi dziewczyny. A Isadora milcząc, uśmiechała się pod nosem i wziąwszy głęboki oddech, skierowała się wraz z Francuzem w kierunku jej domu.
Alexander szedł za Isadorą powoli. Ciążący na jego ramieniu bagaż podręczny dawał mu się nieźle we znaki. Cóż, jeszcze kilka metrów i staną u wrót windy, która powiezie ich oboje do mieszkania pięknej Polki.
– Isadoro! – Taaak… – rzekła dziewczyna. Nie zabawię u ciebie zbyt długo, ponieważ muszę na mieście coś załatwić. 
– Rozumiem – wyszeptała nieśmiało dziewczyna. – Nie bój się, nie będę cię internować, zachowasz autonomię i wolność, które tak kochasz. Myślałam, że zatrzymasz się u mnie… 
– Czy była zawiedziona? Była rozczarowana, że w facecie, za którym tak tęskniła, nie ma już tego żaru i ognia jak w Paryżu… – A może on mnie już przestał kochać? – Alexander domyślając się, że swoim oświadczeniem wytrącił ją z równowagi, przyciągnął Isadorę do siebie i zaczął całować… – Głupia! Jak mogłaś zwątpić w moją miłość! – mówił coraz głośniej, po czym zaczął gloryfikować jej urodę i wygląd. Gdy przekraczali próg jej mieszkania, po czarnych chmurach nie było już ani śladu.
Danuta Schmeling
Obraz może zawierać: w budynku
Vide: 1-2 fot. priv.
Author

Write A Comment

Privacy Preference Center

Close your account?

Your account will be closed and all data will be permanently deleted and cannot be recovered. Are you sure?