Archive

Styczeń 2015

Browsing

W dialektyce kontemplacji:

Między szczegółem a uogólnieniem
w głębi bezmiaru utknęło słowo
z samowystarczalną fonią:
bez metafor,
bez przyspieszenia,
bez rozczarowania!
I on – poeta,
stojący na rubieży zdania.
A w klatce pierzastych papug
jakiś krajobraz, byle powiew wiatru:
życie z niemym cierpieniem i udręką
bez jakiegokolwiek rozwiązania,
bez nirwany.
Bilans ostateczny: zero!
Tylko tyle – mydlana bańka,
całe życie.

IMG_7307

    Kiedyś Wisława Szymborka napisała piękny wiersz zatytułowany: „Nic dwa razy się nie zdarzy…” Ja zainspirowana poetycką weną i mądrością słów tegoż właśnie wiersza popełniłam następujący utwór, do którego przeczytania Państwa zachęcam.

***

Żadna chwila, co odeszła
w minioną Przestrzeń Czasu,
którą dawno temu
nazwano Przeszłością,
nie powtórzy się w naszym życiu
ani ze smutkiem,
ani z radością!
Nawet obiecująca Przyszłość
niesie ze sobą ryzyko utraty chwili,
czułego westchnienia,
chociaż wystrzegamy się w niej
pocałunku śmierci i unicestwienia,
zanurzenia w czymś,
czego nasz rozum ciągle nie pojmuje.
Zdecydowanie odrzuca,
wybierając „bycie”
w kosmogonicznej
Przestrzeni Jutra nazwanej przez Stwórcę –
ŻYCIEM…
Dlatego codziennie współobjęci miłością
kochajmy i szanujmy to co Tu i Teraz,
z największym uczuciem i starannością!

    Cisza… Czym jest i kiedy zalega na półkach życia, głowy i serca? Co się wtedy dzieje z człowiekiem, kiedy czuje jej niepokojący nadmiar? Nie wiem. Próbuję ją przeniknąć słowem i po swojemu zrozumieć… Ale czy zdołam? Pewnie przez ułamek sekundy, może dłużej, poczuję jej imponująco silną przestrzeń.
***
Cisza złowróżbna,
zbawienna,
czy tylko nieodgadniona?
Z twarzą kobiety mocno po czterdziestce.
Samotna z wyboru.
Pozornie pusta.
Zapatrzona w siebie.
Niestabilna.
Jaka?
A może zakochana w wirujących,dobrych –
czasem złych, myślach…
W słowach brzmiących szeptem?
Ci – sza, ci – sza!
Powtarzana echem: … sza, sza
z szykiem przestawionych znaczeń…
A w głębi jaźni woalem zakryte marzenia
wyzwolone z ucisku serca i głowy.
Jeszcze niemrawe, bez początku i końca!
Wyobrażone – szybko zapamiętane.

    Marzyć nauczyła mnie moja mama.To dzięki sile jej ducha, wyobraźni i wrażliwości umiem piękniej spoglądać na świat. Cieszyć się każdą chwilą własnego oddechu oraz życia, szczególnie teraz, gdy doświadczyłam Jej niespodziewanej śmierci.

***

Wiesz losie!
Ocliłam marzenia,
jestem już bezpieczna.
Nie muszę się bać,
że mi je świat skonfiskuje.
Zabierze –
samowolnie wydrze dla judaszowych pieniędzy.
Nie grozi mi życie w duchowej nędzy.
Doświadczeniami jestem bogata:
– błogosławieństwem czasu,
– uwagą zacnych –
atrakcyjnych ludzi,
o których się co dnia ocieram,
zmierzając do Punktu Wyjścia.
Nie jestem banitką!
Absolutnym szczęściem jestem
zaabsorbowana – od każdego rana.
Z głową zadartą do góry nie chodzę,
bo nie muszę.

 

 

 

 

    Czym jest wolność? Prawem do życia, miłości, przyjaźni, czczenia Pana Boga, godnej śmierci, przemijania… Prawem do pisania scenariusza własnego jestem!

***

Ruchem ręki kreślisz
przestrzeń, której na imię: Wolność Słowa.
Piórem umoczonym w kałamarzu zuchwałych myśli

toczysz na żywej kartce papieru walkę o zaistnienie,
bez angażowania w świat fikcji niepotrzebnych ofiar.
Nie jesteś wieszczką, zwą Cię kreacją.
Zmyśleniem!
Rebeliantką z wyboru,
wyzwoloną spod jarzma milczenia.
Kobietą silną w gębie,
bez oznak (ziemskiego) zniewolenia.

 

***
Bo miłość powinna być:
– najprawdziwsza,
– najwłaściwsza,
– najczulsza,
– nieobojętna,
– życzliwa,
– tkliwa,
– jedyna na całe życie,
– z czerwonym sercem,
najlepiej wypukłym od czułości
i gorącym jak stare,
kaflowe piece –
nieprzespane, zakochane noce.
– Bezinteresownie poczęta –
paradoksalnie święta!
Bez szczypty dziegciu i palącej zdrady.
Ale nie musi być:
– nazbyt męska
i nadmiernie wyemancypowana!
Wystarczy, że będzie zwyczajnie ludzka,
skromna
i w żadnym wypadku wyzywająca,
miłosiernie wybaczająca,
doprawiona do smaku zielem rozmarynu
i odrobiną (złotego) miodu,
drapieżna – kocia…

***

Nie trwonię czasu,
bo w ziemskiej przestrzeni życia rok trwa krócej,
a chwile mijają szybciej.
Potem może nie być ani żadnego dzisiaj,
ani jutra.
Dlatego znaczę swój ślad na ziemskim padole,
słowem i uśmiechem,
aby nie zaprzepaścić szansy
utrwalania obrazu mojego jestem…

 

 

    Ileż to razy biorą w nas refleksje? Niemal codziennie. Mnie zdarzyło się to po raz kolejny…

***

W piekielnej wrzawie tego świata
ciągle brakuje perspektywy tolerancji
i zrozumienia dla czasów,
w jakich żyjemy.
Efektownych gestów, nastroszonych słówek –
ludzkiego porozumienia i Bóg wie czego jeszcze.

W piekielnej wrzawie tego świata
ludzkość zapisuje ślady swoich stóp
przez napuszczenie zła na dobro –
rzadziej na odwrót.

Spoglądając w przyszłość,
nie chce się nawet pić za lepsze dzisiaj
ani lepsze jutro!

    To co stało się w XI dzielnicy Paryża, wstrząsnęło mną dogłębnie, stąd ten refleksyjny wiersz, który poświęcam ofiarom ataku na redakcję pisma satyrycznego „Charlie Hebdo”…

***

„Je suis Charlie”

Kilometry myśli
toczą się przez życie,
odwrócone plecami do fikcji.
Nie są oszalałe –
mają twarz zamaskowanego intelektualisty.
Szukają dobra,
choć są całkowicie umoczone w złu.
Zbroczone krwią niewiniątek.
Ironia to czy mała apokalipsa?

    Historia Juana Diego z Meksyku zauroczyła mnie tak bardzo, że postanowiłam utrwalić jego osobę w wierszu pt.: „Tepeyac”…

***

Na wzgórzu Tepeyac w Guadalupe
bosą stopą stanęła Maryja.
Spostrzegłszy człowieka po chwili rzekła:
Juanie Diego powiedz ludziom,
że Bóg istnieje,
a miłość w Nim pokładana jest głębokim, jedynym sensem.
Precedensem, o którym świat nigdy nie zapomni,
bo w sercach tych co w Niego uwierzyli,
na zawsze pozostanie,
dobry – czcigodny Juanie…
A potem niepostrzeżenie zniknęła
i znów przyszła,
by z delikatnych płatków róż utkać (po wieki) na tilmie Juana
obraz swego nieskalanego oblicza otoczonego aureolą
promieni chyżego Słońca,
Matka Jezusa – prawda, prawd nieprzemijająca.