Archive

Maj 2019

Browsing
Ten wiersz poświęcam ludziom, których bestialsko oszukała miłość, pozostawiając ich samych na rozdrożu życia… i odczłowieczając w nich nadzieję… Witam nowych subskrybentów strony: Ocal słowa… – cieszę się z Państwa tak licznej obecności, bo jest nas aż 10.145 osób. Dziękuję!
„Bądź dobry jak chleb”. 
Jak miłość, 
co kłamstw wokół siebie 
nigdy nie rozsiewa. 
Nim skrzywdzisz kogoś, 
pomyśl, że zło i niegodziwość 
będzie mieć Twoją twarz 
i Twoim imieniem 
będzie się odbijać przez lata – wieki
od cudzego serca 
oraz nieba!
Vide: fot. priv.
Wszystkim Matkom i ich małym, i dużym dzieciom życzę wspaniałej niedzieli. Serdecznie Państwa pozdrawiam – autorka bloga.

Liryka  wyznania

Kocham Cię, piękna moja Mamo!
Kocham Cię, mój – lekki jak wiatr – Aniele!
Kocham Twoje najwierniejsze i najczulsze Serce!
Bijące – przy moim sercu – w każdy powszedni dzień 
i w każdą niedzielę!
Kocham Twoje i ręce, i oczy,
i uśmiech łagodzący moje lęki oraz troski.
Mamo moja, najukochańsza Przyjaciółko!
Jesteś po stokroć piękniejsza 
od błękitnych niezapominajek
i rozsłonecznionej wiosny…
Vide: fot. priv.

 

 

 

Nic dodać, nic ująć… – dlatego nie będzie dzisiaj zbędnego komentarza. Zapraszam do czytania.
JA LIRYCZNE
Przytrafiło mi się pisanie.
Moje myśli i słowa parafrazują życie.
Mitologizują byty, 
w których wiosna i miłość 
zmysłami świat – ludzkość obłaskawia.
Emocja przeistacza się w górski potok
szumiący (bez)liryzmem codzienności.
Krzykiem ulicy. Szelestem zmiętej kartki z kalendarza…
Przytrafiła mi się miłość. Naturalna. 
Haftowana apostrofami. Tkwiąca w (bez)czasie.
Rytmizująca szarą (nie)zwyczajność miłymi gestami rąk
i słów niosących ukojenie – pociechę…
i tak od lat…
Przytrafiła mi się codzienność. 
Pełna rozterek i bólu. 
Okryta kirem po zagubionych – 
wstawienniczych – słowach Boga,
utraconych rodzicach, wypłowiałych od słońca 
marzeniach…
Przytrafiła mi się przyjaźń.
Nienachalna. Reszty nie pamiętam.
Vide: fot. priv.
 
Wszystkim Czytelnikom bloga Ocal słowa – wierszem i prozą serdecznie dziękuję za to, że są Państwo ze mną na dobre i na złe.  Jest nas wszystkich: 10.013 osób, co jest dla mnie bardzo miłą i radosną niespodzianką!  
Dla subskrybentów – moich wiernych Czytelników
Unikaj w sobie bólu przemijania,
niech miłość podtrzymuje Twoją radość życia.
Nie bój się uczyć codziennego trwania,
chociaż masz trudną drogę do przebycia.
Kochaj uczciwie – bez fałszywej nuty, 
bo kłamstwo zawsze ma krótkie nogi.
A gdy zapragniesz porzucić wszystko,
włóż wygodne buty i powiedz głośno: 
Prowadź, Boże drogi!
Ale na poklask świata ani ludzi nie licz,
bo egoizmem zdobywasz wolności przestworza.
Usprawiedliwiające (siebie) myśli do serca tulisz,
pragnąc pokoju ducha nadchodzącego od strony Boga                                                                                                                 oraz falującego w sobie morza.
Człowiek istotą błądzącą jest – to prawda,
szukającą prostej drogi do Krainy Szczęścia.
Niszczy go jednak próżność przesadna,
samolubna miłość wzniecająca nieszczęścia.
Legnica, 23 maja 2019 r. 
Vide: fot. priv.
 
 
 
 
Szanowni Państwo, mam przyjemność napisać kilka prostych zdań o spotkaniu z dziećmi – uczniami klasy 3 „A” – Szkoły Podstawowej nr 2 im. Bolesława Chrobrego w Jeleniej Górze, które odbyło się dnia 21 maja 2019 r. we wczesnych godzinach lekcyjnych. Niniejsze spotkanie miało charakter oficjalny, którego celem było przybliżenie jeleniogórskim uczniom (edukacji wczesnoszkolnej), jak wygląda praca poety – pisarza – twórcy i z czego wynikają różnice pomiędzy poezją i prozą… – oczywiście w bardzo uproszczonym, ale merytorycznym skrócie. Następnie krytycznej analizie literackiej poddano treść dwóch krótkich opowiadań : „Kim jest Zuzia?” i „Oswajanie, bajanie” pochodzących z utworu pt. „Tropicielka słów” oraz ukazanie ich walorów edukacyjnych i wychowawczych … 
Za zaproszenie i przemiłe spotkanie dziękuję przede wszystkim organizatorce spotkania, wychowawcy klasy 3 „A'”, Pani mgr Małgorzacie Soból oraz uczennicom i uczniom ww. zespołu klasowego.  
 
Literatura jest po to, by nieść ludziom radość, ale także po to, by móc ich nauczyć dostrzegać w życiu rzeczy, które dalekie są od krwiożerczej polityki… – wszystkich tych sytuacji, które są z nią bardzo mocno powiązane… Również mnie… Nie znaczy to, że jestem skrajnie nieodpowiedzialną i lekceważę swoje obywatelskie i wyborcze obowiązki… Staram się wyjść naprzeciw oczekiwaniom mojego państwa i zawsze głosować zgodnie z własnym sumieniem, bez lekceważenia kogokolwiek. Wracając jednak do literatury, upatruję w niej zbawienną moc kojenia wewnętrznych rozterek i bólu,  bo wszystko na tym świecie zaczęło się przecież od SŁOWA!  Od razu zastrzegam sobie! Nie mam się za wszechwładnego Pana Boga. Jestem jedynie odtwórczynią zastałej rzeczywistości… i daleko mi do mistycyzmu, i sprawczej siły Stwórcy.
Autor – poeta i pisarz – to tylko zwyczajny człowiek uwikłany – nie wiedzieć czemu – w romans z wyobraźnią i fikcją udającą rzeczywistość… Pejzażysta, kreator, rzemieślnik słowa dyskretnie podszywający się pod podmiot liryczny lub podmiot epicki, choć podział tych literackich ról na co dzień – zapewniam – jest o wiele bardziej skomplikowany…
Zapraszam Państwa do chwili refleksji nad tym czym jest przeszłość i rzeczywistość wg mojej własnej – poetyckiej klasyfikacji… Nowym subskrybentom dziękuję za polubienie strony i czytanie moich utworów. 
POEZJA
„Lirycznie – histerycznie”
Otrzyj łzy, DNIU!
Nie pora dąsać się i płakać.
Życie 
to pełna nadziei przyszłość
po horyzont.
Towot dla duszy.
Przeszłość 
to ciężka jak grobowy kamień 
wieczność. 
Gruda ziemi dla ciała.                                                                                                                                                                                    Pozorna uciecha!
Dwa bieguny 
po obu stronach egzystencji.
Zegar i (bez)czas!
Chichot losu! 
Chichot losu!
Paryż, 18 – 19 marca 2019
Vide: fot. priv.
Szanowni Państwo, uciekam od tematów polityki społecznej – jakiejkolwiek! – najdalej jak się tylko da, ale to, co się wydarzyło w ostatnim tygodniu w Polsce, spędza z moich powiek sen i burzy upragniony spokój… Film braci Marka
i Tomasza Sekielskich poraził moją wrażliwość, ale i  także wymógł na mnie wiele pytań. Jak to możliwe, że człowiek stał się ofiarą własnych – nieokiełznanych – obrzydliwych żądz seksualnych, wykorzystując dzieci do ich zaspokajania? Dlaczego instynkt seksualny góruje nad ludzkim rozumem bardziej, niż cokolwiek inne? Naprawdę nie mam pojęcia. Wiem tylko, że pora robić czystki wśród pedofilów, bo jest ich dość spora liczba, także w grupach zawodowych nie mających nic a nic wspólnego z KK… Przykładnie karać i  wsadzać do „paki” i, egzekwować wysokie odszkodowania dla ofiar procederu molestowania. Nie ma, zlituj się dla żadnego pedofila w Polsce, bez względu na to kim jest i jakie pełni społeczne funkcje!  Mam także cichą nadzieję, że obu Panom M. i T. Sekielskim naprawdę chodziło o dobro ofiar, a nie o medialny szum wokół siebie, filmu i księży oskarżonych o pedofilię… – autorka bloga.
„Wyznanie ofiary”
Ja już nie mogę dłużej
z tym żyć…
Chować się przed ciemną przeszłością
skalaną nieswoją winą.
Tajemnicą kąsa mnie własne sumienie
i oprawcy dziki grzech
obdarty ze skrupułów,
w koszmarnych snach wyciągający rękę
po moją  dawną (dziecięcą) ufność i niewinność.
Jest we mnie wstyd,
Jest we mnie strach.
Boję się jasności.
Boję się prawdy.
Boję się ludzkich języków.
Nie chcę być ciągle ofiarą
złej miłości! 
PRZEMILCZANIA!
 
Vide: fot. priv.
Witam ponownie, by poczęstować Państwa prozą. Będzie to dalszy ciąg historii Alexandra, pięknego paryżanina, którego los niespodziewanie zetknął z młodą, ambitną  studentką romanistyki – Isadorą… Zapraszam do czytania miniatury epickiej pt. PARYSKI KOCHANEK. 
Jesteś tego pewny? – epizod pierwszy
Alexander szukał w Isadorze tego, czego nie potrafił odnaleźć w kobietach z przeszłości. Spokoju, powściągliwości i miłości bez reglamentacji. Prawdziwej, bez udawanych orgazmów – wymuszonych jęków rozkoszy. Ale czy taki pierwowzór kobiety we współczesnym, zakłamanym świecie istnieje? Czy można Isadorze zaufać i powierzyć jej własne jestestwo, by wspólnymi siłami dojść do nieograniczonej żadnym fałszem i obłudą radości, a przy odrobinie szczęścia – kresu wspólnie przeżytego losu; bez wyrafinowanych gierek i oszustw dla zaspokojenia własnych – egoistycznych zachcianek. Te i inne pytania nie dawały Alexandrowi spokoju. 
Tęsknił za Polką i coraz bardziej czuł się emocjonalnie z nią związany… Miał w życiu niewiele kobiet, ale te, z którymi był, nie kochały go tak, jakby tego pragnął. Szczerze, bez przybierania teatralnych póz i fałszywych zapewnień, że jest wspaniale – choć serce i rozsądek podpowiadały, że nie jest.
Od sobotniego świtu nastrajał się pesymistycznie do własnego życia, choć w głębi duszy marzył o Isadorze i takiej miłości oraz egzystencji, które dałaby jemu i jego wybrance poczucie spełnienia oraz satysfakcji, gdy nagle z porannego marazmu i rozpamiętywania przeszłości, i przyszłości wyrwał go zachrypnięty głos matki, który strofował domowników za pozostawiony po śniadaniu bałagan w kuchni. 
– Chłopaki! Jak mam z wami w zgodzie i w harmonii żyć, skoro zapominacie o tym, że jestem zmęczona po ostrym dyżurze w szpitalu i wypadałoby po sobie posprzątać, i pozwolić mi na dłuższy odpoczynek! – rzucała złością na prawo i na lewo podenerwowana Coletta.
Alexander, bagatelizując uwagi matki, udał się do swojego pokoju, podszedł do aparatu telefonicznego i bez dłuższego namysłu wykręcił kierunkowy numer do Polski. Jeszcze tylko kilka cyfr i będzie mógł wreszcie powiedzieć ukochanej o tym, o czym od tygodnia rozmyślał:
– Isadoro, Isadoro, witaj kochanie! – mówił do słuchawki telefonu tak szybko, jakby się bał, że za chwilę połączenie z Polską zostanie zerwane, po czym bezceremonialnie dodał: 
– Co myślisz o tym, żebym przyleciał w następnym tygodniu na weekend do Wrocławia? Chciałbym wreszcie poznać miasto i kraj, w których żyje i mieszka moja ukochana Isadora. 
Dziewczyna, zaskoczona propozycją chłopaka, bez namysłu rzekła: 
– Do Wrocławia? Na weekend? 
Jej zdziwienie było tak wielkie, jak wielka była odległość – czasoprzestrzeń – w której oboje kochankowie żyli i społecznie funkcjonowali. Głos łamał się jej ze wzruszenia i przycichał z każdą minutą rozmowy. Zgodziła się, choć na spotkanie z Alexandrem w Polsce nie była w żaden sposób mentalnie przygotowana. Aby nie zniechęcić do siebie podekscytowanego sytuacją chłopaka, nieśmiało zapytała: 
– Alexandrze, jesteś tego pewny? – ale nie usłyszała od niego żadnej odpowiedzi, bowiem z niewiadomych przyczyn połączenie telefoniczne między Paryżem a Wrocławiem zostało przerwane ciszą zapowiadającą ponowną rozłąkę.
Autor: Danuta Schmeling
Vide: fot. 1. – pixabay, 2. priv.
Obraz może zawierać: niebo, chmura i na zewnątrz
Zagajenie:
Dzisiejszy świat – mam wrażenie – moralnie stacza się w czeluści duchowego chaosu. Materializm niemal całkowicie zawładnął umysłami ludzi, czyniąc z nich korporacyjnych – współczesnych niewolników, pozbawionych czasu na normalne, radosne życie.  Niewolników własnych żądz: kariery, posiadania (najlepiej stosu) pieniędzy, seksu, sławy po trupach – dobrobytu skrojonego na miarę przekombinowanych potrzeb: „rozpusty cielesnej i patologicznych ambicji”. 
A co z prostymi  obywatelami tej Ziemi, których nikt nie pyta o zgodę na samounicestwienie i śmierć cywilizacyjną, a którzy wyznają  wartości wyniesione z rodzinnych domów: wierzą w Boga, sens miłości, zdrowe relacje pomiędzy ludźmi – koleżeństwo, przyjaźń,  rodzinę z jasno określonymi priorytetami i wyłącznie jej poświęconym czasem? Nie wiem, choć serce mi się łamie z żalu na myśl, że bezsens i fałszywie pojętą wolność osobistą i społeczną tak wysoko się we współczesnym świecie ceni… i hołubi. 
(Nie)zgubne pytania
Komu jestem potrzebny?
Kto mi na to uczciwie odpowie?
Jak mam żyć,
by nie czuć się niewolnikiem świata
i własnych, frustrujących ambicji
rodzących się w głowie?
Jak mam czuć się wolnym,
gdy zewsząd jestem obserwowany –
manipulowany?
Jak mam cieszyć się miłością
i  osobistą wolnością,
skoro ich obraz jest
przez złych ludzi
bestialsko fałszowany?
Vide: fot. priv.
Gdyby nie miłość do literatury i pisanie, zatopiłabym się w rozpaczy.  A ja nie chcę tonąć. Pragnę cieszyć się życiem do ostatniego przebudzenia. Do ostatniego tchu oddanego widzialnemu światu i niewidzialnemu Bogu. 
LIRYKA OSOBISTA 
Mamo i Tato! 
Daliście mi życie. 
Wywołaliście na świat po imieniu. 
Bym żyła w blasku 
Waszej serdecznej troski, 
nigdy w przygnębiającym lęku 
ani w dobra cieniu.
Ofiarowaliście mi 
wiele cennego czasu, 
pełnego nauk i mądrości. 
Żebym wytrwała 
w przeciwnościach losu – 
szanując Pana Boga 
oraz spotkanych na drodze życia ludzi – 
w imię zmartwychwstałej miłości.
Dzisiaj 
dom bez Was smutkiem obejmuję, 
choć wiem, że nie powinnam smucić się 
ani gorzko płakać. 
Po doświadczeniu 
od Was wielkiej miłości i dobroci, 
nigdy Was nie zapomnę… 
i obiecuję, że w niszczącą serce 
i umysł rozpacz
nie będę świadomie się staczać!
(***)
Nie grzęźnij w ulewnych smutkach. 
Ucz się siebie od nowa. 
Od prapoczątku, 
którego nie pamiętasz. 
Po bujnie rozkwitłą dorosłość – 
wschody i zachody życia.
Vide: fot. priv.