Archive

Styczeń 2018

Browsing
Pamięci Pana Tomasza Mackiewicza, którego podziwiałam za wrażliwość, sposób bycia i radosne usposobienie, i charakter… Miłość do góry, która go uwiodła i jak kochanka zatrzymała tylko dla siebie…
„Himalaista”

Szedł
pod górę,
która od wielu lat
w umyśle kością mu stała.
Zdobył ją!
Otoczyła go ciemność,
wiatr wymroził, biorąc w niewolę
dwa niezależne od siebie ciała…
Choroba wysokościowa
wzięła jego zmysły i ciało w okowy.
Biel śnieżna oślepiła.
Ograniczając władzę nad nim
i szarym, pakistańskim światem
do serca połowy.
Mgła wchłonęła.
Z uścisku zimna już nie wypuściła.
Pozbawiając życia,
żeby góra Nanga Parbat go
wielkością przeżyła.
Teraz są razem,
pasją himalaizmu złączeni.
Miłością do gór na wieki wieków
sobie zaślubieni…
29 stycznia 2018 r.
Vide: fot. net. – zapożyczona

Wczesne przebudzenie zaowocowało dziś wierszem o peryferiach świata… Smutny wiersz, ale przepełniony moimi dzisiejszymi emocjami.

„Zanim zabierze” mnie Anioł Stróż
na peryferie świata.
Porwie,
jak gałązkę oliwną,
prosto do nieba.
Wcześniej
zatańczy ze mną
pomiędzy srebrnymi gwiazdami
salonowego kadryla…

A potem
delikatnie szarpnie mną,
zakręci, muśnie skrzydłem
i poprowadzi do skromnej komnaty,
bym przed swoją ostatnią podróżą w czasie
zmieniła szaty. Pokłoniła się życiu.

Podziękowała
za miłość i dobrych,
i złych ludzi…

I dyskretnie,
jakby nic się nie stało,
razem odfruniemy…
Staniemy się wspomnieniem
zapalonej na moim chrzcie świecy.
Podmuchu wiatru,
ludzkiej nędzy.
Życia z trzosem przypiętym do boku,
bez nadmiaru szczęścia,
dobra…
i marnych pieniędzy.

24 stycznia 2018 r.

fot. 1. i 2. priv.

Vide: Inspirowałam się tytułem antologii pt.: „Zanim zabierze nas wiatr” – Wydawnictwa ASTRUM

Zdjęcie użytkownika Ocal Słowa - wierszem i prozą.

Nic tak nie poprawia mi nastroju jak pisanie, które jest nie tylko upersonifikowaną cząstką mnie samej, ale moich zmagań z materią słowa. Aktem kreacji i samostanowienia o tym, co jest dla mnie istotne i ważne. Witam wczesną – jeszcze „rozespaną”- porą, nowych Czytelników bloga, którzy powiększyli nasze – zaprzyjaźnione ze sobą – grono. Jest nas łącznie: 3.557 osób . Dziękuję!

Liryka wyznania

Gdy ciążą mi słowa,
piszę.
Bielą najbielszą kartki papieru,
intencją najczystszą myśli –
w sposób jawny,
materialny –
frazuję.
Nie profanuję słów pochopnym sądem
ani cyniczną metaforą,
ale je uczłowieczam…
Personifikuję!
20 stycznia 2018 r.
Vide: fot. priv.

Lubię muzykę, szczególnie mistrza Fryderyka Chopina. Dla niej jestem gotowa chwilowo zarzucić obowiązki, by nacieszyć zmysły i duszę dźwiękami upiększonego życia.

PRELUDIUM
Linochodem nie jestem.
Stąpam po ziemi twardo,
ale ostrożności nigdy nie za wiele.
Wyssał mnie
z planktonu świata:
ziemi i chojnowskiego domu
własny los
i zaaranżował spotkanie z bliźnimi.
Gwiazdy rozsypał na nieboskłonie,
jak karnawałowe confetti,
bym nie pomyliła ścieżek do niego
i do Ciebie;
bym z piaszczysto-kamiennej drogi
umiała bezkolizyjnie przejść
na marmurowe salony przyjaźni
i miłości.
W bladym świetle codzienności,
dnia i nocy,
rozbłysła onomatopeją.
Szmerem wiatru,
rechotem życia,
dudnieniem deszczu
w tonacji des-dur…
19 stycznia 2018 r.

Bezsenne noce bywają czasem zbawienne. Człowiek ma czas na refleksję, czasem na autokrytykę, a także twórcze działanie, jak w moim przypadku. Efektem tego są dwa różne wiersze – sumiennie pisane przy blasku księżyca i nocnej lampki. Zapraszam do czytania, a nowym Czytelnikom dziękuję, że przyłączyli się do grona wiernych entuzjastów i obserwatorów bloga. Oczywiście, jak zawsze, pozdrawiam i życzę Państwu wiele radości, a wieczorem: długiego zdrowego snu, bez widma liczenia baranów…

LIRYKA WYZNANIA
„Znów moje marzenia…”
Znów
moje marzenia
wartko i odważnie
płyną wzdłuż życia.
Bywa,
że boleśnie obijają się
o samobieżną
tarczę czasu:
pomarańczowo-żółte
słońce
i ostry sierp
księżyca…
Wbrew
bojaźliwej niepewności jutra –
bezkresnej logice przemijania
dryfują po morzach
i oceanach wyobraźni.
– pragnieniach serca.
16 stycznia 2018 r.
„Historia jednej bezsennej nocy”
Mój Anioł Stróż
w bezsenne noce –
takie jak ta i inne –
opowiada mi o ludziach
i świecie,
który on zna i ja prawie znam.
Bez epickiego mydlenia oczu,
że wszystko było
i jest w nim doskonałe.
Czasem poucza mnie,
krytykuje,
pociesza,
wybucha śmiechem,
nakazując z odwagi
i roztropności uczynić busolę
wskazującą dobry kierunek życiu:
bez lęku,
bez obawy,
że nie wszystko się uda.
Zanurzony w ciszy:
zmęczony
i znużony bezsennością
i pogwarem ściennego zegara,
liczy białe barany
i czarne owce,
i usypia w środku nocy,
zapominając o mnie i całym otoczeniu.
Taki oderwany od nieba i ziemi,
oswojony przez fioletową noc
i srebrny –
prastary księżyc…
Strażnik duszy i ciała
z opuszczonymi do poduszki skrzydłami… –
Boży wysłannik z domyślnym imieniem Ezachiasz –
hebrajski przyjaciel, brat Izmaela…
17 stycznia 2018 r.
Vide: fot. priv.

Życie biegnie w szaleńczym tempie. Każdy dzień umyka chwilą, jakby w ogóle się ze mną i z nikim nie liczył. A przecież ciągle żyję: kochając i potykając się o codzienność. Czasem aż się wierzyć nie chce, że tak szybko staję się zapełnionym faktami bytem. Lustrzanym odbiciem samej siebie i świata: drogich mi ludzi z zapleczem wydumanych marzeń i naiwnych – przeżytych porażek, które nie bolą, lecz uczą! Chociaż kocham życie, mojego Boga, to nie lubię tego sztafetowego biegu po wieczność… Tego codziennego zacietrzewiania się, że oto jeszcze tego czy tamtego nie zobaczyłam, nie przeforsowałam doświadczeniem i emocją. Dlatego ciągle spowalniam siebie pisaniem i chowaniem się za wersami. Szukam dla siebie mitycznej krainy bliskiej słowu: ARKADIA, która nie wymuszałaby na mnie natychmiastowych decyzji – co do mnie i przyszłości moich bliskich – mądrych, omiecionych z pajęczyn absurdalnych zdarzeń i ich konsekwencji: chaosu i pośpiechu… Dlaczego? Bo zawsze, kiedy robiłam coś pośpiesznie, wychodziły z tego głupie – fatalne w skutkach dla mnie samej i innych ludzi – rzeczy. Poza tym z doświadczenia wiem, że niecierpliwość i impulsywność nie idą w parze z rozsądkiem, dlatego czasem warto dać sobie na powstrzymanie, co też od wielu lat – ucząc się siebie i ludzi – z różnym skutkiem czynię!

LIRYKA „WZIEWNA” – ANTYDOGMATYCZNA
Jestem z chaosu!
Stwórz mnie na nowo.
Napełnij wiarą myloną ze światopoglądem.
Chcę zanurzyć się w wodach Jordanu –
prawdzie o sobie i moim Bogu.
Paryż, 15 stycznia 2017 r.
Jego życie
przypięło się szelkami do nieba.
Kpi sobie z prawa grawitacji.
Beztreściowych dni,
bezużytecznych słów.
Ceni wolność,
której nie są znane
granice zakazów…
Legnica, 14 stycznia 2018 r.
Poezja
może mieć wymiar metafizyczny
i odkupieńczy.
Może być
dyskursem i modlitwą;
podróżą w głąb siebie
przez uświęcone talenty
dane człowiekowi
z nieba…
Może być
aktem harmonijnego człowieczeństwa,
bez dyskryminacji „tubylczej”
polskich słów.
Miłości
i czucia wszystkich bytów.
Blasków udręczonych apostrof
i bezżennych metafor!
Legnica, 13 stycznia 2018 r.
Cykady świerszczy (w maminym  i babcinym – ogrodzie i na chojnowskiej łące w pobliżu rzeki Skory) towarzyszyły mi niemal od zawsze, czyli od wczesnego dzieciństwa.  Były jak polna – folklorystyczna muzyka, ubrana w stroje: polskie nuty i słowa, przy których brzmieniu kiełkowała moja poetycka wyobraźnia. Jakże ja kochałam, te upojne chwile uczenia się natury i siebie. Gdy o tym myślę, robi mi się rzewnie i ciepło na sercu, jak wtedy, gdy miałam „(…) naście lat”…
MOJE LIRYCZNE NIEDOJRZAŁE I DOJRZAŁE „JA”
DOJRZEWANIE
W Dolinie Świerszczy
dojrzewam.                                                                                                                                                                                                         Staję się
bliższa słońcu,
świerszczom grającym
na skrzypcach.
Słomom:                                                                                                                                                                                                              rozbrykanym
jak gdaczące –
domowe ptactwo…
Jestem coraz bliżej
ogrodowej
i łąkowej muzyki.
Świszczącej brzmieniem                                                                                                                                                                                                        źdźbeł traw,                                                                                                                                                                                                        i płatków chabrowego kwiecia.
Wyobraźni pełzającej w umysłach pokoleń
przez minione stulecia.
15 maja 1973 r.
GRA SŁÓW
Płowieję zefirkiem.
Wzrastam ciepłym słowem
i uśmiechem mamy.
Bawiąc się rymowankami,
liczę zabużańskie barany…
Zliczam:
gruszki
i słoneczniki,
z babcinego ogrodu.
Proszę miodne pszczoły,
by nie żałowały
ludziom złotawego miodu…
26 czerwca 1974 r.
CÓŻ PORADZĘ
Zostaną
po mnie:
rachunki do zapłacenia,
liliowy jak wrzosy, stary parasol,
notes z zapomnianymi adresami;
kilka plików wierszy,
a także albumy ze zdjęciami.
Czarne palto
wiszące na wieszaku,
wspomnienia bezsennych poranków
i szarych zmierzchów,
a nawet bezdźwięczna cisza
zakłócana śpiewem zaokiennych ptaków…
12 stycznia 2018 r.

Gdy ma się głowę pełną myśli i dwadzieścia lat – jak ja kiedyś – wydaje się człowiekowi, że ma się cudowny – niezawodny pomysł i sposób na piękne, szczęśliwe – udane życie. Nic bardziej mylnego! Niestety życie „w realu” szybko zweryfikowało moje myślenie i próżne wyobrażenie o sobie, i świecie. Często bywałam pod wozem, zamiast na wozie. Ale nie panikowałam, bo podświadomie czułam, że każde potknięcie i porażka jest po coś, i w ostatecznym rozrachunku wyjdzie mi tylko na dobre. I dzięki Panu Bogu – wyszło!

Czterdzieści lat później, czyli w chwili obecnej, z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć: Nie czuję się nieszczęśliwą – jestem spełnioną kobietą, brulionową do niedawna autorką – poetką; zwyczajną kobietą: żoną, matką i babcią, co mnie w pełni satysfakcjonuje!

L I R Y K A  W S P O M N I E N I O W A
„Tak było”
Wiele sobie
kiedyś obiecywałam:
że w moim życiu
nie będzie bojaźni,
nienawiści,
czarnych żalów,
ran na głębokość studni.
Wiele także
sobie wmawiałam:
że życie nie kopie,
nie osacza,
nie pęta – nie boli.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                            Zrównałam
niepewność z nadzieją.
A potem metodą zero-jedynkową
spacyfikowałam siebie,
by następnym oddechem
ulec prawu tautologii i sprawić,
by życie fałszywe
przeszło w fazę życia prawdziwego.
Odrodziło mnie
pragnieniem trwania w harmonii duszy
i ciała. Powtarzanym echem…
Tych samych słów i zdań,
co nie dzielą,
lecz miłością skrzeczą
i łączą.
Jak konie
biegną po wertepach danego mi czasu.
9 stycznia 2018
Vide. fot. priv.
Bez długiego wstępu i komentarza: wiersz o przejściu, niepewności i lepszym życiu.  Utwór dedykuję Czytelnikom mojego bloga. Pozdrawiam, życząc miłego popołudnia i wieczoru.
„Zwątpienie”
A gdy myślę o odległym niebie.
I gdy myślę o Tobie.
Białe staję się błękitem
i aniołem,
co frunie zawsze
przed siebie.
Diabeł plącze moje myśli,
bym przestała wierzyć w cuda,
że jestem na ziemi
po to,
by zapracować sobie miłością
i wierszami na niebo,
na nagrodę.
Może mnie się uda?
Choć on twierdzi,
że nie uda.
A gdy myślę o niebie.
I gdy myślę o Tobie!
Siłą wzrastam,
Światłem,
co mnie przemienia.
Ciszą,
która wyzłaca mnie –
od środka – harmonii
ogniem.
Diabeł tkwi w wielu szczegółach.
Miota sercem i pragnieniami.
Rzuca w wir lęku,
pozbawia radości.
By wzbudzić w duszy
wątpliwości szarugę –
wichurę.
A ja myślę o Tobie.
Drodze (pod górę),
która przede mną.
Nie wiem
tylko czy w dzień
czy w nocy
Przyjdzie po mnie
NIEPEWNOŚĆ!

 

8 stycznia 2018 r.
Vide: fot.priv.