Archive

Wrzesień 2017

Browsing

Czas płynie powoli

Cóż począć, gdy sen wymknął się spod powiek i trzeba wziąć się za pisanie. Wtedy przychodzą dziwne myśli i gierki bez zaangażowania całego ciała. W ciszy wymuszonego przedświtu, oderwanego brutalnie od nocy. Zapraszam tych, co już nie śpią, a są mocno pobudzeni i źli na chwilę ukojenia, tym razem na poezję i prozę…(Tak pisałam bladym świtem.) Pozdrawiam.

P O E Z J A

1.

„Skojarzenia”

Nierówność:
Bóg – ja.
Adopcja:
ja – Bóg.
Wierność:
doskonała miłość.
Wiara:
duchowa asceza –
przynaglenie do świętości.
Sprawiedliwość:
personalizacja wysiłków –
nagroda lub kara…

A poezja?

Poezja:
niedoczynność gestów –
werbalizacja emocji.
Gra słów bez interwencji ciała!

29 września 2017 r.

P R O Z A

„Tobiasz i Joanna”

Samochód wlókł się jak dyliżans. Autostradą przesiąkniętą deszczem i zapachem wrześniowego wieczoru. Joanna siedziała tuż obok Tobiasza i bawiła się komórką. Ciemności rozświetlały oddalone od siebie co sto lub więcej metrów latarnie. Monotonia powolnej jazdy i cicha muzyka, dobiegająca z przyciszonego samochodowego radia, nadawana ze stacji: Radio RFM FM przenikały sobą całe wnętrze starego, wysłużonego samochodu.
Od czasu do czasu mącił ich harmonię niepokój Joanny manifestowany złośliwymi uwagami, skierowanymi pod adresem prowadzącego samochód kochanka.
– W takim tempie dojedziemy do domu po północy! Mam dość tych ciągłych podróży i idiotycznych spotkań… – rzucała uwagami i sarkazmem jak jadem.
– Daj spokój! – odrzekł wyrwany z półmroku Tobiasz.
– Przecież widzisz, że robię wszystko, by bezpiecznie dojechać do celu.
– Tak, tak – zawsze wszystkiemu jestem winna ja… – powiedziała Aśka,pragnąc zrobić z siebie nieszczęsną bidulkę.
– Nie masz sumienia! – kontynuowała, jakby mało jej było słownych zaczepek.

Cienie mijanych po drodze pól, lasów i oddalonych od trasy autostrady pokracznych zabudowań, robiły na Joannie piorunujące wrażenie. Oczami wyobraźni rysowała kształty ich zmaterializowanych jestestw. Czuła się w tej roli doskonale. Od dziecka lubiła bawić się wyobraźnią, słowami, które pociągały ją tajemnicą i znaczeniem sensów.
– A wiesz, że kiedyś marzyłam, żeby zostać pisarką – zagadnęła, jakby od niechcenia. – Mogłam być sławna i cholernie bogata. Tak, tak, żebyś wiedział… – jak Katarzyna Grochola lub Manuela Gretkowska. Ale… – zawiesiła głos, bojąc się, że powie coś, czego będzie potem gorzko żałowała.
– Co, ale? No dokończ, jak zaczęłaś… – burknął Tobiasz.
– Aaa, nic takiego, co mogłoby mieć wpływ na mój los i samostanowienie. Resztę znasz! – rzuciła na odczepnego, żeby nie mącić i tak nabrzmiałej od fochów i grymasów ich dwojga – atmosfery.

Nagle poczuła się samotna i opuszczona. Nijaka. Jakby była tanim bibelotem odłożonym pośpiesznie na zakurzoną półkę lub krótkotrwałym przypadkiem w życiu Tobiasza, którego przecież kochała. A on? On zawsze myślał tylko o sobie. Balansował na granicy rozsądku, boksując się z życiem. O niej myślał tylko wtedy, gdy trzeba było opłacić rachunki, coś załatwić albo pięknie się z nią zaprezentować. Kochał Aśkę minimalistycznie. Nie chciał nawet spłodzić z nią syna i posadzić drzewa… Kariera teatralna i filmowa, i blichtr wielkiego świata były dla niego ważniejsze niż ona i jej pragnienia, i marzenia. To przez niego i dla niego Joanna zrezygnowała z warsztatów pisarskich w Krakowie, które miały otworzyć jej drzwi do świata wielkiej literatury. Ale priorytety życiowe oraz zawodowe Tobiasza były ważniejsze. To on, nie ona, był przecież cenionym i rozrywanym przez media aktorem, a z lekkiego dobiegu – konferansjerem. Nie mógł sobie pozwolić na przemilczenie siebie w teatrze, filmie i telewizji. Zresztą zarabiał od niej więcej, więc decydował, co jest dla nich najlepsze i najważniejsze.
Mijane po drodze czarne obiekty stawały się zamazane i odległe. Joanna wpatrywała się w nie obojętnie, przysypiając. Ale Tobiasz nie pozwalał jej na ten wymarzony luksus, wykrzykując:
– Uważaj, jak jedziesz!
A potem znów zapadła cisza, by za moment wybuchnąć potwornym grzmotem.
– No, gdzie się pchasz na trzeciego, idioto! – nerwowo krzyczał Tobiasz, przeklinając jadącego przed nim kaskadera – kierowcę.
Joanna spojrzała na przyjaciela obojętnie, bez angażowania się w pyskówkę. Nie chciała dorzucać drwa do buchającego w nim ognia. A Tobiasz kipiał ze złości jak wulkan. Furczał, rzucając przekleństwami na prawo i lewo. On, taki na scenie teatru dystyngowany i wielki, spadał na dno dobrej etykiety, przesiąkając pospolitością reżyserowanej przez życie sytuacji.
A gdy na drodze zrobiło się luźniej i bezpieczniej, odwrócił szybko głowę w stronę Joanny, by powiedzieć jej niewinnie krótkie: Kocham Cię, Aśka!

Autor: Danka Schmeling

Arena zmagań i wątpliwości

DSC_0671

Zasiadając do pisania mojego bloga, zawsze zastanawiam się nad tym, czy to co proponuję, warte jest publikacji i zawracania Państwu głowy. Każdy z Państwa ma przecież swoje gusta i guściki, oczekiwania literackie oraz wrażliwość, która nie jest zwyczajną. Dlaczego tak myślę? Otóż intuicja podpowiada mi,że ludzie czytający poezję, opowiadania, reportaże, felietony, etc. – mają nieprzeciętną potrzebę dopieszczania siebie sztuką słowa. Sztuką pisaną przez wielkie lub małe „sz”, cokolwiek artyzm i potencjał piszącego dla Czytelnika, czyli Państwa, znaczy. A chyba znaczy? Skłamałabym, gdybym napisała, że nie bez znaczenia jest dla mnie Wasza obecność na blogu. Cieszę się, że ja i Państwo stanowimy jedną „sieciową całość”, choć wymaga to od nas nieustannych decyzji: PISAĆ – NIE PISAĆ! CZYTAĆ – NIE CZYTAĆ!
Samotnikom i tym, którym nie doskwiera samotność – moim wiernym – stałym Czytelnikom, życzę radosnego dnia bez stresu i niepowodzeń. Dbajcie Państwo o siebie, a jak zatęsknicie, wejdźcie na stronę Ocal słowa i dosładzajcie sobie życie chwilą zapomnienia, zanurzając się w poezji!

1.

Życie
wymaga decyzji.
A gdy zaistnieje,
spływa hojnie na świat doskonałością,
stając się żywym Słowem,
jednokrotnym imigrantem.

2.

Samorodne słowa
szybują prędkością światła
po autostradach emocji.

Uczłowieczone duchem i ciałem
szukają wodopoju miłości.
Żyznych ogrodów
pozazmysłowych uciech,
cnót nieskażonych absurdem złego losu…
i cierpienia.
Samorodne słowa
nie unikają uniwersalnych prawd.
Z godnością
poddają się turbulencjom życia,
imaginacji i codzienności.

26 września 2017 r.

Vide:fot.priv

W liczbie podwójnej kocham

Jesiennie, nostalgicznie, więc krótko! Miłego, dobrego T Y G O D N I A. Do zobaczenia za jakiś czas, bo szykuję dla Państwa niespodziankę w postaci prozy. Autorka bloga.

S T A R E:

(*)

Analizując
dzienne sprawy,
niewinnie patrzymy sobie w oczy.

W pejzażu
nieprzeniknionej źrenicy czasu
i żywiołów –
przestrzeni życia
zamkniętej dobrym obyczajem –
ze niecierpliwieniem szukamy
drogi do siebie.

Dotyku
zapracowanych rąk.
Bliskości,
która nie kłamie.
Ciepła,
które ma ludzką twarz.
I serca,
które kocha
i jest lojalne.

I chociaż kamienują nas grzechy,
i miotają nami wichry,
obłąkani miłością dusz w nadziei na lepsze jutro,
które nie będzie abstrakcją –
zasypiamy.

22 stycznia 1980 r.

N O W E:

(*)

W artystycznej kawiarence,
w kuluarach wieczoru
dzieje się wiele.
Oj, dzieje!

Tutaj,
rzuceni Nową Falą
poeci, poetki i prozaicy
czytają – rozkochane w emocjach
i w tym, co trwałe i nietrwałe –
wiersze i opowiadania.

Muzycy grają.
Goście wsłuchują się w szept słów
i w tykanie zegara
odwróconego plecami do werandy.

Wszystko jest wkalkulowane w cenę życia.
Gustowne i smaczne – z gracją podane –
wstrząsane dreszczami wzruszenia
bez szwanku dla zdrowia.

Świadome
nowej tożsamości.

24 września 2017 r.

Swing vel jesienna rapsodia

DSC_0452

Kocham jesień i cieszę się na jej królowanie. Dlaczego nie wiosnę i lato? Ponieważ nie lubię nadmiaru słońca i ciepła, poza tym JESIEŃ przypomina mi siebie z dawnych lat: beztroską, ufną i zakochaną. Rozmiłowaną w deszczu, muzyce Chopina i Lista, w pożółkłych liściach drzew, kasztanach, żołędziach i koralach z czerwonej jarzębiny… A także w upojnym śpiewie ptaków odlatujących do ciepłych krajów i trzepocie wierzbinowego wiatru.
Z trzecim dniem panowania astronomicznej jesieni pozdrawiam Państwa wiązanką słów i wersów: kwiatem ukochanych słoneczników, jakie lubię. Przyjemnego weekendu!

1.

W domu.
Niedotykalna
cisza.
Przemoczone
oczy.
Palce
sztywne od niemocy.
Treść
życia zagubiona
i pytanie
zawieszone na kryształowym żyrandolu:
Kto to wszystko zniesie
i energią życia pokona?

Za zapłakanym oknem.
Ogród płowieje od wiatru
i deszczu.
Pięćdziesiąt stóp dalej
stara, Janowa lipa pokracznie stoi
i jesienią żółknie.

Niedługo
jej zdrewniałe gałązki
powyginane na cztery świata strony
wyjdą zza ażurowej – pajęczej –
zasłony.

Stracą wszystkie liście,
które – suchą jak wiór –
rozpaczą
osiądą na zdeptanej przez psa,
kota i wiewiórkę – ziemi…

I świat,
i lipa,
i myślenie człowieka znów się zmieni,
metamorfozą powolnego przemijania się stanie.
Melancholii czuciem
i życia zamkniętego w czterech ścianach
kochaniem.

Tylko po szóstką
z wybrzuszonym A – w pokoju kredensowym –
ubrane w ciepłe epitety słowa
rozchodzą się po zakamarkach ludzkiej duszy,
pachnąc imbirową herbatą
i wrzosowym bezrymowym wierszem.

A w kącie,
po lewej stronie mechanicznego ciała,
głos spikera oznajmił:
Nastała jesień!

23 września 2017 r.

Vide: fot.priv.

Kosmopolityzm czy zwykłe zauroczenie?

Ameryka (USA) zawsze w moim rodzinnym domu była przedstawiana jako kraina dobrobytu i łagodności. Czy taką jest i była, nie umiem odpowiedzieć, bo nigdy nie było mi dane postawić stopy na tej pięknej ziemi. Wiem tylko z opowiadań swoich krewnych, że kilku z nich – ze strony dziadka – odnalazło w tej odległej od Europy Krainie Szczęśliwości swój dom i swoje upragnione szczęście zbudowane ciężką pracą oraz wielkim, osobistym zaangażowaniem. Kim byli członkowie rodziny dziadka z imienia i profesji? Nie wiem, tak jak nie wiem, czy ktokolwiek ze zamerykanizowanej części mojej rodziny jeszcze żyje i czy żyją ich następcy – przodkowie. Lubię ten kraj, jego historię i kulturę, a nade wszystko ludzi, choć jest to miłość platoniczna i być może przeze mnie nieco wyidealizowana.

1.

Ameryka,
Ameryka!
Ziemia przyjazna obcym,
kolebka czarnego bluesa
musicalu
i Freda Astaire’a.

Kraj
Franka Sinatry,
swingu,
Las Vegas i zabawy.

Niesiona na skrzydłach
bielika amerykańskiego
nad szczytami Gór Skalistych
i Kordylierów,
zakochana w tradycji
i wolności.
W prerii i w dzikich koniach.
Uniżona,
choć nie zniewolona,
wierna Bogu.
Ameryka,
Ameryka!

22 września 2017 r.

Vide: fot.priv.

Łopot serca

21558917_1623645527699256_8774749969164487333_n

Witam nowych subskrybentów bloga i pośpiesznie donoszę, że jestem cała i zdrowa, i szybko dopisuję kolejną stronę do artefaktów, którym nadałam imię poezji i prozy. Dzień dobry!
Ostatnie wydarzenia z mojego życia nauczyły mnie, jak nie czuć się pewną siebie damulką. Czym jest faux pas oraz jego konsekwencje. Stąd ten wiersz utrzymany w tonie prośby, który będzie mi przypominał, czego mam nie robić, by „nie obrywać po łapach” od zarozumiałego życia.

POEZJA Z LUDZKĄ TWARZĄ

„Po prośbie”

Życie,
toczące się w krąg,
ciskane o ziemię słowami.
Nim zrugasz bliźniego,
zważ na okoliczności!

Jeśli musisz,
uderz dyskretnie w jego serce.
Bez ostentacji.
W czuły punkt świadomości
i sumienia.

Bądź,
jak angielska królowa
lub pospolity szewc i poeta,
zwyczajnym – bez fałszywego światłocienia.
Nie szukaj poklasku!

Miłosiernym bądź,
nim wbijesz klin pomiędzy duszę i ciało!
I…rozdepczesz przyganą człowieka.

On
oczekuje od ciebie takiej samej pokory
i wrażliwości,
na którą Bóg i Jego Syn Umiłowany,
i świat cały czeka.

Prawości Twojej żąda!

Ludzkiego zrozumienia!
Co sercem błogosławi, nie dzieli!
Jakiego nie chcieliby
przed wiekami wieków upadli „anieli”…

Miłości
przemienionej w naukę od ciebie oczekuje.
A nie zrywu złości.

Nim znów (ten sam) człowiek zbłądzi
i znajdzie się na dnie
zbanalizowanej codzienności.
Rozdrożach umysłu
i duszy.

19 września 2017 r.

Vide: fot.priv.

Ratuj mnie życie!

Podobno, gdy człowiek czuje swój koniec, stroi się w pokorę i dokonuje autorefleksji. Trudzi się, szukając usprawiedliwienia dla swojej złej natury. Grzebie w dawno zapomnianej przeszłości, by z łupinek minionych chwil i przeróżnych zdarzeń, wyłuskać zachowania dobre – docenione przez innych ludzi, zauważone nawet przez chmurne niebo!
A przeszłość, czym ona jest? Przepustką do nowego życia, czyli nieba, czy może do piekła? Z tym pytaniem pozostawiam dziś Państwa, licząc na to, że przyjmą je Państwo z przymrużeniem oka.

1.

Gdy poczuję swój nieunikniony koniec,
stanę – jak Bóg da! –
nad brzegiem swojego życia
Z motywem smutnego walca.
Ubrana w długą,
szmaragdową suknię.
Ale z twarzą bez makijażu.
Będę zwyczajna,
ale jakby nie z tego świata.
Naturalna!

A potem…
Cóż, potem?

Rozpuszczę włosy,
by wiatr szarpał nimi,
jakby grał na hebanowych skrzypcach.
Chłodnym powiewem przywracał mi
zalękniony spokój!

A wtedy…
Cóż, wtedy?

Zanurzę się cała
w głębinach przeszłości:
mojej i Twojej. Wspólnej.
Ciszy, która nie jest martwa.
Dniu bez zarodków jutra.

I… spojrzę w głąb siebie,
cała przepełniona nadzieją,
jakiej świat nie widział…

A fiołkowo-srebrne gwiazdy i dumny,
nadgryziony przez drapieżny czas, księżyc
rozświetlą mi kręty – czerwony szlak
do spowalniającego serca.

Miłości i nienawiści we mnie:
minionego zła i szlachetnego dobra.
I… wskażą mi drogę do Ojca –
prawdziwego domu.
Ogrodu aniołów i ludzi,
w którym wszystko jest inne –
na wskroś przeźroczyste…

A tam:
niech zło sczeźnie.
A dobro zakwitnie astrami
i stanie się kwietnym bukietem światła –
wiecznego szczęścia
lub tortury… (?)
Grą słów i poezji.
Tego bym chciała.
Amen!

Nieprzemakalne słowa

21430155_1613120522085090_7351279768628681082_n

Pisanie w pierwszej osobie zawsze niesie za sobą niebezpieczeństwo, że poeta – pisarz, bloger będzie utożsamiany z bohaterem epickim lub podmiotem lirycznym jego utworów… (postów, etc.) A to tylko gra. Świadomy zabieg artystyczny, mający na celu przybliżenie czytelnika do świata, w którym wyobraźnią żyje autor. Czy to znaczy, że w moich wstępach – komentarzach nie jestem prawdziwą sobą? Ależ nie! Zapewniam Państwa, że w moich przedmowach do wierszy jestem jak najbardziej realna, nie chowam się za siebie, bo i po co… (?) Nie ma nic złego w dzieleniu się z ludźmi odrobinką siebie, choć nie jestem w żadnym wypadku ekshibicjonistką. Istnieją w moim życiu pewne granice prywatności, których nie pozwalam obcym, nawet niektórym krewnym, przekraczać. Taka już jestem. A wspominam o tym dlatego, byście mieli Państwo świadomy wgląd w to, co na blogu piszę, i jak piszę.
Dzisiaj bohaterką wiersza będzie Ona – wszechwładna miłość.

1.

Na wysokiej fali życia
unosi się dwuskrzydłowa
MIŁOŚĆ!

Czasem, kręcąc ostre piruety,
traci na swojej mocy i wietrznej sile…

Nieraz cumuje na brzegu albo z impetem schodzi na ląd,
by zaczerpnąć rześkiego powietrza.

Bywa,
że wrześniowym porankiem:
w gawronim – hałaśliwym parku,
w zagrzybionym – wrzosowym lesie,
w zakamarkach starych ulic –
ciemnych bulwarach ludzkiej duszy –
niegrzecznie i natrętnie kokietuje kobietę i mężczyznę,
by nadać ich życiu rangi flirtu.
Osacza ich sobą!

08 września 2017 r.

Autor: Danuta Schmeling

Dopisek:
Na deser ofiaruję Państwu utwór napisany przeze mnie i kolegę po piórze z Gildii Artystów Chojnowa.

21317708_895017673988780_3851035863301510961_n

2.

„Wiersz na dwie ręce”

Życie nieubłaganie szybko przemija
Poeci pośpiesznie składają kolejny wiersz
Codzienność idee po imieniu nazywa
Zdarzenia mówią na przekór jaką mają treść

Życie nie przestało odurzać nas złudzeniami – marzeniami
Byśmy odnajdywali w słowach oraz metaforach dni i wieczorów
Ten trzeci wymiar snów które z ostrzeżeniami
Chronią nas w ten sposób od kłopotów

Przewrotnie ukryty dobra sens
Da znać, kiedy tylko chce

Czas nieubłaganie szybko przemija
W zawierusze wydarzeń tarzając człowieka
Gdyby tak uciec i wszystkich wykiwać
Nowe nadzieje los by obiecał

Tylko Bóg – niemy pogromca czasu
Wielką tajemnicą ludzi i poezji
Niszczy rozumnie pułapki marazmu
W każdym z nas spontaniczność wskrzesi

Autorzy: Danuta Schmeling i Piotr Misikiewicz

Vide: 1. – fot.priv.
2. – fot. Bogdan Misikiewicz

Beczka łez i śmiechu

Każdy ma jakąś przyszłość – mniej lub bardziej pewną. Ja pewnie też ją mam, choć dobijam za dwa lata do błogosławionej – jak Bóg da! – sześćdziesiątki. Co myślę? Jestem zadowolona z mojego życia, choć zdarzały mi się czasem niefortunne chwile, pozbawione smaku i dobrego gustu. Ale, co tam ja! Jest wokół mnie wielu wspaniałych ludzi, młodszych lub starszych ode mnie, których życie jest równie interesujące i cenne, być może szczęśliwsze i ciekawsze od mojego. Oczywiście w wymiarze makrokosmosu to żadne wielkie wydarzenie, ale na naszym „mikrokosmicznym podwórku”: w rodzinie, sąsiedztwie, społeczności narodowej – gdziekolwiek na naszej planecie – ma to znaczenie ogromnie ważne. Kondycja naszych ludzkich serc i umysłów to podstawa dobrej – szczęśliwej egzystencji, nawet gdyby dla jednych droga oznaczała początek, półmetek lub metę. Zapytają pewnie Państwo: Skąd w Pani taka konkluzja i tyle wrześniowego rozdarcia i smutku?
Otóż nastroiłam się nimi po wczorajszym spotkaniu z moim najstarszym synem i jego rodziną oraz z przyjaciółmi z Gildii Artystów Chojnowa. Było mi z nimi tak dobrze, że się „nieznośnie” rozczuliłam, skutkiem czego jest ten dzisiejszy wpis na blogu i prozaicznie zadane pytania:
Ile jeszcze będziemy mieć wspólnych chwil, obdarowujących nas wzajemnie miłością, dobrem i wdzięczną sympatią? Ile jeszcze powstanie wpisów na moim blogu, wierszy i opowiadań, bym mogła czarować Państwa ludzkim życiem i literaturą pisaną sercem. Przemilczając odpowiedzi na swoje pytania, zachęcam do czytania wierszy napisanych na okoliczność spotkania z wspomnianymi osobami i z WAMI WSZYSTKIMI – drodzy Czytelnicy.

1.

Wiersz
musi mieć swoją wewnętrzną spójność.
Poetycką mądrość!
Posiadać liryczne metrum
i niebanalne przesłanie,
żeby skłonić czytelnika do krótkiej –
egzaltowanej refleksji.
Jak sierpniowe słońce osuszać łzy,
uwodzić rzutką metaforą –
drugim dnem sensu.
Być jak wiatr dmący,
jak ręka poety
trzymająca w ryzach papieru słowa.
Mieć swoją godność –
wersologiczną moralność.
Zdecydowanie jednak
powinien unikać
pozoranctwa dobrych intencji,
fraz pustych,
emocji niewysłowionych,
objętych nakazem milczenia,
bez znaczenia czy ze staroświeckim rymem,
czy bez rymu…

4 sierpnia 2017 r.

2.

Moim Czytelnikom:

Kocham Was: L U D Z I E.
Niezłomnie,
być może naiwnie.

Kocham Was: D N I
jeszcze przeze mnie nie przeżyte
i nie policzone.

Kocham Was: S Ł O W A – kody słów –
w wersach metaforami poprzykrywane
i P O C A Ł U N K I czułe,
miłością napiętnowane.

Kocham was: C H W I L E miłe i okropnie niemiłe.
I was: A N I O Ł Y i G W I A Z D Y,
co wokół mnie krążycie.

Kocham Cię: B O Ż E!
S T W Ó R C O świata i człowieka.
K O C H A M * C I Ę * Ż Y C I E!

5 września 2017 r.

Gdzieś ktoś, komuś

IMG_7949

Czasem, gdy w jakimś regionie świata dotyka ludzkość wojna lub inne konflikty natury politycznej, społeczno-gospodarczej lub ideologiczno-religijnej burzymy się jak piana w kubku gorącej wody. Podobnie, gdy nawiedzają ludzi kataklizmy. Często wtedy myślimy: Wielki Boże! Jak dobrze, że to nas nie dotyczy! A przecież gdzieś, po takiej czy siakiej stronie wielkiego globu, cierpią niewinni ludzie. Kobiety, mężczyźni i dzieci – nasi bracia i siostry. Ogarnia mnie wtedy straszna niemoc, złość i przerażenie, że tak naprawę, jako homo sapiens, skazani jesteśmy na przypadek losu lub zamierzone działanie złych, pozbawionych empatii i dobra – współbraci z takiej lub innej narodowości…
Na dodatek każdy z nas chciałby swoje jedyne życie przeżyć pięknie, dobrze i w miarę osobistych możliwości – dostatnio, choć często bogactwo mąci ludziom umysł, niszcząc rozsądek i pozbawiając ich odruchów prawdziwego, nie udawanego, człowieczeństwa. Na szczęście pośród nas – w wielu narodach! – są wspaniali ludzie, którzy bezinteresownie pomagają! Którzy niosą cierpiącemu światu i ludzkości światło miłości i nadziei oraz przekonanie, że nie jesteśmy cywilizacją śmierci i powszechnie panującej znieczulicy i obłudy.
Kończąc ten emocjonalny wstęp do mojej poezji, przypomnę Państwu, także i sobie, ten oto piękny i mądry aforyzm pochodzący z Mateuszowej ewangelii: „WSZYSTKO, COKOLWIEK CHCECIE, ABY WAM LUDZIE CZYNILI I WY CZYŃCIE LUDZIOM.” (Mat. 7, 12)

DSCN0995

Autorskie postscriptum:

Szanowni Czytelnicy bloga Ocal słowa, proszę nie odebrać tego wpisu, jako uprawiania przeze mnie „blogowego kaznodziejstwa”, choć nie kryję swojego przywiązania do Boga i wartości chrześcijańskich. Chciałam jedynie zasygnalizować problem. Nie w moich kompetencjach jest nawracanie ludzi lub ich moralizowanie – pouczanie.
Liczę, jak zawsze, na Państwa zrozumienie – kłaniam się, życząc Wszystkim i Każdemu z osobna radosnej niedzieli. Nowym subskrybentom, a jest już nas 2.376 osób, serdecznie dziękuję za polubienie mojej literackiej strony i czytanie pisanych przeze mnie wierszy. Kończąc, zapraszam Państwa na łyk poezji!

1.

Gdzieś zatrzęsła się ziemia.
Gdzieś wojna zbiera krwawe żniwo.
Ktoś podpalił dom sąsiada,
dzień po dniu jacyś nieznani ludzie giną.

Gdzieś piorun powalił drzewo.
Gdzieś miłość z korzeniami
z czyjegoś serca brutalnie wyrwano.
Ktoś obudził się ze łzami w oczach,
bo mu matkę i ojca zabito
albo za okup porwano.

Gdzieś kogoś rozjechano za wiarę.
Gdzieś zburzono pokoju świątynię.
Ktoś kogoś oszukał,
grając w karty o bogactwo,
wmawiając mu, że to tylko gra,
że z głodu nie zginie!

Gdzieś ktoś komuś pomaga i dobrze.
Gdzieś ktoś biednemu chleb
i wodę rozdaje.
Ktoś kogoś poucza,
że miłość to szlachetne uczucie.
Że przez nią człowiek
prawdziwym człowiekiem się staje.

Gdzieś jest kres naszej wędrówki.
Gdzieś poza nawiasem Ziemi
jest niebieska ojczyzna.
Ktoś kogoś obdarowuje szczęściem,
zapisując w Księdze świata
swoje imiona i nazwiska.

3 sierpnia 2017 r.

Vide: fot.priv.